sobota, 10 marca 2018

Kwiecień 2013


1 kwietnia 2013
Tęsknie.
Wczoraj wyszłam na drogę.
Zgubiłam.
Miałam przeczucie.
Blask na szybie,
Tesknię.


1 kwietnia 2013
Dzis nasłuchuję.
Tęsknię.
Stan niski raczej….


2 kwietnia 2013
Byłam na basenie.
Funkcjonuję bardziej na zasadzie rozkazów wydawanych samej sobie. Tak najwyraxniej musi teraz być.

Tesknię.

3 kwietnia 2013
Bez zmian w sumie.
Choc w pracy nawet szybko i treściwie.
Staram się funkcjonowac powoli i na spokojnie.
Tesknię.

Rok dwa tysiące dźwięczny był (jak na razie) bardziej łaskawy dla mnie niż dwa tysiące trzeszczący…. oby tylko na razie, oby to się zmieniło…

4 kwietnia 2013
Popracowałam.
Posłuchałam.
Niedługo do dentysty… buuu….

Tęsknota we mnie siedzi, jak drucik z miedzi

5 kwietnia 2013
Jest jedna dobra wiadomość
a poza tym znów snił mi się M.  calutką noc.  kawał zycia 


5 kwietnia 2013
o jak miło, o jak miło.
szalona, zestaw, mówić, stabilizacja, och och och
cudnie czuć kontakt

jak mi strasznie tego brakowało, strasznie! 

6 kwietnia 2013

Nie wyspałam się. Nie śniło mi sie tez nic godnego uwagi. Byłam w pracy. I znów tęsknię….

7 kwietnia 2013
Wizyta mamy pod tym samym tytułem co zawsze.
Nie wiem, co będe robic przez resztę dnia.
Tęsknię…

8 kwietnia 2013
W pracy nawet fajnie. Wiesci na temat zmian sa korzystne – więcej kasy, mniej głupiej pracy. I like it.
Poza tym będe mieć praktykantkę. Oby okazała się kumata i żebym nie musiała za nia wszystkiego robić. Albo żebym wszystko za nia robiła, a ona nich mi sie nie wtrąca. Nie lubie jak widac stanów posrednich.
Działam sobie w domu, przeplatając to robotą, którą przyniosłam z pracy.
Wreszcie nieco cieplej i wiosenniej.
Głowa mnie boli. Pewno z głodu – zaczełam drugi etap diety. Zjadłam płatki na sniadanie i to by było na tyle. Na razie jest ok, poza tym bólem. Gorzej, zę nic nie moge na niego wziąć, bo jak na pusty żołądek. Ale może mogę łepetynę czymś posmarować. O!!! 

9 kwietnia 2013
Dziś w pracy taki pierdolnik, że nie było kiedy do toalety wyjśc prawie.
boli mnie znów głowa, ale dziś to chyba od tej pracy.
Choć może tez i z głodu.
Nie odczuwam go na szczęscie za bardzo. Zajdłam sałatke z twarożkiem na sniadanie i gruszke na drugie sniadanie. Teraz popijam herbaty, ale zaczynam rzucac okiem na zegarek kiedy bedzie 20, żeby sobie zrobić Gorący Kubek. jeszcze 3h.
Troche mi zimnawo. prysznic na pewno pomoże, a potem może prasowanie, zalezy jak bedzie z czasem. na razie musze jeszcze trochę popracować.
Praktykantka na razie ok, słucha, notuje. Bardzo sie ucieszyła, jak jej powiedziałam, ze nie musi siedziec jutro cały czas.
no to do boju, bo inaczej zaczne myslec o jedzeniu. ;p

10 kwietnia 2013
Dziś w pracy całkiem fajnie, spokojnie, wszystko zdązyłam zrobić, po czym … zapomniałam zabrac tego, co miałam zrobic w domu. ;p
no to poszłam na Nordik do lasu.  zmęczyłam sie jak cholera przez ten śnieg, ale fajnie było. potem kąpiel, nagrzewanie kręgosłupa, no rozpusta.  zwłaszcza, zę wcześniej byłam na zakupach i kupiłam sobie dwa nowe balsamy do ciała i maseczkę na twarz.
dietę dziś odpuściłam, bo po tym lesie umierałam z głodu, ale zjadłam nie dużo: parę paluszków rybnych, sałatke z buraczków i leczo. Myslę,z ę w takim razie na kolację też cos przekąszę, może sałatkę z pstrągiem z tej puszki, co mi zalega w lodówce.  

11 kwietnia 2013
w pracy sympatycznie.
Tonacja,
zaraz do dentystki. ciekawe co zrobi, bo wczoraj wypadł mi wieczorem opatrunek, a poza tym mnie troche boli. :/ obawiam się, ze nic z tego nie będzie i trzeba bedzie wyrwać..  

12 kwietnia 2013
w pacy fajnie. praktykantka zrobiła pierwsze ruchy. nie jest źle, tak ostrożnie powiem, żeby nie zapeszyć.
zabrałam kupę roboty na weekend, ale to nie dziś.
dzis jadłam, czytałam, odpoczywałam.
no a ząb wczoraj – uratowany!!  pani doktor jest aniołem. zębowym
wypełniła kanały, podyskutowałyśmy nad odbudową. będzie mnie to troche kosztowało… :/

13 kwietnia 2013
Wzięło mnie na sprzątanie.
Poukładałam weki i słoiki po nich, jeszcze zrobię spis, co w tym roku trzeba zrobić.
Wysprzątałam szafe w ubikacji.
Zaraz umyję balkon po wczorajszych deszczach. 

13 kwietnia 2013
Umyłam balkon i wyniosłam tam suszarkę. zaraz pierwsze w tym roku pranie pójdzie sie suszyć 

 13 kwietnia 2013
Ogarnełam sobie domek.Poćwiczylam. Wypadałoby popracowac, ale tak bardzo mi sie nie chce…. 

 14 kwietnia 2013
Bardzo dumna jestem z siebie, bo wczoraj zrobiłam wszystko, co przyniosłam z pracy
Dzis spacer i odwiedziny u mamy.
Na obiad pyszna pomidorowa. Nie ma to jednak jak własny przecier.
Teraz zamierzam pare zabiegów kosmetycznych zrobić, a potem ma przyjśc A.
A od jutra cięzki tydzień sie zapowiada….

15 kwietnia 2013
O jak miło.
pół godzinki i jest odzew.
nie konsultować.
a poza tym cała noc snił mi się M.    cudnie  
dzis moja torebka uznana została za plecak ze stelażem i nie wpuszczono mnie do sklepu. co za głupota….
chyba wiosna jednak przyszła już  

16 kwietnia 2013
Dziś wracałam z pracy bez swetra i bez kurtki.  trzeba zacząć nosic czapke od słońca.
Zmęczona. Wtorek jest trudny…

17 kwietnia 2013
Wyniki badań się poprawiły i tylko to mnie dzis interesuje     

18 kwietnia 2013
P całkiem dobrze na nowych lekach.
Ząb zrobiony. za tydzień robię kolejny.
Archetonacja
Zmęczona.

19 kwietnia 2013
pociąg regio  

19 kwietnia 2013
machanie włosami   

19 kwietnia 2013

w pracy dzis masakra jakaś…. beznadziejna sytuacja na zebraniu. jedna ogólna, jedna personalna moja. oj, dostanie mi sie za to, co wygarnęłam podejrzewam, ale trudno, mam to w tyłku.

19 kwietnia 2013
nauczanie zintegrowane    

20 kwietnia 2013

Gres i meble na balkon kupione.  

21 kwietnia 2013
Bardzo pracowita niedziela.
Łącznie z tym, ze sama naprawiłam zmywarkę.

Nastepny tydzień też nie będzie należal do lekich…

22 kwietnia 2013
Długi i pracowity dzień.

Znów sie cos pi…rzy w systemie komputerowym. i oczywiście zero pomocy „z góry”.

22 kwietnia 2013
a w ogóle to mail    

23 kwietnia 2013
P ma biegunkę  dostała lek, juz jedna dawke podałam.
zmęczona … postanowiłam, ze nic już dziś nie robię, nic…
tylko cukier jeszcze zmierzę.

24 kwietnia 2013
P jakby troche lepiej. Zaraz nastepna porcja lekarstwa.
Dzis się „zemściłam” na G za okolice bożonarodzeniowe.  ależ on ma to spojrzenie. aż mi coś zalatało w żołądku  milutko, oj milutko. bardzo żałuję, ze sie ta współpraca skonczy niedługo, z nim i z obydwoma panami K…
stan permanentnego zmęczenia sie utrzymuje, choć dziś próbuję cos rozbić. dobrze, ze niedługo troszke wolnego. 

25 kwietnia 2013
Dziś od rana próbowałam nadrobic zaległości spowodowane lenistwem. Nieźle mi idzie, bo kontynuacja po powrocie z pracy.
Tonacja.
Potem do dentysty. Jak wrócę to pewnie już za duzo nie zrobię…. Odpocząć też trzeba, bo nie dociągnę do weekendu…

25 kwietnia 2013
bankowość i PITy  
mail    
jestem w siódmym niebie     

26 kwietnia 2013
Mogłabym dzisiejszy dzien podsumować spiewając „Tyle miłości”  
miło przekonac się, że uwielbienie jest wzajemne mimo tego co może niektórzy twierdzą.
poza tym M, A, P, P, K, K, D, K, A, W, I, A, E.  
cudnie. 
poza tym Jeff Pevar  
Heaven is near 
  

27 kwietnia 2013
Lewandowski! 

27 kwietnia 2013

potwierdzenie 

27 kwietnia 2013
Odgrzybiłam mieszkanie. już się nawet w miarę wywietrzyło.
zaraz może troche ogarnę, ale oszczędzając się, bo sił brak totalny…

27 kwietnia 2013
Ogarnełam domek. Zmęczyłam się. Poczytam, odpocznę. Obejrze ER.  

28 kwietnia 2013
praca i prasowanie, oto mój dzisiejszy dzień….
zrobie sobie SPA dla stóp.  

29 kwietnia 2013
To moje ciągłe zmęczenie jest podejrzane… Przecież nic takiego dzis nie robiłam – byłam w pracy. fakt, ze długo, ale co z tego? bywało dłużej… :/

30 kwietnia 2013
Przespałam 10 godzin.
I pół dnia ziewałam
Ale fajnie miec wolne…
Zrobiłam zakupy w sklepie ze zdrową zywnością, od razu po przyjściu poszła kanapka: prawdziwy chleb, prawdziwe masło, prawdziwy pasztet z soi i prawdziwa musztarda.
Potem zakupy na rynku. Kupiłam szpinak, młoda kapustę i ziemniaki, botwinkę, koperek, rabarbar i truskawki.
Szpinak juz zjadłam ;p
No i odpoczywać, odpoczywać….  

piątek, 9 marca 2018

Ostatnia (4)

02.05.2013


Rozdział czwarty „Ktoś tu zwariował”

Filip wstał powoli i podszedł do okna, na plecach czując spojrzenie Gośki. Wyjrzał dyskretnie przez okno. Dom stał.
- Gosiu… byłaś bardzo zajęta pisaniem, ale chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nie zauważyłaś przez ponad pół roku, że ktoś już mieszka w tym domu, a przez poprzednie pół, że ktoś buduje dom.
Goska odstawiła filiżankę z herbatą, wstała i podeszła do okna. Wyjrzała przez nie, odsuwając powoli firankę. Plac był  wciąż pusty, porośnięty chwastami, w których buszowały ptaki, koty sąsiadów i dzieciaki bawiące się w chowanego mimo zmroku.
- Filip… czy ty się dobrze czujesz, kochanie?
- Chcesz powiedzieć, że nie widzisz domu na tym placu?
- A ty widzisz?
- Tak! Bo on tam jest!
- Ale nie denerwuj się tak. Spokojnie, usiądź, porozmawiamy…
- Tu nie ma o czym rozmawiać! Tu trzeba dzwonić po lekarza!
- Ale chyba nie do mnie. To ty widzisz coś, czego nie ma.
- Nie, to ty nie widzisz czegoś, co tam jest!
- Filipie, o ile wiem halucynacje polegają na tym, że ktoś widzi coś, czego nie ma, a nie na odwrót. Poza tym jesteś tak zdenerwowany, że to najlepiej świadczy o tym, że coś jest z Tobą nie tak i sam to podświadomie czujesz. Czy coś się ci ostatnio stało, o czym mi nie powiedziałeś? Uderzyłeś się, albo coś? Chodź, usiądź na kanapie, uspokój się, a potem zadz… zobaczymy co dalej.
Filip usiadł posłusznie na kanapie i uznał, że najrozsądniej będzie na razie się zamknąć. Z Gośką było coś nie tak, a jego zdenerwowanie w niczym nie pomagało. Musiał wszystko przemyśleć, a do tego potrzebował czasu. Nie mógł działać za szybko, sprawa była bardzo poważna. Na razie przytulił się do Goski, upewniając ją, że wszystko jest w porządku.
- A może to ja zwariowałem? I faktycznie widzę coś, czego nie ma? – przez głowę przelatywały mu kolejne myśli. – Ale przecież na pewno jeszcze ktoś ich widział! W razie czego potwierdzi. Zresztą tak naprawdę wystarczy wyjść na ulicę i kazać Gośce dotknąć płotu. Na placu go nie było. Albo poprosić pierwszą lepszą osobę, która się pojawi, żeby potwierdziła, że ten dom tam jest.
- Filip?
- Tak?
- Od dawna ci się tak dzieje?
Filip poczuł, jak krew wręcz uderza mu do głowy. Opanował się całym wysiłkiem woli.
- Spokój – nakazał sobie. Powoli wyplątał się z jej objęć, jednocześnie starając się wciągnąć ją na siebie i zaczął całować po szyi. Sposób okazał się skuteczny. Za chwilę Gośka nie pamiętała już o żadnym domu, sąsiadach i zwidach, tylko gorączkowo ściągała z niego spodnie.

*       *        *
Filip leżał wpatrzony w noc. Gośka usnęła zaraz po tym, kiedy wymruczała mu do ucha, że jest najwspanialszym kochankiem świata. Taki był jego plan. Było mu teraz trochę głupio, że potraktował seks jako tabletkę uspokajająco – nasenną, ale musiał to wszystko przemyśleć, musiał mieć spokój.
W końcu zaczął coś ustalać. Rano – jakby nigdy nic. Miało to szanse powodzenia, zważywszy na przyzwyczajenia Goski i jej codzienny tryb wstawania z łóżka i siadania do pracy. Na wszelki wypadek  - plan B – gdyby tylko zaczęła zdradzać objawy, że chce rozmawiać o dzisiejszym zdarzeniu, powie jej, że…. No co jej powie? „Porozmawiamy później, kochanie”? czyli kiedy? Kiedy sprawdzę, czy to ja zwariowałem, czy ty?
Filip skrzywił się i odwrócił na drugi bok. Do kitu z takim planem. Musi jakoś ten poranek rozpracować, to najsłabszy punkt. Potem już pójdzie z górki – wyjdzie po zakupy. Najpierw pomaca własnoręcznie ten płot u sąsiada. Choćby to nie wiem jak głupio miało wyglądać. Potem zapuka do Zbyszka z pytaniem czy wie, gdzie można kupić najlepsze grabie, szpadle i inne takie. Zbyszek się zna, będzie pretekst. Potem oględnie rozpocznie konwersację na temat sąsiadów. Cos w stylu „mogliby coś z tym zrobić, nie?” i będzie obserwował reakcję, czy sąsiad pójdzie w kierunku „tak, strasznie ten plac zaniedbany” czy „tak, ale patologia nam się trafiła pod bokiem”.
To właściwie by wystarczyło, ale postanowił jeszcze poplotkować ze sprzedawczynią z pobliskiego sklepu. Na temat alkoholizmu sąsiada.
A potem… trzeba będzie odświeżyć znajomość z Włodkiem. Chyba już zrobił tą specjalizację z psychiatrii.

*       *        *

Gośka leżała z zamkniętymi oczami, oddychając głęboko i udawała, że śpi. Udawała już dziś coś trzeci raz. Najpierw, że wcale nie myśli już o problemie i chce się kochać, potem, że ma najwspanialszy orgazm świata, a teraz, że śpi. Nie podobało jej się to, nigdy dotąd nie oszukiwała w ten sposób Filipa, właściwie, jak dobrze pomyśleć, to w żaden sposób go nie oszukiwała do tej pory. Jasne, jakieś tam drobne białe kłamstwa, ale nigdy w poważnych sprawach. Wyglądało na to, że ta sprawa ją przerosła. Gośka po prostu nie wiedziała jak zareagować, wybrała ucieczkę, żeby potem wszystko spokojnie przemyśleć.
Leżała tak już chyba ze dwie godziny i myślała. Filip od czasu do czasu wzdychał i wiercił się, najwyraźniej nie spał. Ale nie potrafiła z nim porozmawiać. Trochę się go bała, skoro miał objawy jakiejś choroby psychicznej, ale przecież kochała go tak samo bardzo. Wszystko będzie dobrze, musi tylko przemyśleć, co zrobić.
Oczywiście, o pisaniu nie ma jutro mowy. Ale ranek musi przebiegać tak samo jak zawsze. Potem Filip pójdzie do sklepu, a ona znajdzie telefon do kolegi Filipa. Jakże on miał na imię… robił specjalizację z psychiatrii kiedy się ostatnio widzieli. Dawno temu to było. Ale cóż, sytuacja tego wymaga. Pewnie może nawet zmienił numer, ale to się zadzwoni na informację. Tylko jak on się nazywał… Przemek? Krzysiek? Grzegorz? Nie, Grzegorz, to przecież główny bohater. Swoją drogą, też jej pomysł przyszedł do głowy. Takie ładne imię dla takiego sukinsyna, molestującego własne dziecko. Powinien się Adolf nazywać. Ale charakterek jest udany. Dobrze by go zagrał Jack Nicholson… Trzeba będzie teraz poświęcić więcej uwagi córce, bo zniknęła jakoś w cieniu, a jej narkomania to taki wdzięczny temat. Może by tak na przykład przedawkowała w następnym rozdziale? Nie, to takie prozaiczne. A może odwrotnie, niech spróbuje na przykład poszukać pomocy u kogoś? O, to jest dobre! Tak, tak… ma dosyć matki obarczającej wszystkich winą za to, co sama sobie zrobiła i ukrywającej postępowanie ojca. Ma dosyć ojca z wiadomych względów. Ma anoreksję, ćpa, ale nie jest patologia w tej rodzinie. Robi to z bólu, to jej wołanie o pomoc. Tak, to jest właściwa droga. Zwraca się o pomoc do sąsiadów i wtedy….

Kogo wybrać

02.05.2012


„My theory is that we should just pick up people who are just a little bit less crazy than we are.”
Billy Chenowith,
Six Feet Under

„Ja mam taką teorię, że powinniśmy po prostu zadawać się z ludźmi, którzy są chociaż odrobinę mniej szaleni niż my sami.”
Billy Chenowith,
cytat z serialu „Sześć stóp pod ziemią”

Kayah "Bursztynowa wieża"

12.03.2012


W bursztynowej wieży jak księżniczka siedzi
piękny widok z okna ma
za miłość dawał wszystko
wszystko jest tak blisko
z okna widać cały świat
to co, że zza krat

Gdy on w srebrzystej zbroi
swoje demony goni
ona czeka chociaż wie
tak jak grzywy koni
w słodkiej lecz niewoli
ona też ozdobą jest

Lecz nocą gdy on zapada w sen
otwarte okno śni się jej
przez które wolna lecieć chce jak ptak

Gdy głos podniesie na nią
przeprasza swoją panią
karatem wielkim jak jej lęk
gdy podniesie rękę
to kupi jej sukienkę
i pereł tyle da
co łez

Lecz nocą gdy on zapada w sen
otwarte okno śni się jej
przez które wolna lecieć chce jak ptak
rozkłada swoje skrzydła, więc
i w czarną otchłań rzuca się
po to by w objęć jego siatkę spaść

Myśli kilka w temacie śliskim

05.10.2011

Rzadko wypowiadam się na tematy mniej lub bardziej polityczne (poprawne i nie), bo jestem jedną z tych osób, które od polityki raczej trzymają się z daleka. Ale czasem i mnie coś napadnie.
Trwa kampania, jak większość z nas wie. Mieliśmy już na początku akcję ze spotami niby-wyborczymi. Nic nie wiadomo, ale wszyscy wiedzą o co chodzi, nikt się nie „kampaniuje”, mówią przecież tylko o wnukach, no ewentualnie pokazują swoje dawno zdobyte okopy, wszystko politycznie poprawne. Na dodatek niestety zapadł potwierdzający to niby-wyrok.
Potem ruszyły spoty wyborcze. Takie para-spoty w naszej para-rzeczywistości na temat para-polityków. Niektóre pokazują, że Polska to kraj głupków, którzy sami nie potrafią znaleźć sobie pracy ani miejsca w świecie, chyba że im je pokarze Anioł Litości Nad Własnym Narodem. Inne pokazują, że Polska to jeden wielki plac budowy, trasa W-Z i Stadion Dziesięciolecia w jednym, podobieństwo zamierzone. Inne posługują się starą dobrą zasadą „obiecuj to, czego chcą ludzie”. Obiecywać należy oczywiście w odpowiedni sposób manewrując słowami, tak aby potem można było powiedzieć „chcieliśmy, ale to i tamto”.  Przykład : hasło wyborcze – benzyna za dwa złote, dzięki obniżce akcyzy. Potem powiedzą, że oni obniżyli akcyzę, ale sprzedawcy nie obniżyli cen. I dupa, jak zwykle i jak zwykle nie z ich winy. Podobają mi się te, które bezczelnie mówią „oni już byli” – przynajmniej szczerze, wiadomo, że ich jedynym celem jest dorwanie się do koryta.
Zastanawiałam się przez wiele tygodni, a potem miesięcy, jak długo polska polityka może jechać na jednej katastrofie. Okazało się, że spokojnie prawie pół roku. Karmiono opinię publiczną coraz to nowymi kwestiami, począwszy od teorii mniej lub bardziej spiskowych; poprzez krzyż, dzięki któremu parę osób miało szanse pojawić się na ekranach telewizorów; aż do rodzin smoleńskich na listach wyborczych. Och, pominęłam raport, chyba mam nadal na mózgu smoleńska mgłę. Wszak to najważniejszy dokument tego roku, co ja mówię, dekady. Już biję się w piersi, wołając głośno „RAPORT”!
Teorie spiskowe zaczynają powoli stawać się stałym elementem naszej rzeczywistości. Niektórzy potrafili z samobójstwa też takowe ukuć. Nie mówiąc o tym, że następnego dnia po tym nieszczęśliwym wydarzeniu miałam deja vu czytając, że ktoś już postawił przed siedzibą krzyż… a jak ostatnio sprawdzałam w Biblii, to tam nadal samobójstwo nie było pochwalane.
Po raz kolejny przekonuję się też, że historia jest najbardziej dynamiczną dziedziną nauki. Kiedyś o Powstaniu Warszawskim albo nie mówiono, albo ewentualnie wieszano psy na jego bohaterach, włączając ich do grona zaplutych karłów reakcji. Potem okazało się, że był to wspaniały zryw narodu walczącego o wolność naszą, a psy wieszano już tylko na siedzących na progu Rosjanach. Teraz, zgodnie z nową mentalnością narodową, była to narodowa katastrofa. Drugi Smoleńsk. W tym jesteśmy wszak dobrzy. Ciekawe czy jakaś partia polityczna weźmie się za rozliczanie powstania listopadowego albo styczniowego, za powstanie w gettcie lepiej się nie brać, Żydzi nie pozwolą pluć na swoich bohaterów .
Dochodzę też do wniosku, że właściwie specjaliści, sądy i dziennikarze to w naszym społeczeństwie zawody na wymarciu. Wszystko będą robić politycy, bo każdy problem można rozwiązać w komisji do spraw. Sprawa zostanie dogłębnie zbadana, wyrok zostanie wydany, a po drodze zostanie popełnionych kilkaset artykułów, pamfletów, wypowiedzi ustnych i scenek rodzajowych. Eksperci będą potrzebni do złożenia podpisu, sędziowie do walnięcia młotkiem, dziennikarze do włączenia mikrofonu.
Ekonomia okazuje się nie przestała być podległa polityce wraz z zakończeniem planu sześcioletniego. Teraz politycy głaskali po głowach wszystkich ufrankowionych obywateli naszej RP, zapewne w nadziei na dodatkowy papierek w urnie. Ciekawe, że nikt się nie litował nad tymi uzłotówkowanymi, jak podnoszono stopy procentowe. No tak, nie było wyborów na horyzoncie. W sama porę zaszalał frank dając politykom pole do popisu, jak ulżyć biednym obywatelom.
Rzeczywistość nieco alternatywna wspierana jest przez tony ulotek, które codziennie wyciągam ze skrzynki. Czy ktoś ją jeszcze rozumie, czy już tylko wszystkich ogarnia pusty śmiech?