piątek, 6 września 2019

Nie przeszkadzaj Bogu


3 lutego 2010

Wielokrotnie spotkałam się w różnych okolicznościach ze stwierdzeniem, że Bóg nie wysłuchuje naszych modlitw i na nie nie odpowiada. Niektórzy uczynili nawet z tego argument przeciwko istnieniu Boga i twierdzą, ze nie odpowiada bo go zwyczajnie nie ma. Ale oni jako niewierzący mają do tego pełne prawo, podobnie jak agnostycy, którzy podważają sens zarówno istnienia, jak i wykonywania modlitw. Natomiast wśród ludzi wierzących jest również mnóstwo takich, którzy twierdzą, że tracą wiarę, ponieważ ich prośby i błagania to jakby grochem o ścianę rzucać. Czy aby na pewno? A może jest zupełnie odwrotnie i to właśnie przez ich niewłaściwe podejście rozmowa z Bogiem to jakby się ślepy z głuchym o kolorach dogadywał?
Zacznijmy od podstaw, a więc od definicji modlitwy. Modlitwa jest przede wszystkim rytuałem, skierowaniem swoich myśli czy też słów do istoty wyższej, lub też istot wyższych. Jeśli jest zwerbalizowana, nazywa się ją ustną, jeśli nie – myślną. Może być dziękczynna, błagalna, chwalebna, przepraszająca oraz jeszcze wiele innych rodzajów i kombinacji. Mogą być do niej potrzebne rekwizyty takie jak różańce, czy młynki modlitewne, niektórzy modlą się „do obrazu”, twierdząc, że pomaga im to wyobrazić sobie świętego, z którym rozmawiają. W wielu religiach ukształtował się kanon modlitw, których treść jest ściśle określona i przekazywana w takiej formie wyznawcom. Natomiast zgodnie z zasadami logiki, którymi się kierują agnostycy, modlitwa jest dla nich rozmową w formie prośby bądź monologu z rzekomo istniejącą, ale o nieudowodnionej w sposób empiryczny egzystencji, istotą wyższą (Bogiem) o chwilowe zawieszenie praw naturalnych, których autorstwo jest tej istocie przypisywane, celem osiągnięcia korzyści własnej lub na rzecz kogoś.
Analizując definicję, łącznie z tą agnostyków, która nawiasem mówiąc jest naprawdę dobra, pominąwszy nieakceptowalny dla wierzącego fragment o „rzekomym istnieniu”, zauważyć można, że modlitwa ma w sumie jeden cel: zmienić coś, co było, jest lub będzie. Jeśli stało się coś, czego się wstydzimy – przepraszamy za to Boga, jeśli dzieje się coś, czego nie chcemy – wołamy, aby „oddalił ode mnie ten kielich goryczy”, jeśli obawiamy się czegoś na przyszłość lub czegoś bardzo chcemy – prosimy aby stało się inaczej, niż przewidujemy, że może się stać. I tutaj zdaje się jest pies pogrzebany. „Pies? A jakiej rasy?” Ano, zobaczmy.
Jeśli przepraszamy Boga za coś, co zrobiliśmy niezgodnie z naszym sumieniem, w które nas wyposażył, żebyśmy z niego korzystali, to tak naprawdę nie mamy szansy sprawdzić, co się dzieje dalej z naszą modlitwą. Może Bóg siedzi sobie tam i myśli „tak, tak, przeprasza, zaraz znów zrobi to samo”, albo „no, nie udało mu/jej się, ale naprawdę żałuje, przeprosiny przyjęte”. I na tym koniec. No, chyba żeby ktoś oczekiwał, że za to, że źle zrobił i teraz przeprasza zostanie pogłaskany po głowie w ramach premii. Nie ma – trzeba było myśleć, co się robi, teraz najwyżej przeprosiny mogą być przyjęte.
Inaczej ma się sprawa, jeśli prosimy Boga o coś na przyszłość, albo w związku z tym, co się dzieje w danej chwili. Wtedy możemy powiedzieć od razu – czy nasze prośby zostały wysłuchane czy też nie. Największy problem polega na tym, że ludzie w swoich modlitwach zapominają, że Bóg to nie supermarket i nie weźmiemy sobie od niego wszystkiego tego, na co akurat mamy ochotę. Jak Bóg mógłby spełnić prośby dwu ludzi naraz, którzy proszą go o dwie przeciwstawne rzeczy? Pomyślmy choćby o czymś tak prozaicznym jak wygrana w totolotka. Jeśli ktoś miałby zgarnąć całą pulę, to ktoś musiałby nie wygrać nic. A obaj się modlą o wygraną. Jeśli jedna osoba chce się opalać, a druga musi jechać gdzieś daleko samochodem z popsutą klimatyzacją, każda z nich prosi o inną pogodę. I co? Biedny Bóg stara się sprostać wymaganiom obu osób i daje im słońce przez chmury. I co dostaje zamiast wdzięczności? Narzekania z obu stron: jednej dalej za zimno, drugiej dalej za gorąco. Bóg odpowiedział na prośby, ale żadna z tych osób tego nie widzi, widzą raczej, że Bóg ich w ogóle nie posłuchał. Ale tak to jest, jak się zawraca głowę Bogu głupotami, zamiast naprawić klimatyzację albo iść do solarium, a tak w ogóle, to opalanie się jest niezdrowe!
Zdarza się, że ludzie proszą jednak o coś bardzo ważnego, nie szkodzącego innym, jak np. zdrowie dla swoich bliskich, i tego „nie dostają”. Cóż można powiedzieć, jeśli nie pomagają lekarstwa, które można kupić w sklepie, ani wykształceni lekarze, ani pogadanki w szkołach na temat szkodliwości palenia, ani artykuły w gazetach jak się zdrowo odżywiać, ani rady przyjaciół, żeby tyle nie pracować – wymagamy wtedy od Boga cudu. I oczywiście jesteśmy ciężko obrażeni, że nam go nie dostarcza. W większości przypadków sami sobie jesteśmy winni, że już nic nie da się zrobić w danej sprawie. Albo zakochujemy się w jakiejś zupełnie dla nas nieodpowiedniej osobie, co do której nikt nie ma wątpliwości, że ten związek nas unieszczęśliwi. Na nasze szczęście, ta osoba ma nas w głębokim poważaniu. Ale my nie popuszczamy, twardo zabiegamy o jej/jego względy, coraz bardziej niszcząc siebie i jednocześnie modląc się do Boga, aby dał nam miłość tej osoby. „Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? ” (Mt7, 7-12) Dla nas oczywiście Bóg nie odpowiedział na modlitwy, więc do kitu z takim Bogiem. Nawet jeśli potem przekonujemy się, że miał rację, czy komuś z nas przyjdzie choć do głowy przyznać się przed nim do swojego błędu i podziękować? Właśnie za to, że nas NIE wysłuchał?
Czasem też wydaje nam się, że Bóg nas nie wysłuchuje wtedy, kiedy podaje nam zupełnie inne rozwiązania niż się spodziewaliśmy, kiedy nie robi czegoś „za nas”, tylko pomaga nam znaleźć drogę samemu, z pomocą przyjaciół i innych ludzi. Mamy tendencje do zachowywania się tak, jakbyśmy wiecznie chcieli od Boga cudów na naszą cześć, nie wystarcza nam jego pomocna dłoń, ludzie, których stawia na naszej drodze, pozytywne sploty okoliczności. Niektórzy mówią, że to właśnie tylko przypadek czy życzliwość innych, ja to nazywam Bogiem. Wystarczy tylko nadstawić ucha, otworzyć oczy, ale przede wszystkim przestać próbować pokazać Bogu za wszelką cenę, że wiemy co jest dla nas dobre i dlatego się tego domagamy. „Stop helping God across the road like a little old lady” (cytując U2 „Stand up comedy) – przestań pomagać Bogu przejść przez ulicę, jakby był malutką starszą panią. Po prostu mu w tym nie przeszkadzaj.
Na zakończenie moje ulubione modlitwy, które moim zdaniem oddają sens rozmowy z Bogiem.
God, grant me the serenity
To accept the things I cannot change;
The courage to change the things I can;
And the wisdom to know the difference.
         Panie, daj mi spokój ducha
         abym mogła zaakceptować rzeczy, których nie mogę zmienić;
         odwagę, abym zmieniała rzeczy, które zmienić mogę;
         i mądrość – aby odróżnić jedne od drugich.
                                                                        Serenity Prayer,
                                                                        autorstwo przypisywane
                                                                        Reinholdowi Niebuhrowi,
                                                                        tłumaczenie własne


        Przebadaj mnie na wskroś, Boże, i poznaj moje serce.
        Zbadaj mnie i poznaj niepokojące mnie myśli
        i zobacz, czy jest u mnie jakaś droga bolesna,
        a prowadź mnie drogą czasu niezmierzonego.
                                                                        Psalm139, 23-24

środa, 4 września 2019

Październik 2017


1 października 201
Jestem pod wrażeniem tego, co A robi ze swoim życiem… Brawa dla niego.
A ja się znów huśtam. Przez moment miałam nadzieję, że będzie fajnie. Teraz ciężko mi zejść do poziomu ok albo pewnie jeszcze niżej.


2 października 2017
Ścięło mnie dziś rano strasznie. Aż się popłakałam.

Przelało mi się z powodu palca. Ten paznokieć schodzi i cała noc mnie tak bolał, że prawie nie spałam. To była ta kropla. Bo oczywiście czarę wypełnił M.

3 października 2017
Dzisiejsza poranna wiadomość przyprawiła mnie najpierw o totalne zagubienie, a potem wściek macicy.

Nie – żadnych gierek. I żadnego proszenia.

4 października 2017
Wiadomości ucięły się jak nożem.
Tępym?

Nie ma to jak porządny shopping na poprawienie humoru. Kupiłam sobie kolejne Star Wars, SJC17 i bilet na Watersa w Golden Circle.  

5 października 2017

Keeping a safe distance.

7 października 2017
Z czwartku na piątek mało spałam z powodu orkanu. Więc jak wczoraj znów po 20 wyłączyło prąd, to poszłam odrabiać zaległości w śnie. 
Dzisiejsze wiadomości obudziły we mnie stare żale. I dobrze – wygarnęłam resztę. Wątroba oddycha.

Filed it under „fun from the past”.

8 października 2017
Pocztówki mnie kłują.

Poza tym – poleniuchowałam. Jestem gotowa na następne starcie z tygodniem.  

9 października 2017
Normalny dzień pracy. I w pracy i w domu. I nieźle mi poszło.  Choć już mi się spać chce, a tu jeszcze z pół godzinki pracy, zanim się będzie można walnąć z książeczką pod kołderkę… 

Zaskoczyła mnie bardzo dzisiejsza wiadomość. Samą sobą, treścią, długością…

10 października 2017
Dziś mija osiem lat odkąd zaczęłam blogować. 

Utknęłam na pół godziny przed księgarnią, bo jakieś dwie durne coś ukradły i jeszcze się awanturowały i policja nikogo nie wpuszczała. Dobrze, że wypuściła tych, co utknęli w środku, jak sprzedawczynie zamknęły drzwi. ;p

11 października 2017
No i fajny był dziś dzień. 

Za wyjątkiem tego, że pod wieczór krew mnie zalała, bo zdałam sobie sprawę z tego, że zapomniałam pognębić mamę pytaniem, co chce na imieniny, i mi nie powiedziała i nie wiem, a to za chwilę!!!! Teraz już jej nie zapytam, bo kiedy kupię?  

12 października 2017
Wicek zrobił się czepliwy…
A poza tym mam weekend! Jak miło! 

A jutro wieczorem impreza. 

13 października 2017
Z rana miła mailowa niespodzianka. 
Wydałam straszną kasę w Rossmanie… Ale lista była bardzo długa. :/
Zaraz się zbieram na imprezę.  

14 października 2017
Impreza się wczoraj bardzo udała. 
Moje informacje zostały wykorzystane, to miłe.
Jakaś niedospana jestem. Chleb się upiecze i idę spać.

15 października 2017
Rajtki okazały się za małe. Może jutro uda mi się wymienić. Jak nie, to nie wiem. :/
Objadłam się dorszem…

16 października 2017
Ależ miałam dziś pracowity dzień! Zaraz normalnie padnę na twarz…

17 października 2017
Prawdopodobnie od listopada będę miała 12h nadliczbowych. Z jednej strony się cieszę, na coś kasa będzie, ale z drugiej – czy ja dam radę? Zaczynam odczuwać zmęczenie…

18 października 2017
Dziś znów zwróciłam uwagę na to, że słowa ranią. No musiałam. A teraz cisza do poniedziałku. Wtorku? I dobrze. Skoro tak – to tak.

19 października 2017
Ale mi się film trafił! „Linia życia”, choć tłumaczenie tytułu z angielskiego „Flatliners” całkiem nie oddaje sensu. Ale sam film – super. Taki horror w sam raz dla mnie, flaki nie spływały z ekranu, były siły nadprzyrodzone, akcja działa się w szpitalu i jeszcze Diego Luna grał.  

20 października 2017
Weekend… Jakie to piękne słowo. 
Zmieniłam sobie dziś ustawienie książek w jednym segmencie. Balkon posprzątałam. Zrobiłam trochę rzeczy na zapas z poniedziałku, co mogłam, bo poniedziałek zapowiada się w pracy ekstremalnie trudny. Dobrze, że chociaż propozycja R przeszła, to nie będziemy 12h pracować….
Ale na razie o tym nie myślę. Na razie – odpoczynek.  

21 października 2017
Dogłębnie zaskoczona dzisiejszą korespondencją.

22 października 2017
Spać mi się chce.
Trudny tydzień przede mną…

23 października 2017
Dziś przywaliłam dyrekcji, bo już filtr mózgowy mi nie zadziałał. Nie dość, że się nie pojawiła w kluczowym momencie, to miała pretensje, że ja źle zrozumiałam, a jak zwykle pół zdania miała w głowie. Nie wspominając o tym, że rzuciła mi tę niepełną informację w przelocie. I że to była zmiana na pół minuty przed początkiem imprezy. Wrrrr.
Nareszcie koniec tego dnia.

24 października 2017
Tak mi szybko dziś dzień w pracy przeleciał, że nawet nie wiem kiedy.
Zresztą w domu też.
Za tydzień trochę wolnego. Przyda się.  

25 października 2017
To nie był dobry dzień…

26 października 2017
Dziś zdecydowanie lepiej. 
Jak dobrze, jutro piątek.  

27 października 2017
No i w sumie wiedziałam, że tak będzie. Ale i tak mnie trochę ruszyło. Jednak wolę być żoną marynarza.
Ale nic to, jest weekend.

 28 października 2017
Nordik w deszczu. 
Zaczęłam kolejny tom Meekhanu. Bomba. 
I zasłuchuje się w Grecie Van Fleet. Też bomba.  

29 października 2017

Przydałyby mi się jeszcze ze trzy takie niedziele pod rząd…

30 października 2017
Płuca mnie bolą. ;p Czy płuca mogą boleć? ;p Mnie bolą. ;p
Mmmm, wolne jutro, jak fajnie…  


31 października 2017
Niech żyje błogie lenistwo. 

poniedziałek, 2 września 2019

Dotyk zabrany

18.07.2016


„Żywy człowiek to dotyk. List, a nawet głos przez telefon to abstrakcja. Przychodziły do mnie przez jakiś czas listy od człowieka, który już nie żył. Mam płyty z głosem kogoś, kto już nigdy nic do mnie nie powie. Wiele z człowieka można przekazać, można zachować. Tylko dotyk zostaje nam nieodwołalnie zabrany w chwili rozstania.”

Stefania Grodzieńska „Wspomnienia chałturzystki”

sobota, 31 sierpnia 2019

Ania Dąbrowska „Nieprawda”

02.07.2016


Och, ciągle jestem tylko Twym wspomnieniem
Och, wciąż nie umiem przestać Tobą żyć
A mogłeś zranić mnie trochę mocniej
Zabrać mi nadzieję, szansę na coś więcej.

Och, ciągle zbieram siebie z miejsc po Tobie
I znów na kawałki rozpadam się
Wiem, że wystarczą mi nawet kłamstwa
Dajesz je w nagrodę, gdy masz na to ochotę

Ostatni raz poddaję się
Nieprawda
Ostatni raz szukam cię
Nieprawda
Chcę mieć cię dość
Na zawsze dość
Nieprawda
Ostatni raz odchodzę stąd
Nieprawda

Och, jeszcze nigdy z tobą nie wygrałam
Och, i ze sobą przegrywam też
Dla kilku zdań rzuconych w moją stronę
Znowu ci wybaczam, choć twe słowa nic nie znaczą

Och, nie sumuję wszystkich za i przeciw
Nic nie przekona mnie, że to nie ty
Chcę od twoich oczu dostać jedno zostań
Daj mi je za karę, wiem przecież, że nie zostaniesz

Ostatni raz poddaje się
Nieprawda
Ostatni raz szukam cię
Nieprawda
Chcę mieć cię dość
Na zawsze dość
Nieprawda
Ostatni raz odchodzę stąd
Nieprawda

czwartek, 29 sierpnia 2019

Poza murem

04.04.2016


Całkiem sami, albo parami
Ci, którzy cię kochają
Chodzą w tę i z powrotem pod murem
Niektórzy trzymają się za ręce
Niektórzy zbijają się w grupy
Krwawiące serca i artyści
Budują bastion oporu
A kiedy już oddadzą ci wszystko
Niektórzy chwieją się i padają, w końcu nie jest to łatwe
Walić sercem w mur jakiegoś szalonego kretyna, który zbudował
Mur

Tytuł oryginału : „Outside the wall”
Autor : Pink Floyd


To już ostatni utwór z płyty „The Wall” z 30.11.1979 roku. Oprócz tu przetłumaczonych, na płycie jest jeden utwór instrumentalny: „Is there anybody out there?” („Jest tam ktoś na zewnątrz?”).