środa, 10 czerwca 2020

Dwie wersje



- Synu mój, nie drżysz przed różanopalcą jutrzenką?
- Słucham?
- Nie marznie ci dupa o piątej rano?

Eric Emmanuel Schmitt „Ulisses z Bagdadu”

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Padając do twych stóp



Każdy żeton z każdego pucharu
każda porzucona obietnica
każda przyczyna która nie jest wystarczająca
pada, pada do Twoich stóp

każdy limit elastycznej gumki
każdy wyścig kiedy nic z niego nie ma
każdy zwycięzca który zgubił kupon
pada, pada do Twoich stóp
przyszedłem czołgając się, padając do Twoich stóp

każdy kto potrzebuje przyjaciela
każde życie które nie ma końca
każde kolano które nie jest gotowe się zgiąć
pada, pada do Twoich stóp
przyszedłem czołgając się, teraz padam do Twoich stóp

Wszystko upada (wszystkie te maniakalnie oszołomione miny, które stroisz)
wszystko upada (wszystkie sytuacje które nie są pod Twoją kontrolą)
wszystko upada (grafitti staczające się z Twojego języka)
wszystko upada (i kompromis, na który się zgadzasz dla niektórych)

każdy nastolatek z trądzikiem
każda twarz zepsuta pięknem
każdy dorosły ujarzmiony obowiązkami
padają Ci do stóp

każda stopa w każdej twarzy
każdy zatrzymany policjant który znalazł łaskę
każdy więzień w labiryncie
każda dłoń która potrzebuje asa
padają, padają do Twoich stóp
przyszedłem czołgając się do Twoich stóp

wszystko upada (wszystkie książki, których nigdy nie przeczytałeś)
wszystko upada (dopiero zaczęte)
wszystko upada (wszystkie posiłki jedzone w pośpiechu)
wszystko upada (nigdy nie posmakowane)

każde oko zamknięte siniakiem
każdy gracz który po prostu nie potrafi przegrywać
każda gwiazdka pop wyjąca o nadużyciach
każdy pijany z powrotem w ciągu
wszyscy padają ci do stóp
padam Ci do stóp

wszystko upada (wszystkie informacje)
wszystko upada (wszystkie wielkie idee)
wszystko upada (wszystkie fale radiowe)
wszystko upada (elektroniczne morza)
wszystko upada (sposoby nawigacji)
wszystko upada (jak po prostu być)
wszystko upada (wiedzieć kiedy czekać)
wszystko upada (ta zwykła prostota)
wszystko upada (komu powinienem ufać)
wszystko upada (jak mogę być spokojny)
wszystko upada (naucz mnie poddawać się)
wszystko upada (nie moja wola, Twoja wola)


Tytuł oryginału : „Falling at your feet”
Autor : U2

sobota, 6 czerwca 2020

Wielki spektakl nie tylko na niebie



19 kwietnia 2011

20.15. nareszcie pojawia się ON, niecierpliwie oczekiwany, odliczanie nareszcie zakończone. Choć w zasadzie jeszcze się nie pojawia, najpierw poznajemy bohatera, o którym cała ta opowieść jest.  Kukła bez twarzy, w której każdy z nas może zobaczyć siebie…
 Przecież znam „In the flesh”, przecież wiem, że jak to sama ujęłam „jak zacznie, to nam łby pourywa”, ale nie spodziewałam się tego. Każde uderzenie rytmu podkreślone wybuchem białych petard, lecących w różnych kierunkach, dźwięk powala, już koniec , już nie można oderwać oczu od sceny, już nie można pomyśleć o niczym innym. Roger śpiewa… głos ten sam, co na płytach, ten sam, co podczas poprzedniego koncertu. „A więc, pomyślałaś sobie, że może by tak pójść na koncert […] czyż to nie jest to czego oczekiwałaś?” Niekoniecznie, Roger, ale w tym dobrym znaczeniu… A na zakończenie nad głowami publiczności przelatuje samolot, uderza w kawałek już postawionego muru, burzy górną część i wybucha żywym ogniem poza nim. I wszyscy wiemy co to znaczy.
Chyba przez cały pierwszy utwór nie oddychałam… Łapię powietrze, ale już słychać płacz dziecka, a na okrągłym ekranie pojawia się zdjęcie ojca Rogera i informacje o nim, łącznie z datą śmierci w czasie Drugiej Wojny Światowej. „The thin ice”, w całości ilustrowany zdjęciami ludzkich tragedii, pojawiają się na ekranie i na kolejnych cegłach w ścianie, jedna cegła – jedna ludzka tragedia. Potem cała lista nazwisk, powoli przechodząca w falujące morze krwi przy wprawiających w drganie całe wnętrze dźwiękach gitar  do „Another brick in the wall part 1”. Na ekranie kolejne zdjęcia, podczas gdy na kawałkach ściany  nadal drobne fale marszczą powierzchnię krwistego morza. To pierwszy moment kiedy zaczynam płakać. Od zawsze uwielbiam „Cienki lód” i te gitary, a ta zalana czerwienia scena dopełniła całości…
Za długo płakać się nie da, trzeba się kryć, bo oto słychać nadlatujący helikopter, wynurza się powoli, świeci „szperaczem” po publiczności, a Roger krzyczy „YOU!!! YES, YOU!!!” i pokazuje palcem. Wszyscy krzyczą, a tu na prawo pojawia się znana wszystkim postać Nauczyciela. Jest gigantyczny, ma świecące oczy i rózgę w ręce. Porusza się powoli przy „The happiert days of our lives”.
Zostaje oczywiście na scenie, bo przecież teraz „Another brick in the wall part 2”. Ale nie jest on jedynym bohaterem tej części, choć wciąż przyciąga spojrzenia. Na scenie pojawia się teraz jeszcze tłumek dzieci w podkoszulkach z napisem „Fear builds walls” czyli „Strach buduje ściany”. Tańczą, śpiewają, a także razem z Rogerem wskazują na Nauczyciela krzycząc do niego, żeby zostawił dzieciaki w spokoju. Potem podbiegają do niego i spędzają go ze sceny, przy akompaniamencie wspaniałych solówek gitarowych odgrywanych po mistrzowsku miedzy innymi przez Snowy White’a. Piosenka płynie dalej, słychać już nawoływanie „Time to go”, przez scenę przejeżdżają dwa pociągi, jeden zatrzymuje się na „stacji” jaką jest scena. Wszystko to powoduje, że tak naprawdę nie widzimy, że mur się powiększył o kolejne cegły…
Teraz Roger ma czas na przywitanie się z publicznością. Bardzo ładnie mówi po polsku „dobry wieczór”, a potem zaczyna wyjaśniać, na co mamy zwrócić uwagę w następnym utworze, jakim jest „Mother”. Otóż po pierwsze będzie grał obie partie gitary, a po drugie będzie śpiewało dwu Rogerów: jeden na żywo, a drugi z filmu pokazywanego na ekranie, z hali Earl’s Court w Londynie z 1980 roku, kiedy grali „Ścianę” jako Pink Floyd. Wygląda to pięknie i publiczność wciąż bije brawo. Ale to nie koniec atrakcji, tylko o pozostałych Roger nie wspomniał. Oto na ścianie po lewo pojawia się napis w języku polskim, oprócz wersji angielskiej po prawo. Napis jest odpowiedzią na pytanie „Mother , should I trust the government?” i w wersji angielskiej brzmi „No fucking way”. Polskie tłumaczenie jest równie dobre jak sama odpowiedź. Kolejny świetny napis to „Big Brother is watching you”, z „B” odręcznie skreślonym i przeprawionym na „M”. Publika szaleje, a tymczasem zza prawej ściany, która nagle okazuje się być dużo wyższa i większa niż przed chwilą, ukazuje się wielka Matka.
Gdzieś w górze śpiewają ptaki. „Look mommy, there is no plane up in the sky”. Ale kiedy właśnie już jest. „Goodbye blue sky” jest piosenką przejmującą, przynajmniej według mnie, ale animacje wyświetlane teraz powodują, że znów nie oddycham. Oczywiście lecą bombowce nad miastami, otwierają luki, aby wyrzucić bomby, ma się wrażenie, że zrzucają je na nas. Ale zamiast bomb sypią się… krzyże, gwiazdy Dawida, sierp i młot, znaczek Mercedesa, symbol dolara, półksiężyce …. Nie ma niewinnych! Padają coraz gęściej i gęściej, aż wszystko znów zalewa krew. To już wstęp do „Empty spaces” , ilustrowanego animacją znaną wszystkim z filmu „The Wall”. Zmiana dotyczy tego, że po obu stronach sceny, po wybudowanych już kawałkach ściany wiją się korzenie dwu roślinek. Kiedy Roger zaczyna śpiewać, oświetlony pojedynczym punktowcem i pojawiają się obrazy pędzącego muru zdaję sobie sprawę z tego, że kiedy zahipnotyzowana wpatrywałam się w animacje, ściana właściwie została doprowadzona prawie do końca. Roger i ekipa są już tylko widoczni przez niedużą wyrwę, cała reszta sceny to jednolita, wysoka do sufitu ściana…
Ale oto po lewo na ścianie pojawia się obraz kobiety, a charakterystyczny riff zwiastuje „Young lust”. Ha! Tym razem Ci się nie udało, Roger! Zapewne wszyscy panowie nie odrywają wzroku od coraz bardziej rozebranej dziewczyny , ale ja teraz widzę jak powstaje kolejny kawał ściany. To już nie jest wyrwa, to są już tylko dziury, przez które wygląda cała ekipa. W środkowej części nie jest jeszcze tak wysoki jak po bokach, ale coraz mniej kontaktu jest między publicznością a zespołem. Kontaktu wzrokowego mam na myśli, bo czują wszyscy to samo.
W źrenicach drga szybko pozioma kreska oznaczająca dźwięk. Ale jakoś nikt nie odpowiada na to co słychać w słuchawce. Zmiana – po prawo fanka właśnie weszła do apartamentu muzyka. „Wow, what a fabulous room”. Ale muzyk jest w swoim świecie i „nic już nie jest zabawne”.
Wdech, wydech, wdech wydech. „Don’t leave me now”, … „kiedy wiesz jak cię potrzebuję… żeby stłuc cię na kwaśne jabłko w sobotnia noc… więc jak możesz mnie tak traktować?… uciekać?…” Płacze po raz drugi, razem z kobietą na ekranie. Łzy płyną wkrótce po całej ścianie, od góry do dołu, kolorowymi strugami, na całej szerokości. A po lewo – „ukochana”, świeci neonowymi ustami. Na ekranie telewizora, który mamy teraz pokazany już na całej ścianie, ktoś gada po francusku. Niedługo. Uderzenie w ekran, szyba pęka. Drugi raz. I znów. Przecież wiedziałam, ze tak będzie, ale i tak podskoczyłam ze strachu…
W ścianie już tylko trzy małe dziury, plus występ na górze.. Ale cóż więcej potrzeba jeśli Roger właśnie śpiewa, że właściwie to niczego nie potrzebuje, czyli „Another brick in the wall part 3”. Z chaosu linii na ścianie wyłaniają się obrazy wojny i innych klęsk, które ludzie sami na siebie ściągnęli, w połączeniu ze słowami i symbolami. Następna trzyminutowa wstawka instrumentalna to popis działania obrazem. Każda cegła w ścianie zamienia się w twarz, a jednocześnie widzimy, że ściana się rozsypuje, że te cegły powoli lecą gdzieś do tyłu. Czyżby było możliwe wyzwolenie się z tego otaczającego kręgu? Muzyka składa się z motywów wszystkich piosenek, które do tej pory usłyszeliśmy, więc może jednak? Nie. Nie da rady. Oto iluzja znika i widzimy, że ściana jest nadal na swoim miejscu, i to w jeszcze lepszym stanie, została w niej tylko jedna mała dziura, z której pada snop jasnego światła. W niej ukazuje się Roger i śpiewa „Goodbye, cruel world”.
Przerwa. Ale nie da się zająć niczym innym, spektakl w zasadzie trwa nadal. Na ścianie zdjęcia ludzi, którzy zginęli. Przewija się ich cała masa, z krótkimi opisami. Roger poprosił o nie fanów i ci przysyłali mu je do wykorzystania. Jest też nasz Krzysztof Kamil Baczyński. Dzięki, Roger… Do tego delikatna, poważna muzyka. Rozpoznałam fragment „Misji” , albo przynajmniej tak mi się wydawało.
Przerwa nie była długa i oto zza ściany słyszymy „Hey, you”. Ja oczywiście znów łzy, to ten utwór… Tak, tak, „ściana była za wysoka, jak widzicie, nieważne jak się starał, nie dał rady się wyrwać”. Krótka iluzja, że ściana jednak pęka i się otwiera, ale zaraz potem człowiek biegnie i wpada na nią całym pędem. Wtedy widzimy, że ściana nadal tam jest, całkiem nienaruszona. Zza niej widać tylko światła, wiem, gdzie jest Roger prowadzony punktowcem, ale nie widzę nic.
Nawet nie zdążyłam przestać płakać, kiedy zaczęłam od nowa. „Is there anybody out there?” Punktowce poszukują kogoś poza murem, a dwaj gitarzyści w dziurze w murze grają ten piękny fragment. Jak tylko kończą – dziura znika. Można wyjrzeć zza muru, nie można nic więcej.
Po ścianie przelatują teraz obrazy samolotów. Ale oto już po lewej stronie zapala się światło w „pokoju Rogera” – w murze. Siedzi sobie na fotelu, ma światło, ma 13 kanałów gówna w telewizji do wyboru, ma swoja małą czarna książkę ze swoimi wierszami, ma nawet niesamowitą siłę obserwacji i fortepian, nie wspominając o potrzebie latania. Ale nie ma dokąd polecieć, a poza tym – kiedy zadzwoni – i tak nikogo nie ma w domu…
Roger wychodzi, kiedy obraz pokazuje wybuchającą bombę, a my, przy czarno białych migawkach na ścianie słuchamy „Vera”, a potem przychodzi czas na „Bring the boys back home”. Geniusz Roger śpiewa znane wszystkim słowa, ale na ekranie pojawiają się jak karaoke zupełnie inne słowa: „Every gun that is made, every warship launched, every rocket fired, signifies, in the final sense, a theft from those hungry and not fed, those who are cold and are not clothed” – Dwight Eisenhower. Jakie obrazy są w tle – chyba nie musze opisywać.
Roger pyta po raz kolejny „Is there anybody out there?” i staje samotny pod ścianą. Oczywiście „Comfortably numb” i kolejne moje łzy. Właściwie dobrze, że nie ma teraz wielkich animacji. Roger na dole, Kipp Lennon śpiewający partię Gilmoura, na górze, na górze też Dave Kilminster grający partię gitarową. Teraz dopiero widać jaka ta ściana jest ogromna… jaka mocna… jaka trwała… chyba dobrze w takim razie być odrętwiałym…  Najpiękniejsza solówka gitarowa świata sprawia, że przechodzą mnie dreszcze. W jej połowie Roger uderza pięściami w ścianę, która „rozpada się” na milion kawałków na tle zachodzącego słońca. Ale spadające fragmenty budują ją na nowo, tak samo wysoką i potężną, jest gotowa kiedy kończy się partia gitarowa, nawet zachód słońca już za nią zniknął…
Przed ściana pojawia się chór, czas na „The show must go on”. Chór ubrany na czarno z opaskami na ramieniu zapowiadającymi już następny utwór. Na ścianie zawisły pasy z wiadomym znakiem, ten sam znak na ekranie u góry, na opaskach na ramionach zespołu, który jakoś nagle znalazł się przed ścianą. Roger w skórzanym czarnym płaszczu i ciemnych okularach, z opaska na ramieniu, wita się z zespołem. Zamierzony efekt osiągnięty, boję się go, kiedy wskazuje palcem „a ten mi się nie podoba, dawać go tu pod ścianę! Jakby to ode mnie zależało – wszystkich bym was powystrzelał”. Hej, Roger, ktoś wam kiedyś powiedział, że jak na zespół zastępczy dla Pinka całkiem nieźle gracie? Publiczność wyciąga w górę skrzyżowane w przedramionach ręce z zaciśniętymi pięściami. Nad nami unosi się wielka dmuchana świnia pomalowana w symbole, które przedtem wypadały z samolotu jako bomby podczas „Good bye blue sky”, plus skrzyżowane młotki i napis „Trust us”. Mam na sobie właśnie taką podkoszulkę, kupioną tuż przed koncertem.  U góry powiewają sztandary, a Roger na koniec wyciąga karabin maszynowy i zaczyna strzelać!
Następną piosenkę Roger dedykuje publiczności łódzkiej. Ładnie wychodzi mu : „Łódź”. Każe nam się dobrze bawić. Szalejemy przy „Run like hell”, o tak, ten utwór się do tego nadaje! Na ścianie napisy : zysk, władza, uwierz, ucz się, płać i oczywiście – „lepiej uciekaj.” Znów skrzyżowane ręce, a obrazy pokazują miasto i słowa rozmowy żołnierzy, którzy mówią, że oto widzą kogoś z bronią, a dowódca daje im pozwolenie na strzelanie.
Następne jest „Waiting for the warms”, robaki przeplatają swe czarne ciała między kolumnami ściany, a Roger wrzeszczy przez megafon. Są też oczywiście słynne maszerujące młotki. Jest to w ogóle fragment mocno „filmowy”, bo zaraz po króciutkim „Stop” jest „The trial”, w którym przewija się znana z filmy galeria postaci: sędzia, nauczyciel, matka, żona i postać za murem. Wszyscy śpiewamy z Rogerem „Crazy, toys in the attic – I am crazy”. Na mnie ogromne wrażenie robi „obracająca się” ściana pokazująca co jest „po drugiej stronie”. A na koniec wszyscy krzyczymy „Tear down the wall!” działa! Ściana wali się z hukiem.
Cały zespół wychodzi przed ruiny ściany i gra akustycznie „Outside the wall” , a Roger produkuje się na trąbce!!! I bardzo dobrze mu to wychodzi. Z nieba sypią się na nas drobne czerwone płatki, które po złapaniu okazują się być krzyżami, gwiazdami Dawida, symbolami Mercedesa … mi się trafił Shell. Roger dziękuje publiczności a potem przedstawia zespół. Wychodzą potem jeszcze raz się ukłonić, ale o bisach nie może być mowy – wiadomo. Niestety. Ja mogłabym zacząć to oglądać od nowa.
Fantastyczne. Nigdy nie myślałam, ze cos przebije koncert Rogera Watersa z trasy „In the flesh”. Przebiło U2 z koncertem z trasy 360°Tour. Myślałam, że tego nic nie przebije. Roger wrócił na prowadzenie. „The Wall live 2011” – the best show I have ever seen, great gig not only In the sky…  Stałam w trzecim „rzędzie” ludzi na płycie, przede mną już tylko Golden Circle, ale uważam, że  dla dobrego odbioru animacji, świateł itd. było to idealne miejsce, a Rogera i spółkę z tej odległości też  świetnie widziałam. Niestety, Roger twierdzi, ze być może to jego ostatnia trasa… oby zmienił zdanie…

Gdyby ktoś chciał sobie zajrzeć (chociaż to nie to samo co być na koncercie), polecam ten link:
http://www.youtube.com/watch?v=Bo8k3jntQl0&feature;=related

To z Chicago, nie z Polski, ale – w kawałkach – jest to cały koncert, który jakaś dobra dusza tu wrzuciła i tylko prosi na koniec, żeby nie używać go w celach handlowych, tylko dzielić się z darmo. Mam nadzieje, że jakieś inne dobre dusze wrzucą też własne filmiki z Polski wkrótce. A jak wyjdzie DVD – kupuję natychmiast.
Życzę miłego odbioru. Ja idę usiąść w fotelu i słuchać tego ponadczasowego arcydzieła, wsłuchiwać się w brzmienie, znajdować siebie w tych słowach, wspominać koncert. Roger, jesteś wielki…

czwartek, 4 czerwca 2020

Listopad 2019


01.11.2019
Odwiedziłam wszystkie groby. Bardzo spokojnie i sensownie było. Spotkałam tylko kilka osób i tylko z jedną musiałam zamienić dwa zdania.
Potem odpoczywałam, ale również zrobiłam trochę pracy i wyprasowałam stertę ciuchów.
Zjem kolację i będzie Muzyka Ciszy. Mam nadzieję, że piękna. J

02.11.2019
Jasna cholera mnie wczoraj trafiła.
Ale to jednak prawda, że najbardziej u innych przeszkadzają nam nasze własne wady. Cóż, na bazie wczorajszych wydarzeń podjęłam pewne decyzje, które mam nadzieję pozytywnie wpłyna na mój charakter. Ze wszystkiego powinna wypływac jakaś nauka.
Dziś w większości odpoczynek, choć trochę pracy i trochę działania w domu też się znalazło.
Powoli zaczyna mi się chyba lenistwa odechciewać i kto wie, czy jutro nie rusze ostrzej. A od poniedziałku na pewno.

03.11.2019
Nadal lenistwo, ale zrobiłam też trochę pożytecznych rzeczy. I popracowałam. ;)
Dostałam od I olbrzymią chałkę. :D
Jutro pobudka 5.45. i do boju o zdrowie. :D

04.11.2019
Start 8.08, finisz 12.38. I to bez kąpieli wirowej. Normalnie jak do pracy. ;)
Fajnie jest. Ta kobita na górze jest dziwna, to się potwierdza nadal. ;p Na szczęście większość czasu spędzam na dole.
Potem krótki spacerek, obiad, kąpiel, przyjemności. Takie trochę SPA. I spróbuję iśc w miarę wcześnie spać. Jak tylko chleb do formy przełożę.

05.11.2019
Wyrabiam się. Ale luzów nie ma. ;) Ciągle jestem czyms zajęta, i na rehabilitacji i w domu. Ale nie latam z wywieszonym językiem.
Kochana zestresowana pani doktor rehabilitant wystawiła dziś mi zwolnienie po awarii systemu. Na koniec stwierdziła, że jej ulżyło. No mi też. ;)
Bardzo miłe panie i panowie sa ze mną na rehabie. A dziś nie było starszej asystentki czy jakos tak, od razu atmosfera była lepsza. Dziwna jest ta kobieta. ;p

06.11.2019
Pracowite te dni mam. Zaczynam o 8, kończe rehab po 12. Po południu zazwyczaj sporo rzeczy w domu. Jakbym normalnie do pracy chodziła. ;)
DZISIAJ MUSZE IŚĆ WCZEŚNIEJ SPAĆ! ;p

07.11.2019
Dziś musiałam zrobić sobie popołudnie wolne. Męcząca ta rehabilitacja. ;)
Ale miałam dziś sen… Że przez biuro matrymonialne spotkałam się z kimś, kto wcześniej mnie odrzucił. Skąd mi się to wzięło?...

08.11.2019
Dziś na górze nie było żadnych zabiegów. Mam nadzieję, że jak od przyszłego tygodnia zacznie ta nowa kobieta pracować, to się już takie przestana zdarzać. A wirówka była super. Zwłaszcza jak usiadłam tyłem do przodu. ;)
Zaczęłam kupować prezenty świąteczne. J

09.11.2019
Dziś lenistwo totalne. J

10.11.2019
A dziś nawet miałam sporo energii i zrobiłam wszystko, co zamierzałam.
Mama strasznie się nakręca sąsiadem i opowiada coraz bardziej niewyobrażalne rzeczy. Nie wiem co robic. :/

11.11.2019
Miła wiadomośc z rana. J
Od jutra powrót na rehab.
Jakoś tak oklapłam trochę.

12.11.2019
Wizyta u lekarza i wszystkie zabiegi. Skończyłam 12.50. Ale jeszcze się przeszłam nawet trochę. Potem w domu wszystko co zaplanowałam to zrobiłam, łącznie z wyprasowaniem góry ciuchów. Teraz podłubię w internecie, a do tego mam naleśniki. :D

13.11.2019
Rehab bardzo fajnie. Już mnie wszystko nie boli. ;)
Zrobiłam sporo rzeczy w domu.
Przyszła pierwsza paczka z prezentami gwiazdkowymi. J

14.11.2019
W zasadzie mogę powiedzieć, że wszystkie prezenty kupione. Teraz będę czekac aż wszystkie przyjdą do domu. Kupię papier i można wysyłać. J
Jutro jestem na przepustce z rehabu – wizyta u kardiologa.
Ale przedtem się wyśpię.
Dziś mi się głupoty i problemy z pracy śniły. A potem o 4.13 kwiatek zaczął sikac na panele. Łup! Buch! Bam! Bęc! Lepiej niż tupot białych mew. ;p

15.11.2019
Kardiolog zaliczony. Pani doktor skwitowała machnięciem ręki moje obawy, że mogę nie dostać urlopu. Czyli cos jak mój hematolog. Oby mieli rację. J
Weekend. J
Zakup wszystkich prezentów w jeden dzień ma swoje wady. Co pół godziny dostaję kolejnego maila, że któraś przesyłka gotowa, przygotowana, wysłana, przekazana, spakowana i bógwiecojeszcze. ;p

17.11.2019
Wczoraj słaby dzień. Nie miałam siły na nic. Na szczęście nie musiałam, więc całe popołudnie czytałam.
Dziś lepiej, zrobiłam sporo rzeczy.
Jutro powrót na rehab. J

18.11.2019
Rehab. Apteka. Poczta. Trochę ogarnęłam w domu i przyszła M. Normalnie chwili czasu nie ma. ;p
Jakiegoś dziwnego maila dostałam, że jutro zamierzają przyjechać po zwrot paczki. Próbowałam się tam dodzwonić, ale gdzie tam. No to niech przyjeżdżają, powodzenia. ;p

19.11.2019
No i niepotrzebnie się wczoraj denerwowałam, bo w ogóle ani nie przyjechali, ani żadnego odzewu.
Ale mi dziś szybko czas płynął na rehabie.
Przeszło mi dofinansowanie koło nosa. Znaczy jeszcze mogłabym kombinować, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują mi, że mam odpuścić. Łącznie z tym, że nie mam papieru do wydrukowania wniosku. ;p
Odebrałam kolejne paczki świątecznych prezentów.
Podoba mi się ten sklep, w którym ostatnio robię zakupy z okazji rehabilitacji. Tylko cholera trochę daleko jest. Ale może by raz w tygodniu do niego zaglądać nawet jak wrócę do pracy?

20.11.2019
Rehab ok. Potem poczta i zakupy.
Troche sprzątania. Plan odnowienia salonu.
Zmęczona jestem. Może jutro zrobie dzień wolny sobie. Ale powinnam iść się zapisac do okulisty i skserować rachunki z apteki. Zobaczę.
Pyszny bigosik mi wyszedł. J

22.11.2019
Wczoraj postanowiłam zrobić sobie wolne popołudnie, bo:
a      Późno wyszłam z rehabu, bo miałam jeszcze wizytę u lekarki
b      Musiałam jeszcze iść zapisac się do okulisty i odebrać paczkę
)       Spotkałam M i musiałyśmy pogadać
d      Przyszła na chwilę K
A więc sobie skończyłam książkę. J
Dziś wyszłam wcześnie, zrobiłam zakupy, posprzątałam balkon. Zaraz przyjdzie ktoś odpisac wodę. Ciekawe czy będzie niedopłata, czy nadpłata.
A ja sobie dłubie w necie. Zagłosowałam na Top. ;)

23.11.2019
Miła sobota. Bylam trochę na Nordiku mimo lekkiego mrozu. SPA zrobiłam. Poczytałam itp. Zamierzam iść wcześnie spać. Zupełnie by mi nie przeszkadzało, gdyby tak wyglądał każdy mój dzień. ;) No może jeszcze chciałabym mieć za oknem Śnieżne Kotły. ;)

24.11.2019
Za miesiąc święta! J
Ale wolne mam wcześniej. J
Dzis zaczęłam oglądac swiąteczne odcinki seriali. Na pierwszy ogień poszło „Saving Santa” z Ally McBeal. J

25.11.2019
Dziś miałam ostatnią wirówkę. Ale szkoda, że się kończy już ta rehabilitacja….
Dzięn pracowicie spędzony. I wszystko co trzeba zrobione. J
Mam bardzo bogate plany na środę. ;p 15 punktów. ;p
Dziś obejrzałam z Ally „Blue Christmas”. I zaczęłam czytać świąteczny zestaw książek. J

26.11.2019
No i skończyłam rehabilitację! Szkoda. Fajnie było.
Na koniec musiałam się wrócic spod drzwi prawie bo zostawiłam u nich klucze. ;p
Potem odpoczywałam, czytałam maseczki oczyszczające na twarz robiłam.
Jutro mam dzień dla siebie. I bardzo bogate, osiemnastopunktowe plany. ;)
Od czwartku wracam do roboty…

28.11.2019
Ale wczoraj miałam dzień! Do 15 latałam po mieście i załatwiałam różne sprawy i zakupy. Jak wróciłam to jeszcze skończyałam sprzątać mieszkanie. A potem padłam. ;p
Dziś pierwszy dzień w pracy. Dałam radę!
A potem pracowite popołudnie, ale tak fajnie, wszystkiego po troszku.
Zaczełam świąteczne sprzątanie i dekorowanie. J
Radiomuzykant prezentuje kolejne świąteczne piosenki. J
Przyszedł ostatni prezent, a wczoraj kupiłam papier do pakowania. J
Zrobiłam kalendarz adwentowy, w sobote powieszę. J

29.11.2019
Te piątki to zdaje się mnie zabiją. Normalnie jak wróciłam do domu to masakra. :/
Potem troszkę doszłam do siebie, na tyle, że posprzątałam jeden kawałek mieszkania i zawiesiłam drugą dekorację.
Pierwsza licytacja w Trójce bardzo udana. Oczywiście znów wysłałam więcej smsów niż planowałam. ;p

30.11.2019
Ale fajna sobota. Rano tai chi, potem poszłam na nordik. Zimno ale super. Wieczorem też poćwiczyłam. Poza tym puzzle, zdrapki, czytanie. Kawałek sprzątania i nastepna dekoracja. Dwa świąteczne odcinki Ally.
Tylko trochę mi brakuje kontaktu z ludźmi… Oprócz D to w zasadzie nikt do mnie nie pisze…


wtorek, 2 czerwca 2020

Nadzieja i gwiazdy



„Ale czyż po to są ideały, by je osiągać i urzeczywistniać? Żadną miarą! Nie pożąda się gwiazd, ale nadzieja… o, nadzieja, nie spełnienie, jest najcenniejsza w życiu.”

La Rochefoucauld