czwartek, 18 stycznia 2018

Czarny kot

28.12.2009

Powiedz dobranoc
Ona czeka aż
wyłączę światło
Kiedy leżę nieruchomo
Ona czeka, żeby złamać moją wolę

Tak, i znam prawdę
O tobie

A w świetle dnia
Widok kosa rani oczy
Kiedy już po wszystkim
Ona śpi obok dzikości


Tak, i znam prawdę
O tobie
Tak, i znam prawdę
O tobie


Tytuł oryginału : „An Cat Dubh”

Autor : U2

Rozwód z krzyżem


14.11.2009

Krzyże na ścianie w szkole to aktualnie temat tak gorący, że aż parzy. Niewiele jest już chyba osób, które nie słyszały lub nie czytały o decyzji Strasburga w sprawie wieszania, a raczej zdjęcia, krzyża ze ściany. Jak zwykle w takich momentach, mimo że decyzja została podjęta, dyskusja trwa nadal. Katolicy protestują, niekatolicy klaszczą w ręce.
W Europie akcja się powiodła. Ciekawe co stałoby się gdyby taka sytuacja zaistniała u nas? Chyba nie należymy do Europy pod tym względem... Śmiem twierdzić, że jesteśmy tak skatolicyzowanym krajem, że biedny wierzący inaczej nie zdołałaby nawet dotrzeć z tym problemem do Strasburga. Sprawie na pewno próbowano by ukręcić łeb na samym początku, czyli już w szkole, naciskając na delikwenta, aby zaprzestał bezsensownych działań, które mogą popsuć wizerunek szkoły. To gdyby delikwent był w miarę zaawansowany wiekiem, a więc w stanie wypowiedzieć się w tej kwestii. Jeśli za niego mówiłby rodzic, argumentacja może byłaby lekko inna, ale główne punkty i tak pozostałyby niezmienne.
Argumentem ostatecznym mogłoby być stwierdzenie, że jak się nie podoba szkoła to można zawsze ją zmienić. Tyle, że o ile wiem o istnieniu katolickich szkół w naszym pięknym kraju, tak nie słyszałam aby istniały szkoły ateistyczne. Albo świeckie, tak naprawdę, choć przecież cały czas się mówi, że szkoła nie jest instytucją religijną. Czyżby? Nauka religii plus religijne symbole (dodajmy tej samej i jedynej religii) w szkole świadczą o czymś zupełnie innym. Nasze ministerstwo edukacji mogłoby śmiało nazywać się Ministerstwem Edukacji Katolickiej. Nawet ładny skrót: MEK. Gorzej miałyby licea: KLO. Najgorzej podstawówki: KSP – nie bardzo daje się przeczytać, choć można zawsze czytać literkami: kaespe. I już.
Skoro jednak na razie nie ma tej dodatkowej litery, religię w szkole uważam za pomyłkę. Nauka o religii, a nauka religii to coś zupełnie innego. W polskiej szkole jest nauka religii, religii katolickiej, jest wkuwanie modlitw, przygotowywanie do sakramentów katolickich, sprawdzanie obecności na niedzielnych mszach. Indoktrynacja zaczyna się w przedszkolu i trwa do końca szkolnej edukacji. W liceum sytuacja bywa paradoksalna: uczniowie, zdarza się, mają dwie godziny religii w tygodniu, ale jedną godzinę historii. Do tego często łamane jest prawo uczniów do tego, aby religia odbywała się na pierwszych lub ostatnich godzinach lekcyjnych. Ale nie oszukujmy się: to prawo, nawet jeśli przestrzegane w danej placówce,  to tylko ochłap rzucony w stronę niekatolików, żeby zatkać im kanały artykulacji stwierdzeniem, ze mogą iść do domu albo przyjść później do szkoły, więc właściwie nic się nie dzieje.
W ten sam sposób wisi na ścianie krzyż. No bo komu to tak naprawdę przeszkadza? Jakiejś grupce antyklerykałów, niewierzącej ciemnoty, dziwaków, komunistów itp. Ale patrząc na to obiektywnie, jeśli w danej grupie jest choć jeden niekatolik, to dlaczego ma być skazany na obcowanie z symbolem obcej dla niego religii? Jeśli szkoła ma nie być miejscem dyskryminacji, to albo powinny w niej wisieć symbole wszystkich religii, ugrupowań politycznych, związków zawodowych, stowarzyszeń, klubów piłkarskich, zrzeszeń, fanklubów i organizacji, albo niech nie wisi w niej nic. Osobiście uważam, że to drugie rozwiązanie jest lepsze, szkoła bowiem to nie wystawa kulturoznawcza ani muzeum sztuki sakralnej.
A w ogóle to krzyż jako symbol chrześcijaństwa zaczął być używany dopiero w trzecim wieku, przedtem tym symbolem była ryba. Przejęto go z pogańskiego kultu słońca, w którym oznaczał bóstwo słońca i ognia, któremu powszechnie oddawano cześć, jako źródłu życia. Dorobiono do niego ideologię, jakoby pozioma belka miała być połączeniem wschodu i zachodu, a pionowa – ziemi z niebem, poprzez „ukrzyżowanie” Chrystusa. Który tak naprawdę skonał na palu a nie na krzyżu. W trzecim właśnie wieku chrześcijaństwo stało się w Rzymie religią państwową i żeby połączyć jakoś poprzednie wierzenia i zachęcić niechętnych ustanowiono krzyż symbolem. Nie jest więc on ani znakiem męki mesjasza, ani symbolem wiary w boga, tylko kolejnym narzędziem robienia obywatelom wody z mózgu poprzez upaństwowienie religii. Tak samo jak wstawienie w Saturnalia „daty” urodzin Jezusa i nazwanie tego Bożym Narodzeniem.
Tutaj zapewne odezwałyby się głosy, że pusta ściana pachnie ateizmem. Pusta ściana to pusta ściana, proszę państwa. Ona niczego nie pokazuje, oprócz tego, że jest pusta. To tak jak z rozwodem: jeśli rozwód jest bez orzekania o winie, to oznacza on, że sad nie orzekał w tej sprawie. Nie znaczy to że ktoś jest niewinny, znaczy to tylko to, co oznacza nazwa: nieorzekanie o winie. A pusta ściana nie oznacza braku krzyża. Oznacza tylko pustą ścianę.

A że kiedyś na niej wisiał krzyż? Cóż, trzeba było zastanowić się zanim się go tam powiesiło. Teraz Strasburg zdecydował po prostu o naprawieniu popełnionego wcześniej błędu w dekoracji.

Mądrość daj mi


07.12.2009

w spojrzeniu kota zawarta treść życia
sylaby medytacji spadają z brzękiem na podłogę
i odpuść nam
nie ma boga
hare kriszna
kręcą się młynki modlitewne
duchy przodków dostały nową porcję strawy
nasze grzechy
nad allaha
hare rama

w ognistym rydwanie już pędzi przez niebo
rozświetla się stonehenge jednym promieniem
MENE MENE
TEKEL
PARSIN
wyrwane serca, rycerz z krzyżem na płaszczu,
bomba w metrze i torquemada



alejhem weał bnejhem
mahpiya ekta nanke kin
du som är törstig

ile midichlorianów trzeba mieć we krwi by porozmawiać z bogiem 

Zamyśliłam się nad literą „i”


19.11.2009


„I” jako zastępnik słowa „albo”. „Albo” jest takie wykluczające. Jestem albo dobra albo zła, spotkanie było albo świetne albo beznadziejne, lody są albo pyszne albo do niczego, albo życie albo śmierć. Przecież we wszystkim i we wszystkich jest zarówno element dobra, jak i element zła. Nie jestem całkiem beznadziejną osobą, nawet jeśli mi się tak czasem wydaje. Potrafię przecież coś komuś doradzić w kłopocie. I ten człowiek, na którego teraz patrzę, też nie jest ideałem, ale ma w sobie też trochę zła. Na przykład nie zawsze odpisuje mi na smsy. Lody czekoladowe miały okropny smak, ale gałka waniliowa była bardzo dobra. Żyję, a potem umrę. Kropka nad „i”. 

Zaduma nad psią kupą


25.10.2009

Wieczór jest piękny, spaceruję więc osiedlowymi uliczkami w otoczeniu bloków, staram się optymistycznie nie zwracać uwagi na betonowe struktury, ale na miłe akcenty. Urokliwy księżyc ze swym bladym światłem, lekki wietrzyk chłodzący rozgrzane ciało, obrzydliwy smród, zieleń dzrewa... zaraz, zaraz. Cofnij. Obrzydliwy smród nie pasuje do tego idyllicznego obrazka, który usiłuję wymóc na moich zmysłach.
Zdegustowana, postanawiam iść tropem owego zapachu. Daleko iść nie muszę. Jego źródło leży tuż u moich stóp. Szczęście, że nie pod stopami, odzianymi w niekoniecznie wieczorowe pantofelki, ale zawsze szkoda. Olbrzymia psia kupa. Rozglądam się za sprawcą, po rozmiarze kupy spodziewając się małego lwa z kokardką na czubku. Cóż, różne zwierzęta ludzie hodują. Za PRLu słyszało się o świniach w łazience, są też karpie w wannie, może jakiś znudzony mieszczanin lwa sobie zafundował?
Lwa nie widzę, ale na końcu alejki widzę kangura. Moja krótkowzroczność wymaga wizyty u okulisty, albo świat do reszty oszalał i na jednym osiedlu mieszka i lew, i kangur. Podchodząc bliżej uświadamiam sobie, że właśnie widzę to, o czym niedawno ostrzegali w radio. Kangur nie jest kangurem, ale pokaźnym owczarkiem niemieckim, wypiętym w charakterystyczny sposób w celu jak najbardziej fizjologicznym. Tylko dlaczego na chodniku?
         Proszę pana? A posprząta pan potem po piesku? - zagaduję jegomościa ze smyczą.
         A po co? - jego twarz wyraża szczere zdziwienie.
         Żeby ktoś nie wdepnął. - próbuję pierwszego argumentu.
         A co, wdepnęła pani. - ze zgrozą uświadamiam sobie, że osobnik nie pyta, a stwierdza fakt.
Fakt jest rozprowadzony na moim lewym bucie. W ferworze pogoni za kangurem nie zauważyłam podłożonej przez wroga kolejnej miny.
         Ale to nie w kupę mojego psa pani wdepnęła. To po co mam sprzątać?
Logika jest porażająca. Nie wdepnęłam, więc nie posprząta. A gdybym wdepnęła, to już nie musiałby sprzątać. Paragraf 22.
Chyba jednak daleko nam do Europy. Chętnie zaakceptowaliśmy włoską pizzę, francuskie perfumy, niemieckie auta za grosze, pracę w Wielkiej Brytanii. Dobrze byłoby przyjąć, na przykład własnie od Brytyjczyków, zwyczaj sprzątania po swoich pupilach. Tabliczki rozwieszone na ulicach przypominają o tym obowiązku, a w parkach są nawet wydzielone „psie ubikacje”. Wszystko po to,  aby bawiące sie dziecko nie wydłubało nagle z piasku psiej kupy i nie zapragnęlo sprawdzić jak ta „czekoladka” smakuje. Tak się zdarzyło mojej koleżance i od tego czasu sprzątaja po swoim dobermanie. Niestety, tylko oni, więc piaskownica nadal jest „be”.
Właściciele psów twierdzą, że sprzątanie powinny załatwiać służby oczyszczania miasta, z podatków. Ale podatek płaci tylko jedna trzecia właścicieli, a w niektórych rejonach jest jeszcze gorzej: w Warszawie co piętnasty, a na wsi często nawet nie wiedzą, że coś takiego jest. Poza tym jest to prawie tak nieściągalne, jak abonament telewizyjny, chociaż w Dębicy w Podkarpackiem mają specjalnego inkasenta. Podsłuchuje pod drzwiami, gdzie szczeka pies i dostaje połowę sumy od łebka.
Przeciwnicy twierdzą ponadto, że trzeba mieć bujną wyobraźnię, żeby stworzyć sobie obraz służb oczyszczania w akcji „Psia kupa”. Co rano i co wieczór zespół pracowników przechadza się uliczkami osiedla, przeczesuje trawniki, zagląda pod żywopłoty, oddziela ziarna piasku od nieczystości w piaskownicy, myje obsikane murki i nogi ławek.... „Hej ho! Hej ho! Jesteśmy z MPO!” Zbytni optymizm. Co z tymi kupkami, które zostają po południowych spacerach? Czy one są gorsze, że mają czekać kilka godzin na sprzątnięcie?

Więcej odpowiedzialności, mili właściciele szczekajacych czworonogów. Jeśli nie chcecie biegać za nimi z łopatką i woreczkiem, nauczcie ich załatwiać się do kuwety. Tylko nie bądźcie zdziwieni, jeśli w Wigilię oskarżą was o robienie z nich kota.