sobota, 17 lutego 2018

Sierpień 2012


1 sierpnia 2012
Ale wczoraj był fajny wieczór. Nawet sie nie podziewałam. Uchachałm sie po pachy. Było szęśc osób, potem siedem, naprawdę było fantastycznie. I na zakupach też, więc popołudnie również zaliczam do udanych. :)))
Dziś od rana poćwiczyłam, wykapałam sie w tej lodowatej wodzie (nawet było fajnie ;p) i poszłam z mamą kupować gacie. sześć sztuk ;p;p;p plus bluzeczki, pięć. ;p;p;p hurtownia normalnie. ;p;p;p zapłaciłam 270zł, to mi jeszcze w prezencie dorzucili wielka butlę jakieś wody toaletowej. :))
Zrobiłam kompot jabłkowy, nastawiłam kolejną porcje pomidorków do szuszenia. Teraz jeszcze zajrzę, czy ten czosnek jestem w stanie zrobić.
Potem przychodzi K, idziemy na lody, spacer i mamy gotowac coś z tych dwu dorodnych bakłażanów, które mam w lodówce. 
A pisze. Dobrze. 


2 sierpnia 2012
Wczoraj poszłyśmy z K na loda i na spacer po lesie, wróciłysmy i zrobiłysmy laanie  bakłażanem. Genialna wyszła, ledwo dotrwałyśmy, żeby sie dopiekła, tak nam sie juz jeść chciało i tak pieknie pachnialo.  potem posiedziałyśmy jeszcze gadając i pojadając arbuza.
A pisał.  Dobrze. 
Dzis poszłam do I. Ale ma kawał ziemi! Sad, ogród, szklarnia, full wypas. Zostalam obdarowana papierówkami, cukinią, fasolą, sliwkami, bobem, objadłam sie agrestu, porzeczek, poziomek, nawet jeżynę zjadłam. Podzieliłam się tym wszytkim z mamą i jeszcze planuję miskę jabłek sąsiadom zanieść, ale na razie ich nie ma w domu.
A pisał z rana.  Dobrze.   
Teraz Tonacja.
Remanent i nowości :))))))))

Zjadłam zielony chłodnik, a teraz gotuję fasolkę i mam ochotę na taka z bułką tartą. 

 3 sierpnia 2012
Wczoraj po południu wzielo mnie na gotowanie i całe popołudnie przesiedziałam w kuchni. 
Facet od mebli wziął zaliczkę.
Wieczorem obejrzałam Star Wars kolejny.
Dzis jak sie obudziłam, to podjęłam ostateczne decyzje planowe co do wrzesnia. Najpierw nocleg, potem zgoda, potem potwierdzenie. jesli cos nie wypali – zmiana rezerwacji lub (w najgorszym razie, którego staram sie nie dopuszczac do mysli) sprzedaż biletu, rezygnacja i odwołanie rezerwacji.
Zaczęłam suszyc jabłka i sliwki. Ale zapach w całym domu. 

 3 sierpnia 2012
Ale narozrabiałam na swoim koncie…. Ale już wszystko naprawione.
Dostałam maila od M. :))))))))))))))))))))
Zabieg był cudowny…. Kąpiel perełkowa z moską kostką, peeling z piaskiem i solą, masaż olejami i gorącymi stemplami i kremik satynowy z drobinkami złota… Cudo… Że też mi się kasa skończyła ;P We have to accept it – there is no other way – we have to become hookers. ;P
Przez ten bank to prawie nic nie zrobiłam dziś. Trudno, w końcu mam urlop.
Zaraz Lista, mam nadzieję,z e będzie fajnie.
Jem rózne pyszności  

4 sierpnia 2012
Dziś rano panowie od ocieplania piali jak koguty….
Zrobiłam sobie maseczkę, zjadłam trzy jajka na miękko na sniadanie, bo tak strasznie sie za jajami stęskniłam 
Teraz trochę coś działam, trochę ogarniam neta, a głównie słucham Markomanii wydłuzonej. Na razie jest super. 

Cała noc mi się M snił.  

4 sierpnia 2012
Ogarnęłam się i nawet dokonczyłam wreszcie tekst na RM.
Teraz posprzątam, ale metodą szybką, bo przecież za chwilę remont zaczynam.

Słucham Stinga.  

5 sierpnia 2012
Zdjęłam wczoraj dywan z przedpokoju. ale syf… musiałam przykryć jakimiś niepotrzebnymi obrusami, bo nie dałabym rady funkcjonowac tak do wtorku…
byłam na slubie. oboje wygladali cudnie, ale oczywiście I lepiej.  księzniczka po prostu. 
R był, kiwnał i głowa i poszedł.
wróciłam pieszo, zabłądziłam nieco podrodze, bo mi sie skrótu zachciało.  jak wylądowałam w lesie słysząc pociąg w pobliżu, to miałam naprawdę stracha.
K dzwoniła. jakies ma problemy ze sobą.
A pisał.
dzis się lenię. miałam się opalac, ale za gorąco, a teraz już słońce zaszło, więc wybieram sie na balkon poczytac zaraz.

zjadłam sniadanie i spróbuje juz nic więcej.  

5 sierpnia 2012
Bardzo miły dzień, czytanie, smsy, troche jakis drobnych domowych zajęc. teraz jeszcze zajrze na parę blogów i Star Wars.

Na razie udało mi sie nic nie jeść.  

6 sierpnia 2012
Niestety zjadłam w końcu wczoraj kolację, ale waga dzis rano była dość zadowalająca, więc nie jest źle.
Zjadłam juz śniadanko, planuję jeszcze drugie śniadanie i jak sie uda to juz nic więcej.
Bardzo jestem dzis pracowita, już zrobiłam sporo rzeczy, w tym nawet cos do pracy, całkiem duży dokumencik ;p
Teraz przejrzę blogi, słucham tez Do południa – genialnie na razie. 

Znów mi migocze na preryferiach wizjii. Tym razem z prawej strony. Cholernie wkurzające. I niepokojące też. :/ przejdzie za godzinę, dwie, ale przeszkadza jak cholera….

6 sierpnia 2012
Mail :)))))))
Poryczałam się. :)))))
Chyba naprawdę jeszcze nie jestem na to gotowa :)))))

6 sierpnia 2012
Oh, gods, what’s is missa saying.

He is ready.
I am ready to face the trials.

I am ready, Ben, tell him I am ready.


6 sierpnia 2012
Gorzej by było jakby „from” :)))))))


7 sierpnia 2012
Całą noc w zasadzie nie spoałam, mozna powiedziec, ze troche podrzemałam. mam serdecznie dość tego upału…
Remont uznaję oficjalnie za rozpoczęty. Pan już oberwał tapetę i teraz cos odskrobuje w pocie czoła.
Aj też pracowicie. rankiem nagrzałam sobie kręgosłup, obrobiłam kolejna porcyjkę rzeczy z pracy, teraz sie zajmę blogownią, a potem ogarnę jeszcze jakis dokumencik robotny. 
I & A już w drodze. 

A wrócił wczoraj wieczorem.

 7 sierpnia 2012
Dobrze idzie.  Już ściany obrównane, podłoga skuta i obrównana, rozebrany dzwonek, pościągane wszystkie zbędne rzeczy, wykute na prąd i pan unigruntem leci. kurz jak cholera, dobrze, że przykryłam co nieco. niby nie widać, zle jak sie pomaca, to jest.
Praca moje też sie nieźle posuwa do przodu. 

 
7 sierpnia 2012
Ufff, narobiłam się.
Prezent w dużej części przygotowany. 

Trzeba wreszcie odpocząć.

 8 sierpnia 2012
Trochę dzis lepiej spałam, co minie cieszy, ale nadal na kanapie. 
Obrbiłam kolejna rzecz do pracy, pora na mała przerwę.
Remont idzie genialnie. Prąd juz mam. Ale nie mam domofonu. ;p Dziury w scianie też juz mam załatane. 

 8 sierpnia 2012
Pierwsza partia gipsu połozona. 
Zjadłam zupę z cukini na obiad.
Kupiłam sobie dwa białe staniki i dwie pary majtek. Może na wyjazd ;p;p;p

8 sierpnia 2012
Prezent przygotowany :))))))))))))))))))))))
zaczyna mnie ogarniać lekka trzęsawka 

9 sierpnia 2012
Mam śliczne nowe bezpieczniki. I w ogóle prąd 
Prace moje też nieźle przebiegają.
Tonacja. 

 9 sierpnia 2012
ufff, chyba wszystko zaplanowane 

 10 sierpnia 2012
Mam cholernego stresa na temat wszystkiego!!!!!!!!!!!!!!!

10 sierpnia 2012
Chyba spakowana.
Pozostało pomalowac paznokcie, zdecydowac sie na fryzurę i napisac maila….

10 sierpnia 2012
Fryzura będzie prosta i łatwa.

10 sierpnia 2012
A ak w ogóle to Amnezja :))))))))))))))))))

10 sierpnia 2012
Matko, jak się boję!!!
już wszystko zrobiłam, teraz jeszcze zjem zupkę, żeby nie paść i powoli się będę zbierać…

10 sierpnia 2012
Idę.
O nasza wspólna matko…..!!!!
Spokojnie, tylko spokojnie. 

 11 sierpnia 2012
Wczoraj przeżyłam załamanie totalne. wszyscy chcieli dobrze, a wyszło jak zwykle…
Jedyna pociecha było krótkie muśnięcie dłoni. 
Ale dziś z kolei totalne uniesienie. :))) nesopdziane spotkanie, dotyk oczu, dotyk dłoni – zaraz wiersz napiszę chyba :))))
pychotki i starszaki. :)))
ale najpiękniejsze było „no własnie!” :))))
och…
a teraz się zmagam z tym, ze to już tylko moje wspomnienie…

 12 sierpnia 2012
Zmagam się nadal. Nie tylko z tm, że to już mineło, ale również z tym, co będzie dalej i z tym poczuciem, ze mogłam jednak cos zepsuć i że teraz będę czekac na potwierdzenie, zę nie zepsułam, a potwierdzenie może przecież nie nadejśc, i że będę wpadać w czarna dziurę, a jak ja wpadam w czarna dziurę, to tylko pogarszam sytuację i że się boję.
ech…
no nie moge tak myśleć, wiem.
nie moge wszystkiego uzależniać od jednej odpowiedzi.
będzie dobrze.
nawet jesli cos popsułam, to przecież naprawię, dam radę.

 12 sierpnia 2012
Mama była.
Robię sobie zbiór zdjęć na wygaszacz. zajmie mi to z rok. 
Zaraz K ma przyjść.

12 sierpnia 2012
Była K. W porządku.
troche mnie głowa boli.
ważna myśl:
Koncentrować się na tym, co się dostaje, a nie tym, czego sie nie dostaje i skupiac sie na tym co jest, a nie na tym, że to się może zaraz skończyć

13 sierpnia 2012
I nie zapomnę nigdy tej chwili
Gdy dłoń dotknęła Twojej dłoni
I nie zapomnę tych chwil radosnych
Kiedy nie mogąc wydobyć słowa
Z zapartym tchem patrzyłem Ci w oczy
Tak trwała nasza bez słów rozmowa
I choć tak blisko byłaś przy mnie,
Choć Twoje oczy śmiały się do mnie
Doprawdy niczego nie jestem pewien
Co czułaś wtedy, czy wart jestem wspomnień

Brak tytułu
13 sierpnia 2012
czas płynie, a tu ani widu ani słychu.  :)))))))))))))))))))))))))))))
„moja terż, ale nie na poniedziałkowy poranek”. :)))))))))))))))))))))))))))))
jestem w niebie. :)))))))))))))))))))))))))


14 sierpnia 2012
Trzeba przyznac, ze jestem pracowita. 
Najwyraźniej jak ktos obok pracuje to i mnie sie dobrze działa.  zostały mi dwie rzeczy do pracy, w tym jedna jak sie dobrze sprężę to dzis zrobię. 
Remont sie ładnie posuwa, juz mam gładź zrobioną i zaraz będe miała połozona farbe gruntującą. A potem troche płytek.
Wczoraj u okulisty całkiem dobrze poszło. Wprawdzie wada mi sie mocno pogorszyła, ale oczy sa zdrowe, a to najważniejsze. Dostałam kropelki też na to przesuszenie, no i wpuszczam. 

Nadal unoszę się 30cm ponad chodnikami :)))))

14 sierpnia 2012
Jestem urobiona po pachy. :))) Ale posprzątałam sobie salon i kuchnię. :))))
Była I z A. przywieźli mi kawałek gór. 
Teraz marzę o kapieli, a jutro – odpoczynek od wszystkiego : mama, Miasto Zaginionych Przebojów, K, wygaszacz. 

 15 sierpnia 2012
Wszystko według wczorajszego planu. 

 16 sierpnia 2012
No to do roboty!  

16 sierpnia 2012
Skończyłam rzeczy do pracy. 
Rusztowanie mi postawili za balkonem 
mam juz prawie płytki na podłodze. 

Tonacja po polsku. 

 16 sierpnia 2012
Dziennik :))))))

16 sierpnia 2012

Gram swoje :)))))))))))))))))))))

16 sierpnia 2012
Ogarnęłam sobie 
Teraz już wolne i odpoczynek  

17 sierpnia 2012
zakleili mnie  

17 sierpnia 2012
skuwają balkon.
NIC NIE SŁYSZĘ, KTOŚ COŚ MÓWIŁ??!!

17 sierpnia 2012
Remont na weekend zakonczony. Teraz trzeba sie wziąć za zakupy wreszcie i posprzątać. 

 17 sierpnia 2012
Dokonało się :)))

18 sierpnia 2012
Czuję, ze ogarnia mnie smuteczek…

18 sierpnia 2012
… chanderka….

18 sierpnia 2012
… depresyjka…

18 sierpnia 2012
Smutek.
Chandra.
Depresja.
Wyję sobie. ;( ;( ;(
„I wouldn’t change a thing, even though it hurts right now. I miss you so much. And I try to hide my tears.”

18 sierpnia 2012
rzuciłam się w wir pracy.
trzecie pranie sie kończy.
zrobiłam kompot z renklod.
buraczki na sałatke do weków sie gotują, a pierwsza porcja juz stygnie.
pomidory sie suszą.
gruszki sie suszą.
obiad (ziemniaki i łosoś w warzywach) już dochodzi.
myslę, ile jeszcze rzeczy moge zrobić… i modlę się nieświadomie o …

18 sierpnia 2012
… zmiłowania twego linijki listu…

18 sierpnia 2012
Sałtka z buraków już się pasteryzuje.
Cukinia już w słoikach.
Przecier pomidorowy, sos i sok – gotowe.
Gruszki juz prawie ususone.
Kabaczek dochodzi.
Słucham Dead Can Dance….

18 sierpnia 2012
Zrobilam sobie maseczkę miodowo – olejowa na włosy.
Teraz jeszcze prysznic i obejrzę kolejne Clone Wars.

19 sierpnia 2012
Spacer z mamą. Nawet na lodach byłyśmy.
Niedługo przyjdzie A na obiad.
Smuteczek.
25.

20 sierpnia 2012
Dzień dokładnie wypełniony. Cesja. Baterie. Księga wieczysta. ZUS. Jajka. Papierniczy. Bilety. Lampa do łazienki. Warzywa na weki. Kąpiel. Noth Fish. Madagaskar. Ufff. 
Ale dzięki temu jakos sie trzymam.

 21 sierpnia 2012
Dziś w domu.
Ale jest gorąco.
przejrzałam blogi i włozyłam pomidory w róznej postaci do słoików.
Remont dzis posuwa się w tempie widocznym, czyli ciągle mam cos nowego fajnego zrobione, np obrazki wiszą. 

 21 sierpnia 2012
Przyjeli mnie na konferencję. Teraz walczę o nocleg….

21 sierpnia 2012
Wygląda na to, ze będę spała w pokoju ośmioosobowym ;p;p;p
Jakis męczący był ten dzień, mimo że duzo nie zrobiłam. Teraz jeszcze wypadałoby ogarnąc, ale nie wiem, czy mi sie chce. ;p;p;p

22 sierpnia 2012
Dziś : MIasta na S : Szadek. Czyli Sade. ;p

23 sierpnia 2012
Wspaniała była wczorajsza wyprawa. Dotarliśmy do prawie wszystkiehc miejsc, które były w planie, but one. trochę pobłądziliśmy, ale tam pobłądzić, to jest w sumie przyjemność, bo sie sżło spacerkiem, słońce świeciło, wiał mocny i chłodnawy wiatr, duzo lasem, powietrze pachniało wsią, jak juz dawno nie czułam. droga do stacji kolejowej – jak marzenie, cisza, spokój, las, zapachy, cień. rynek fajny, pyszne lody, a na koniec pizza. Kosciół i okolice.  cmentarze, Idziego i żydowski. masa zdjęć, z których zamierzam zrobic uzytek. 
jedyny ból to nogi, ale to juz dziś. Sandałki nie były najlepszymrozwiązaniem… K (która spotkałam jak jechała na siłownię, a ja na zakupy) poradziła mi plastry żelowe, zastosowałam.
zrobiłam zakupy a potem cały dzien na przemian : weki, czytanie, dom. bardzo miło.
Niedługo ma przyjśc stolarz.

24 sierpnia 2012
ha! ha! ha!
można powiedziec, ze wszystko juz kupione do remontu. są duuuuże szanse, że jutro już go wykreslę ze swoich planów urlopowych jako zrealizowane. 
zakupiłam lustro i listwy przypodłogowe.  zapłacę resztę obu panom i już. 
no nie do konca, bo raty jeszcze zostaną. własnie mi kwit nadesłali. ;p
zrobiłam reszte leczo i czosnek marynowany. teraz czekam jak sie jakis garnek wypierze, żeby ugotowac kompot z gruszek i w zasadzie weki bedą też juz prawie skonczone. w poniedziałek jeszcze może nabędę troche dyni. a potem to jak będą grzyby – to zrobię, jak nie to nie.
R sie odezwał. czy bysmy na piwo nie skoczyli. ostrzegłam, ze moge pomyje wylać. wycofał się.

25 sierpnia 2012
no to dzis mam obu panów na głowie, jeden pan maluje, drugi pan składa obudowe na drzwi. Może będzie dzis koniec. 

 25 sierpnia 2012
mam nadzieję, ze dzis będzie koniec, bo już mam troche dosyć…

25 sierpnia 2012
Jeden juz skończył. 
zabrał jeszcze półke do naprawy, bo kasy starczyło 

 25 sierpnia 2012
Drugi poszedł  

25 sierpnia 2012
Posprzątałam.
Koniec remontu!!! :)))

26 sierpnia 2012
Moja koteczka P kończy dziś 16 lat!!! :)))
Oby żyła jak najdłużej w jak najlepszym zdrowiu. :)))

26 sierpnia 2012
Nie, nie idę.
żłe wspomnienia, czasu, kiedy czułam się tak bardzo zostawiona sama sobie, odtrącona, odepchnięta, wręcz skrzywdzona, nie mówiąc juz o niezrozumieniu. Nie chcę brac udizału w czymś, co mi sie nierozerwalnie kojarzy z tym uczuciem.
poza tym – po co mam sobie fundowac znów oglądanie Cię w tym towarzystwie, w którym tracisz głowę i nikt innyc się nie liczy? sama sobie moge być w domu, przynajmniej nie będe musiała ogladac jak dajesz innym coś, czego nie dajesz mnie. zazdrość jest złym uczyciem, it leads to the dark siede, chcę sie go pozbyć, wię cywstawianie sie na pokusy nie jest dobrym pomysłem.
Człowiek bez pragnień jest szczęśliwy. cóż, jeszcze troche ich mam, nawet jesli wiem już, ze nigdy nie zostaną spełnione. dużo mniej boli, jesli nie widzę, jak dajesz to innym, za czym ja tęsknię.
czasem chciałabym zapytac P… ale w sumie po co? to jets między wami. nie będę szukac winnych, nie będęszukac usprawiedliwień.
if you want to change the dynamics of your relationship – you’ve got to change.
prawda.
próbuję więc. a wszystko wymaga czasu.

 26 sierpnia 2012
Tęsknię. 

 27 sierpnia 2012
BYłam u I zobaczyć kota. cudo. 
Byłam u weterynarza – wszystkie badania zrobione – wyniki bdb  dostała wszelkie potrzebne w tej chwili leki i „mamy spokój” cytując panią doktor. 
K dziś napisała, zeby sprawdziła tramwaje na jutro. no k… mać, faktycznie nie powiedziała „zawiozę Cię” tylko „pojade z Tobą”.

28 sierpnia 2012
w końcu pojechałysmy autem….
Poprosiłam A, zeby do mnie przyszełd rano, bo mimo prania, sprzątania itd dostawałam głupawki. przyszedł, posiedział ze mną, potem pojechał ze mna kawałek autobusem jak jechałam do K.
oczywiscie, zę mnie tam zostawiła i wyszła na zewnątrz. na szczęście zaczełam gadac z tymi kobietami tam, słałam smsy do A i jakos było.
wyrok: torbiele. mojemu zyciu i zdrowiu nie zagraża niebezpieczenstwo, koniec cytatu.
zabieg 2.10.
ufff :)))
potem to już nawet dałam się „zabrać” na obiad.
a potem zrobiłam zdrowe zakupy.
a teraz juz mi sie nic nie chce. 
jutro do roboty!!!!! ale maskara ;p;p;p

29 sierpnia 2012
Dziś w pracy byłam tylko trzy godziny, nawet niecałe chyba, ale było cięzko jak cholera. Trochę czasu na pewno zajmie mi przystaosowanie się z powrotem.
potem byłam tak zmęczona, ze jak wróciłam z zakupów, to musiałam sie na chwile połozyć.
panowie na balkonie tynkują.

 29 sierpnia 2012
Sprawdziłam nową ramówkę. wygląda na to, ze jest dobrze. :)))) to już reszte sobie jakos poukładam ;p;p;p

29 sierpnia 2012
Stwierdziłam, zę jak co chwile wpuszczam krople to moge pracowac na kompie i jest ok. Więc wpuszczam. W końcu od tego są, zeby mi pomagały, a nie że sie męczę.
Zaraz przyjdzie I, K i A. powoli zacznę szykowac jakieś rzeczy do jedzenia 

 29 sierpnia 2012
Bardzo fajnie było 

30 sierpnia 2012
Dzis dzien w pracy mi troche dął w kość.
Wkurza mnie, że wciąz przez te same osoaby sie wszystko pi…. y.
Posiaedziałyśmy z M przy lodach.
I z A wzieli szafkę.

 30 sierpnia 2012
Dosyć tego!!!
Od jutra rana robię prawdziwy weekend sobie!!!
:)))

31 sierpnia 2012
Byłam godzinę na Nordiku w lesie. Super.  

31 sierpnia 2012

Ogarnęłam sie finansowo po urlopie  

piątek, 16 lutego 2018

Eliksir życia (6)

13.01.2012


Rozdział 6


Roman obudził się, ponieważ ktoś walił go po głowie z furią. Zanim dotarło do niego co się dzieje, prawie uruchomił osobisty alarm, myśląc, że w końcu się to stało i ktoś dopadł ich,  zanim oni dopadli jego. Ale nie, okazało się, że Patrycja ma po prostu kolejny koszmar i tym razem najwyraźniej walczy z jakimś napastnikiem. Śpiący koło niej mąż najwyraźniej stał jej na drodze do pokonania go, albo po prostu był niewidoczny, jak to czasem bywa, kiedy jedno jest po tej, a drugie po tamtej stronie snu.
Roman z westchnieniem spróbował potrząsania, ale ponieważ to nie pomogło, postanowił ominąć wszystkie pozostałe stadia budzenia i przejść do konkretów, złapał stojącą na stoliku szklankę z woda i wylał całą jej zawartość na twarz swojej żony, drugą ręką jednocześnie oganiając się od młócących nadal ramion.
Patrycja ocknęła się z lekkim krzykiem.
-         Krzyczałam?
-         Nie. Ale nieźle boksowałaś. Co ci się śniło?
-         A jak myślisz? - zapytała z lekkim sarkazmem. - przecież nie sarenki na łące. Śnił mi się znów ten od „Vita, letum, reverto”, ten którego...
-         Cicho, wiem. Nie musisz mi przypominać, co z nim zrobiliśmy. Zwłaszcza, że to było totalne fiasko, książka jak każda inna.
-         Nie masz racji, książka jest wspaniała i było warto, nawet jeśli teraz co noc mi się śni, ze wraca i chce mnie zabić. Tylko, że Tobie ciągle w głowie jedno....
-         A Tobie niby nie?
Zapadła cisza. Przez moment nikt nic nie mówił. Roman, pogrążony we własnych myślach, nagle zauważył, ze żona tak naprawdę nie odpowiedziała mu. Mógł oczywiście przypuszczać, że uznała pytanie za retoryczne, gdyby nie fakt, że patrzyła gdzieś w przestrzeń i miała nieobecne spojrzenie. Trącił ją lekko, pytająco w ramię.
-         Nie wiem.
-         Nie wiesz? - mimo wszystko nie spodziewał się tej odpowiedzi.
-         Czasem już nie wiem. Przecież... to są tylko książki, a my...
-         A my co? - teraz zaczynał być na nią zły.
-         Roman, nie oszukujmy się! Jesteśmy handlarzami, oszustami, szantażystami, a teraz już nawet mordercami!
-         Nie krzycz! Ola nas usłyszy.
-         Właśnie, Ola. Czy Ty myślisz, że całe życie będzie nam się tak udawało? Że nikt nigdy nie odkryje tego zamurowanego faceta w klasztorze? Że nikt nie będzie szukał tej starej wiedźmy, która cały czas mamrotała zaklęcia pod twoim adresem? Co będzie z Olą, jak my pójdziemy do więzienia? Zresztą do jakiego więzienia, jak to się wyda, to zobaczysz, specjalnie dla nas powrócą do palenia na stosie! Zlinczują nas! Zresztą, ja mam już dość, ja już nie chcę tak żyć, ani jednej więcej książki! I nie wiem czy w ogóle chce żyć, wiedząc, co zrobiliśmy! Te książki to przekleństwo! Mam nadzieję, że Guttenberg się smaży w piekle! Gdzie i my wkrótce będziemy!
Patrycja ukryła twarz w dłoniach i zaczęła rozpaczliwie szlochać. Roman przysunął się do niej i przytulił ja z całej siły. Czasem czuł się tak jak ona, wtedy ona go pocieszała. Byli dobrani, bez dwu zdań, zawsze któreś było na skraju załamania, a któreś czuło się silne i gotowe na wszystko. Może dzięki temu tak długo jeszcze w tym trwali. Był pewien, że za jakiś czas jego żona dojdzie do siebie, przestanie szlochać, tak jak on zawsze przestawał walić w ścianę pięściami, potem posiedzi, pomyśli, uśmiechnie się, przez jakiś czas nie będą o tym rozmawiać, ale potem obudzi się w nich znów to pragnienie. To tak jakby kolejne książki wołały ich gdzieś z domów, strychów, piwnic, sejfów, zamków, gdzie były poukrywane, jakby wszystkie chciały znaleźć się w jednym miejscu. Czasem wydawało mu się, ze już nie oni panują nad książkami, tylko one  nad nimi. Zawsze w odpowiednim momencie pojawiały się wieści o jakimś egzemplarzu, zawsze w odpowiedniej chwili okazywało się, że mogą załatwić coś dla właściciela, jeśli nie chciał gotówki, a kiedy nic nie dawało się zrobić, wtedy czuli oboje, że ta książka ich woła, że muszą ją wyzwolić... to były te ostatnie trzy, dla których zabili... trzy, nie zaraz ... cztery. Cztery? Nie, pięć, acha jeszcze te dwie, siedem... dobra, nieważne.
Ale jedna myśl zaniepokoiła go, mimo że tak gładko przesunął na krańce świadomości liczbę swoich ofiar. Ta myśl dotyczyła Oli. Dziewczyna jakoś się od nich odsunęła. Czy to możliwe, że coś wiedziała? Przeczuwała? Czy po prostu była to już dwudziestokilkuletnia kobieta, która nie potrzebowała obecności rodziców w swoim życiu aż tak? Roman poczuł, ze Patrycja oddycha spokojniej i położył ją na łóżku, a sam położył się obok i zamyślił.


                                      *       *       *

W sąsiednim pokoju Ola leżała na łóżku patrząc w noc. Oczywiście obudziła się kiedy w pokoju rodziców usłyszała podniesione głosy. Nie było to pierwszy raz. Wiedziała o wszystkim już od dawna, zapewne nie od samego początku, jak podejrzewała, ale jednak od dawna. Pamiętała wciąż jak to się stało. Siedziała w bibliotece późno w noc jak zwykle, rozmawiając z książkami, układając je , czyszcząc, naprawiając. Tego wieczoru postanowiła zająć się naprawą jednej ze starszych książek, był to Szekspir, dzieła zebrane. Właściwie wtedy już miała poukładane i doprowadzone do porządku książki nowsze, zaczęła więc coraz odważniej brać się za starsze, żeby na koniec zostawić sobie ten ogromny, samotnie stojący regał najstarszych okazów. Prawdę mówiąc, trochę się go bała, bo wciąż działo się coś dziwnego, kiedy tylko próbowała się do niego zbliżyć. Pierwszy raz oparzyła sobie palce, teraz już, jakkolwiek niemożliwie to brzmiało, była pewna, że to te książki ją oparzyły. Regularnie znajdowała drobne, czerwone kropki na podłodze i była przekonana, że gdyby sprawdziła, okazałoby się, że jest to krew. Kiedyś gdy dotknęła jednej z książek, jej głowę wypełnił straszliwy krzyk, zupełnie jakby krzyczała dotknięta książka. Z jednej półki regularnie osypywał się biały proszek, jakby cement. A pewnego razu pośliznęła się i wywróciła, ponieważ pod półką była kałuża wody. Tego dnia, pracując nad Szekspirem, myślała właśnie o tych dziwnych wydarzeniach i zastanawiała się, czy powiedzieć o tym rodzicom, którzy robili się coraz bardziej zamknięci w sobie, a poza tym mieli jakiś dziki błysk w oczach i prawie nie mówili o niczym innym, tylko o tym, jak zdobyć następny egzemplarz. Co jeszcze dziwniejsze, kiedy już przynieśli zdobycz do domu i postawili na półce, przestawali się nią interesować. Zupełnie jakby największą przyjemność sprawiało im samo zdobywanie.
Kiedy teraz o tym myślała, aż się wzdrygnęła. Nawet nie wiedziała wtedy, że zostawiła uchylone drzwi do biblioteki. Rodzice wpadli do sąsiadującej z nią czytelni właściwie już nad ranem. Ola miała zamiar natychmiast wyjść, przywitać się z nimi, zapytać co robili, ale jakby ją coś przytrzymało na krześle. No i usłyszała rozmowę rodziców, z której bez problemu zlepiła całą historię: oto jej rodzice zabili jakiegoś handlarza książek, zabrali modlitewnik, jakieś inkwizycyjne spisy, dwie biblie i to na czym im najbardziej zależało: „Fausta” z 1833 roku. Ciało ukryli w najlepiej do tego nadającym się miejscu: na cmentarzu, w czyjejś krypcie, w świeżej trumnie. Jak to się stało, że wtedy nie zwariowała, nie uciekła, nie poszła na policję – tego nie wiedziała. Pamiętała tylko, że od książek zaczęło nagle bić ciepło i usnęła na stole, z głowa na Szekspirze, którego doprowadzała do ładu.
Od tego dnia zmieniły się dwie rzeczy. Po pierwsze, odsunęła się od rodziców, jednocześnie przysłuchując się im często, kiedy rozmawiali i myśleli, że ona tego nie słyszy. W ten sposób dowiadywała się o kolejnych zbrodniach, szantażach, nagłych wypadkach, niefortunnych zdarzeniach, pożarach, zalaniach i innych. Właściwie mogła opowiedzieć historię każdej nowej książki na półce.
A po drugie, inne książki z tego regału przestały jej robić krzywdę i straszyć ją. Teraz wiedziała, że po prostu opowiadały jej swoje historie, każda swoją, jedna o właścicielce utopionej w studni przy jej domu, druga o właścicielu spalonym żywcem  razem z domem, trzecia o zamurowanym, czwarta o nożu kuchennym, który zginął z jej własnego domu, piąta o porwanej dziewczynce, która na swoje nieszczęście była doskonałym dawcą dla czyjegoś syna, i tak dalej, i tak dalej, opowiadały jej wszystkie po kolei, aż usłyszała wszystko, co miała usłyszeć.
I jakoś jej to nie przerażało. Już nie...
Nawet to, że jej rodzice nie cofną się przed niczym i musi być ostrożna, bo jeśli się okaże, że jest w niej coś, dzięki czemu mogą zdobyć następny cenny egzemplarz, to na pewno zapomną, że jest ich córką. Nie pamiętała dokładnie, która książka jej to powiedziała, ale czy to ważne? Teraz już wszystkie one były jej przyjaciółmi.

Zawsze można coś zmienić w życiu

23.09.2011


„If you are unhappy on the plane, jump out of it. We are all on planes. Life is dangerous and complicated and it is a long way down.”
                                                                                              House, MD
„Jeśli ci się nie podoba w samolocie, to wyskakuj. Wszyscy jesteśmy w samolotach. Życie jest niebezpieczne i skomplikowane, a w dół się długo leci.”
                                                                                              Doktor House

Dżem „Do kołyski”

07.08.2011


Żyj z całych sił
I uśmiechaj się do ludzi
Bo nie jesteś sam
Śpij, nocą śnij
Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi
Teraz śpij

Niech dobry Bóg
Zawsze cię za rękę trzyma
Kiedy ciemny wiatr
Porywa spokój
Siejąc smutek i zwątpienie
Pamiętaj, że

Jak na deszczu łza
Cały ten świat nie znaczy nic a nic...
Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil...

Idź własną drogą
Bo w tym cały sens istnienia
Żeby umieć żyć
Bez znieczulenia
Bez niepotrzebnych niespełnienia
Myśli złych

Jak na deszczu łza
Cały ten świat nie znaczy nic a nic...
Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil...

Moje ulubione seriale (część pierwsza)

18.07.2011

Nie oglądam właściwie seriali. Kiedyś owszem, oglądałam. „Alternatywy 4”, „Kobieta za ladą”, „Pogoda dla bogaczy”, „Tylko Manhattan”, a nawet „Niewolnica Isaura”, żeby wymienić tylko kilka, zajmowały popołudnia i wieczory, nie tylko moje. Oczywiście wciąż je pamiętam, ale w pewnym momencie straciłam do nich serce, powiem szczerze przy zdecydowanym udziale kolejnego serialu brazylijskiego, który już z trudem obejrzałam do końca i powiedziałam sobie „nigdy więcej seriali”. Obietnicy tej nie dotrzymałam, na szczęście, bo pojawiły się w moim życiu seriale, które teraz są moimi ulubionymi i wracam do nich wciąż i wciąż znajduję kolejne przyczyny do zachwytu, do uśmiechu, do zaciekawienia. 
Miejsce pierwsze na mojej serialowej liście przebojów zajmuje „Sześć stóp pod ziemią”,  angielski tytuł  „Six Feet Under”, który ja często skracam po prostu do SFU. Podoba się najwyraźniej nie tylko mnie, jako że  jest już uważany za klasyk gatunku współczesnego serialu amerykańskiego, a wciąż zdobywa większą popularność i uznanie wśród widzów i krytyki na całym świecie. . „Sześć stóp pod ziemią” wielokrotnie pojawia się w zestawieniach najlepszych seriali, jak i najwybitniejszych finałowych odcinków wszech czasów. Wśród nagród warto wymienić trzy zdobyte Złote Globy (w tym 1 za najlepszy serial dramatyczny) i 32 nominacje; dziewięć zdobytych nagród Emmy (miedzy innymi za casting, charakteryzację, montaż czołówki, muzykę czołówki, reżyserię) i 43 nominacje; oraz trzy zdobyte Nagrody  Gildii Aktorów Filmowych (za zespół aktorski i rolę kobiecą) i 5 nominacji. Agnieszka Holland uważa serial „Sześć stóp pod ziemią” za nowatorski w historii telewizji, który przełamał barierę obyczajowego małego realizmu.
Serial produkowany był w latach 2001-2005 przez stację telewizyjną HBO. W Polsce serial emitowany przez stacje: HBO (emisja premierowa), TVN (emisja w telewizji), TVN 7 (emisja powtórkowa) , TVN Lingua (emisja powtórkowa w wersji angielskiej) oraz Fox Life (emisja od 25 grudnia 2008). Nakręcono łącznie 63 odcinki, w pięciu sezonach, każdy z sezonów w kolejnym roku, zaczynając od 2001, a kończąc w 2005. Sezon pierwszy, drugi i trzeci miały po 13 odcinków, sezon czwarty i piąty – po 12. Ostatni, finałowy odcinek wyemitowano 21 września 2005.
Serial został stworzony przez scenarzystę American Beauty - Alana Balla. W sumie Allan Ball napisał scenariusz do siedmiu odcinków, reżyserował 8 z nich, ale tylko trzy odcinki jednocześnie miały go za scenarzystę i reżysera: ostatni odcinek pierwszego sezonu, a także pilot i odcinek finałowy, obydwa nagrodzone. Wśród reżyserów i scenarzystów serialu znaleźli się między innymi Katy Bates, Jeremy Podeswa, Bruce Eric Kaplan, Kate Robin, Rodrigo Garcia i wielu innych.
Za co kocham „Sześć stóp pod ziemią”? Za całe mnóstwo rzeczy.
Po pierwsze - za sam pomysł. Serial skupia się wokół zakładu pogrzebowego "Fisher & Sons", prowadzonego przez rodzinę Fisherów i opowiada o ich życiu po śmierci głowy rodziny. Tytuł serialu jest tez bezpośrednio związany z biznesem rodzinnym - 6 stóp (ok. 1,83 m) to tradycyjna głębokość, na której chowane są zwłoki zmarłego. Prawie każdy rozpoczynał się sceną śmierci osoby, której przygotowaniami do pogrzebu zajmował się potem zakład Fisherów. Trzeba mieć naprawdę dużo wyobraźni, żeby wymyśleć głównych bohaterów, którzy są … grabarzami.

Po drugie – za szare życie w kolorowym Los Angeles. Tak, tak, akcja filmu dzieje się we współczesnym Los Angeles. Kto by pomyślał, że w Mieście Aniołów żyją też ludzie, którzy nie parają się aktorstwem, a jednak są tacy i jest ich „cały film”. Owszem pojawiają się postaci, które w jakiś sposób są związane z przemysłem filmowym, ale są to postacie całkowicie drugo – lub trzecio – planowe. Jest nawet taka scena, kiedy jeden z tych właśnie bohaterów stwierdza, że jak tak długo siedzi się w tym przemyśle, to zapomina się, że w ogóle istnieją ludzie „poza branżą”. Z ciekawostek - Catherine O'Hara, którą znamy z filmu „Kevin sam w domu” (grała matkę), wystąpiła gościnnie w kilku odcinkach, zdobywając zresztą nagrodę, jako właśnie „osoba z branży” – pracodawczyni jednej z dość głównych bohaterek – i pokazała sobą najgorszy z możliwych obrazów egoistycznej i egocentrycznej gwiazdy.
Po trzecie – za przekrój społeczeństwa. Bez wątpienia sympatyczne są seriale, które dzieją się w określonym środowisku (będę zresztą o takim też pisać), ale ten urzeka różnorodnością zawodów. Główni bohaterowie to oczywiście przedsiębiorcy pogrzebowi – dwu braci i ich nieżyjący już ojciec, jak również matka, która jednak prawie od samego początku szuka dla siebie innego zajęcia, ale wśród kolejnych bohaterów mamy również policjanta – ochroniarza, masażystkę, artystę - fotografa, terapeutów, pielęgniarkę, kwiaciarza, fryzjera, pracownika wielkiej korporacji, budowlańca, nauczyciela – wykładowcę i nauczyciela – pedagoga, prostytutkę i wiele innych.
Po czwarte – za świetne tytuły odcinków. „An open book” (Otwarta książka) – „Jestem otwartą książką”, mówi o sobie jedna z bohaterek, a zaraz potem okazuje się, że tak naprawdę nie wiedzieliśmy o niej nic. „In the game” (W grze) – „Albo jesteś w grze, albo z niej wypadasz” – mówi do głównego bohatera Śmierć grająca z Życiem w chińczyka. „The liar and the whore” (Kłamca i dziwka) – główni bohaterowie maja się pobrać, a tymczasem okazuje się, że jedno ma dziecko z kimś innym, a drugie nie ma go chyba tylko cudem medycyny. „The eye inside” (Wewnętrzne oko) – trzeba je wreszcie otworzyć, żeby zobaczyć po swojemu, i to okazuje się nie tylko w celach artystycznej kreatywności. „Tears, bones and desire” – bo nasze życie to tylko „Łzy, kości i pożądanie”. „Terror starts at home” (Terror zaczyna się w nas samych) – bo „ilu złoczyńców musisz zabić, zanim staniesz się jednym z nich”? „Static” (Szum) – bo wszystko, czego doświadczamy w życiu jest zniekształcone przez zakłócenia, a my coraz bardziej słuchamy tego szumu, zamiast usłyszeć to, co jest ważne.
Po piąte – za wspaniałych bohaterów. Zmarły ojciec rodziny, Nathaniel Samuel Fisher (Richard Jenkins),  pojawia się cały czas innym jej członkom i udziela swoich życiowych rad. Jego żona, neurotyczna Ruth (Frances Conroy), próbuje odnaleźć sama siebie i zacząć żyć dla siebie, a nie tylko dla kogoś. Najstarszy syn, Nathaniel Samuel Fisher junior (Peter Krause), poszukuje sensu życia w każdym jego aspekcie. Drugi syn, David (Michael C.Hall), chce wszystkich uszczęśliwić, a nie bardzo potrafi uszczęśliwić siebie, bo nie akceptuje nawet swojej orientacji seksualnej. Najmłodsza latorośl Fisherów, Claire (Lauren Ambrose), dorasta i szuka swojej życiowej drogi odkrywając powoli drzemiący w niej talent. Przy okazji wprowadza do filmu całą galerię fantastycznych postaci – swoich chłopaków, przyjaciół, nauczycieli – Parker, Anita, Jimmy, Russel, Gary, Olivier, Ted, Gabriel i przede wszystkim Edie, grana przez Menę Suvari, ta sama, która w „American Beauty” grała uwodzicielską nastolatkę kuszącą Kevina Spacey płatkami róż. Oprócz nich mamy dziewczynę/żonę Nate’a, Brendę (Rachel Griffiths), wyzwoloną – a zniewoloną, wraz z jej szalonym bratem fotografikiem Billym (Jeremy Sisto); partnera Davida – Keitha (Mathew St.Patrick);  kolejnych facetów Ruth – Rosjanina Nikolaja, fryzjera Hirama, lekko autystycznego, a na pewno aseksualnego Artura, wreszcie schizofrenika George’a; pracownika zakładu Fisherów Rico (Freddy Rodriguez) i jego żonę Vanessę (Justina Machado) przeżywających problemy małżeńskie oraz  siostrę Ruth – Sarę (Patricia Clarkson), niespełnioną artystkę, wolną jak wiatr, a uzależnioną od narkotyków, która wprowadza do filmu fantastyczną postać Bettiny, swojej koleżanki, stojącej na ziemi chyba wszystkimi czterema nogami ( a gra ją Katy Bates). Oprócz nich jest cała galeria doskonałych postaci : rodzice Brendy, druga żona Nate’a i jej rodzina, rodzina drugiego męża Ruth, adoptowane i naturalne dzieci bohaterów, gwiazda muzyki Celeste, rabinka Ari, znajomi artyści Sary i cała masa innych. Śmiało można powiedzieć, ze każdy z bohaterów pojawiających się w serialu jest wielką osobowością.
Po szóste – za psychologiczne podejście do postaci i ich losów. Tego się nie da opisać, tego trzeba doświadczyć oglądając.
Po siódme – za muzykę. Ścieżka dźwiękowa do serialu „Sześć stóp pod ziemią” wydana została w 2002 roku przez Universal Music i  w 2005 roku przez wytwórnię Astralwerks. Zawiera tak wspaniałe utwory jak Lamb - "Heaven", PJ Harvey - "One Time Too Many", The Beta Band - "Squares", Zero 7 - "Distractions", Craig Armstrong featuring Paul Buchanan - "Let's Go Out Tonight", The Dandy Warhols - "Bohemian Like You", The Devlins - "Waiting", Nina Simone - "Feeling Good", Jem - "Amazing Life", Caesars - "(Don't Fear) The Reaper", Death Cab for Cutie - "Transatlanticism", oraz wielka trójkę : Radiohead - "Lucky", Sia - "Breathe Me" i Coldplay - "A Rush of Blood to the Head". Piosenki te kojarzą się od razu z określonymi scenami w filmie, a „Breathe me” waz z doskonałą, wyciskającą łzy sceną finałową serialu została uznana przez wielu krytyków oraz szeroką publiczność za jedno z najlepszych zakończeń filmowych. Oprócz tego pojawiają się utwory nie ujęte w ścieżce dźwiękowej, takie jak „Woodstock (Back to the garden)” Joni Mitchel czy „Calling all angels” Jane Sibbery.   Nie da o sobie też zapomnieć twórca głównego tematu serialowego Thomas Newman, który również skomponował muzykę przewijająca się przez cały serial. A jest to muzyka genialna, wspaniale dopasowana do tego, co aktualnie dzieje się na ekranie. 
Po ósme – za przedstawienie zwyczajów, obyczajowości, mentalności Amerykanów, różnorodności obyczajowej i religijnej, pogrzebu katolika, ateisty, buddysty, Żyda, kwakra, harleyowca i ekopogrzebu,  za pokazanie blichtru Bożego Narodzenia łącznie z ciastem w kształcie renifera, amerykańskiej szkoły średniej i Akademii Sztuk Pięknych, gejowskich klubów i imprez najprzeróżniejszych środowisk, supermarketu, seksu, pracy, odpoczynku, narkotyków, wielkiej firmy i małego przedsiębiorstwa i tego wszystkiego, co składa się na codzienne życie.
Po dziewiąte – za odloty bohaterów w inną czasoprzestrzeń. Większości z nich zdarza się śnić na jawie lub marzyc we śnie. Do moich ulubionych należą musicalowe sny Davida i Claire, Rico widzący swoja kochankę jako Chrystusa na krzyżu, Brenda wyobrażająca sobie seks z nieznajomym, Ruth rozmawiająca z głowami wszystkich żon swojego drugiego męża, David rozmawiający ze swoim ojcem o ciągłym wracaniu do przeszłości, zmarły piłkarz domagający się, żeby Nate wreszcie na niego spojrzał... A pierwsza trójka? Ależ proszę: Claire idąca ze swoim ojcem „w zaświaty” i spotykająca tam swoich zmarłych bliskich: Gabe’a i Lisę. Ruth pozbywająca się swoich facetów strzelając do nich z kija przy dźwiękach wesołomiasteczkowej muzyki. Nate rozgrywający partię chińczyka z Życiem, Śmiercią i swoim ojcem.
Po dziesiąte – za fantastyczne dialogi, które są skarbnicą mądrych, śmiesznych, poruszających, głębokich cytatów. Do wyboru, do koloru. Dużo ich umieszczam w sekcji „Podsłuchane, podczytane” mojego bloga, więc nie będę się tu powtarzać. Może tylko jedno małe coś na zakończenie. „ Jeśli zaryzykujesz, możesz upaść na twarz. Ale to najlepsze, co ci się w życiu przydarzy.”