sobota, 21 kwietnia 2018

Marzec 2014


1 marca 2014
ozywienia brak i nie przewiduję go do czwartku. oczywiście to jest wersja hiperoptymistyczna.
w związku z tym zmodyfikowałam troche plany – nie ma sensu brac wolnego w przyszłym tygodniu.
A sie całkiem nie odzywa, mam nadzieję, ze to z powodu nawału roboty w Wawie.
dziś przychodzi do mnie A i M. podjęłam próbę kolejną. od rana mam wahania nastroju – raz sobie wymyślam od idiotek „po co Ci to”, a potem stwierdzam, ze teksnię za nią. wydaje mi się, ze ja teksnie za taka A jaką była kiedyś. a to co jest teraz mnie nieco odrzuca. cholera, czy ja sie też tak zmieniłam jak prawie wszyscy w moim otoczeniu? może inni tez na mnie tak reagują?…. anyway – mam pozytywne nastawienie, mam zamiar miło spędzic wieczór i mam zamiar akceptowac ja taka jaka jest i przypominac sobie te wszystkie jej wspaniałe cechy, które sprawiły, ze sie zaprzyjaźniłysmy te milion lat temu…
kolano mnie tak boli, że zaraz bede miesem rzucać. albo sobie nim obłoże wyżej wymieniona część ciała. ale to chyba smoczym mięsem by trzeba, a w miesnym na rogu nie mieli
byłam na nordiku z mamą. nawet już po 15 minutach przestała. muszę się jakos bronić.


1 marca 2014
no i było całkiem fajnie
A nadal milczy, zaraz do niego napiszę.

a potem Clone Wars  

2 marca 2014
wczoraj do północy oglądałam Ellen. usmiałam się do łez, a przy okazji ona poruszyła we mnie niespodziewane struny… She’s hot, krótko mówiąc

dziś odwiedziny mamay, potem troche pracowałam, obiad, zajęłam się swoimi zaniedbanymi stopami. teraz pomalowałam paznokcie, ogarnęłam się internetowo i tęsknię za jakąś silna osobowością. albo House albo Anakin 

3 marca 2014
dziś w pracy fajnie, zadowolona byłam.
tyle że są zapóźnienia w wypłacie, a ja bez kasy…
dzień oczyszczania przebiega bez problemu głównie ze wzglądu na to, że znów mnie brzuch boli i mam biegunkę, więc nie mam ochoty na żadne jedzenie…. :/
tempo działań wszelakich nadal wolne

 4 marca 2014
przelali częśc kasy
dziś w pracy też efektywnie i w porządku
dietę trzymam: dziś 250kcal, z czego jeszcze 60 mam do wykorzystania
tyle że zimno, cholera, i mnie i po prostu na zewnątrz.
napisałam dzis do paru osób towarzysko – dawno mi się to nie zdarzyło.
chyba wejdę do wanny z wrzątkiem 

 5 marca 2014
znów padam…. nie wiem co jest… :/

6 marca 2014

zrobiłam co niezbędne i zlewam wszystko inne

7 marca 2014

Skunk Anansie  

7 marca 2014

Serce mnie dziś boli….

7 marca 2014

I see dead people  

 8 marca 2014
20 minut  

9 marca 2014
weekend tak pracowity, że nie chce mi sie nawet nic pisać
na dodatek dzis mnie głowa boli
w sumie jej sie nie dziwie

pomysł wzięcia troche wolnego coraz  bardziej mi sie podoba

10 marca 2014
masakra normalnie
w pracy ledwo nogami powłóczyłam
P po wecie rzygała przez półtorej godziny co 10min.
wszystko mnie boli

Dzień Mężczyzny zrobiłyśmy naszym chłopakom. Fajnie wyszło.

 11 marca 2014
lepiej
P całkiem lepiej
ja sporo lepiej
w pracy nie umierałam
poszłam do lasu
ogarnełam dom i inwentarz
ugotowałam kapuśniak
poczytałam
więc jest lepiej
mam nadal wstręt do niektórych rzeczy ale to po prostu tego na razie nie robię i tyle

12 marca 2014
trzymam się ale nie wiem, czy nie popełniłam jednak błedu, może trzeba było zrobic sobie wolne…

13 marca 2014
jakoś ciągnę ten wózek, ale w zasadzie niewiele robię, wegetuję bardziej, dnia na dzień, zasypiam non stop….
może w weekend zrobię zmiane planów…

14 marca 2014

padam…..

16 marca 2014
ułozyłam nowy plan dnia
myslę jeszcze o tym, żeby plan diety jednak ułozyć i sprobowac znów…

szykuje prezent dla M  

17 marca 2014
wprowadzam w życie nowy plan. wcale nie jest jakis jak widze bardzo luźny, bo oto jest prawie 18 a ja dopiero koncze zaplanowane rzeczy za jakies pół godziny i wtdy sobie poczytam i sie wykapię…. no ale przynajmniej sie to powoli i bezstresowo odbywa.
nadal mnie wszystko boli. może to troche ta pogoda. zab tez mi troche dokucza. i głowa boli.
kasy na koncie nie ma.

jak ja mam wszystkiego dosyć….prawie skończyłam prezent dla M. 

 18 marca 2014
dzisiejszy dzień się zaprezentował całkiem nieźle.
byłam na basenie
jestem juz całkiem obrobiona niexle, ostatnie przegladania internetowe i zaraz będe mogła sobie cos włączyc do odpoczywania i coś zjeść
może być  
19 marca 2014
dziś byłam w delegacji „na imieninach”. dobrze, ze tam bylismy, organizatorzy dziękowali nam chyba ze trzy razy.
trochę dziś nie miałam siły na dietę….

tęsknota we mnie dziś uderzyła…. to juz półtora miesiąca….  

21 marca 2014
wczoraj jakoś nic nie napisałam… dzień był niezły, zakupy zrobiłam, potem zajęłam sie swoja twarzą, robiąc milion zabiegów, poczytałam.
dziś w pracy bardzo efektywnie.

a teraz pisze teksty.

21 marca 2014

mail    

21 marca 2014

Odwrotnie  

22 marca 2014
P sobie w nocy uszkodziła nogę. po 8 już byłyśmy u weta. dostała dwa zastrzyki przeciwzapalne i zestaw witB. na razie nie jest niestety lepiej. staram się powtarzac sobie, że przeciez się to nie zaleczy w ciągu kilku godzin….
byłam na Nordiku.
obiad. od pon trzeba wrócic na dietę.
uruchomiłam balkon.

musze popracować a jak mi się nie chce to szok….bo mi się juz generalnie nie chce pracować…

22 marca 2014
mundurki  

22 marca 2014

papier toaletowy  

22 marca 2014
tęsknię, oj tęsknię
dobrze

cieszę się, że wracam 

23 marca 2014
głowa mi peka i chyba zaraz peknie. juz wziełam tabletkę.
noc była cięzka, ale chyba P troche lepiej.
u mamy nastapił powrót do starych tematów.

tęsknię i dobrze mi z tym. 

24 marca 2014
cholery mozna dostać… szefostwo skupiło na mnie swoje wrzaski za piątkowe niemoje przestepstwo… na dodatek walneła mi dzis w łeb wiadomoscią o nadchodzacym zwiekszeniu moich obowiązków…
P ma cukry ponad normę. i zatwardzenie. nadal kuleje.
generalnie to dzis tylko strzelic sobie w łeb….

który nawiasem mówiąc nadal mi peka, więc może strzelac nie potrzeba wcale…

25 marca 2014
ogólnie jest do dupy…

27 marca 2014
jest tak sobie
P wyniki nadal dośc wysokie
w pracy to juz jest taki wk…w u wszystkich, ze głowa mała. postanowiłam przelać kasę na kurs i iśc w czasie urlopu zdobyc inny zawód. bo doprawdy nie wiem jak długo tu sie da wytrzymać.
E poradziła mi jeszcze wczoraj wziąć urlop. tez jest to jakas opcja.
pokaz dość udany, aczkolwiek bywały lepsze.
za to : mail   
drugi dzień diety. wczoraj zjadłam 100kcla, dziś zamierzam 200kcal. jeszcze wieczorem kubek barszczyku na mnie czeka. zimno mi generalnie, ale poza tym – nie jest źle. zwłaszcza, ze dziś to juz praktycznie mam trzy posiłki 

ide sobie poleżej w pianie i pomarzyć…. wiadomo o czym… a raczej o kim…. 

 28 marca 2014
znów podpadłam w robocie
zmęczona
wytrzymuje z dietą, ale juz jest cięzko. jutro bede mogła zjeśc 300kcal
spaaaaać

29 marca 2014
obudziłam się o 5.55… więc wstałam, zmierzyłam P cukier i zaczełam się kręcic po domu.
popracowałam, ogarnełam.
zjadłam niezłe sniadanie: jajko na miękko, mleko, słatka pomidor+ogórek+szczypiorek.
niedługo ide na nordik. mam nadzieję, że tam nie padnę, bo jednak trochę osłabiona jestem…
ale opłaca się – widac skutki jak sie na wage wejdzie 


30 marca 2014
a ja juz na nogach i od samego rana działam. trzeba wykorzystac fakt, że mam troche energii….
z samego rana wylałam z siebie troche jadu i żalu na temat swojej pracy
naprawdę coraz częsciej mysle, że chyba czas zmienic zawód… tylko przy tym bezrobociu to ….

P w miarę, powoli godze sie z myslą, że czeka nas życie cukrzyka…

31 marca 2014
jakoś przezyłam dzisiejsza promocję… ufff…..
miałam koszmarna noc i chyba dziś padne spac wczesnie. ze wszystkimi po kolei się kłóciłam, z mamą, że mi sprząta to co ja posprzątałam, z babcią, że pali po kryjomu, z naczalstwem o godziny pracy, a na koniec snu kazałam się zamknąc koledze, który komentował mnie w (dla niego) śmieszny sposób. i wtedy już budzik zadzwonił. uffff…
a mama zrobiła dziecku pierogi…. dietę szlag trafił…. chyba sobie w związku z tym budyń ugotuję.

Nasza story (4)


3 lipca 2014

 Po prostu czytelnik 

Autobus majestatycznie skręcił w lewo, wyginając się jak stonoga. Trochę nim zarzuciło i przytuliło do szyby. Mmmm, jaka chłodna i przyjemna…
Ostatni tydzień cały przeżył jak w gorączce. Ostatni tydzień? A nie ostatni miesiąc? Właściwie był w gorączce od ich spotkania, unosił się nad ziemią śpiewając „30cm ponad chodnikami”, dosłownie. W pracy podejrzanie się na niego patrzyli, ktoś tam chyba nawet rzucił jakiś żart, czy na loterii wygrał, czy może wieczór okazał się lepszy niż przewidywano? Zaśmiał się razem z innymi, w końcu mieli trochę racji, nawet nie wiedząc w jakim sensie.
Cały czas zastanawiał się, kiedy może znów do niej napisać. Nie, wróć, to nieprawda, zastanawiał się, kiedy może do niej napisać i poprosić ją o kolejne spotkanie – o, tak wyglądała prawda. Bo pisał do niej tak samo często jak zawsze, starał się tu nic nie zmieniać. Nie wyliczał oczywiście jak jakiś księgowy, więc może było tych maili trochę mniej, może trochę więcej, ale wciąż w normie. Ale krążyła mu pod czaszką natrętna mucha „kiedy ją znów zaprosić?” Walczył, walczył, a potem wreszcie znalazł sposób, żeby się zamknęła. On sam przecież nie chciał, żeby następne spotkanie było za szybko, unosił się jeszcze na fali tamtego. Czekanie na miodek jest tak samo przyjemne jak jedzenie miodku. Uśmiechnął się na tę myśl, stary chłop, a Kubusia Puchatka cytuje. Cóż, kiedy to najlepsza życiowa prawda.
Więc czekał już spokojniej, rzucał dowcipy, opowiadał coś, skakał pod sufit niemalże z powodu odpowiedzi. Rzadko przychodziły, ale ich częstotliwość też w sumie na razie mu odpowiadała. Czasem tylko siedział przed ekranem i myślał „kurcze, nic nie przysłała, tęsknię za jej mailami”.
Aż tu nagle tydzień temu przeglądając rutynowo sieć znalazł zawiadomienie, że będzie miała spotkanie autorskie, całkiem blisko. Będzie czytać swoje wiersze, odpowiadać na pytania, będzie można kupić jej książki. Cóż, książki miał wszystkie, tę najnowszą też, w połowie już ją umiał na pamięć, szczerze mówiąc. Ale zaświtała mu myśl, od której już nie mógł się opędzić: zobaczyć się z nią, ot tak, po prostu jak jeden z czytelników. Przecież nim był, do diabła! I to wiernym!
Przyjechał dwie godziny wcześniej, rozpalony, w gorączce, nie wiedząc tak naprawdę, co ze sobą zrobić. Przez kilka dni wbijał sobie do głowy, że jedzie tylko ją zobaczyć i posłuchać.  Że najwyżej podejdzie powiedzieć jej kilka słów, uścisnąć rękę. Że ma sobie nie wyobrażać za dużo. To ostatnie było nieosiągalne, więc w końcu poddał się, wymarzył sobie wszystko, co tylko mu przyszło do głowy, i zakrył pokrywką. Marzenia ok, ale rzeczywistość trzeba mieć przed oczami. Przez moment miał ochotę podejść do stolika i zaproponować swoja pomoc przy układaniu jej książek na sprzedaż. Zrezygnował. Bał się, że jak ona go zobaczy w takiej roli, to poczuje się osaczona. Dlatego też w ostatniej chwili napisał jej, że będzie na tym spotkaniu, żeby nie myślała, że ją ściga potajemnie.
Usiadł więc sobie bezpiecznie w trzecim rzędzie, pośrodku, żeby dobrze i z bliska ją widzieć. To były magiczne chwile, kiedy słuchał jak z humorem opowiada o swoim życiu, jak pięknie czyta swoje poezje, jak się uśmiecha. Ma taki piękny uśmiech, powinna się uśmiechać cały czas, wtedy i jej oczy robią się ciepłe. Mógł patrzeć na nią godzinami, śledził każdy jej gest. Miał nadzieję, że ona nie czuje tego na skórze, a jeśli czuje, to że odbiera to jak delikatny dotyk kogoś, dla kogo wiele znaczy i że jest to dla niej też miłe. Bardzo czepiał się tej nadziei, bo cały czas gdzieś w podświadomości obawiał się, że sprawia jej swoją adoracją przykrość, że często ona ma już go dosyć, że najchętniej by go zablokowała na koncie. Z trudem wyciągał się z takiego stanu wspominając coraz liczniejsze przecież dowody, że tak nie jest. Może nie był jakoś jej wielce miły, ale chyba też nie był czymś, co Anglicy trafnie nazywają „pain in the neck”. Czasami zamieniając szyję na inną część ciała.
Na zakończenie spotkania ustawił się grzecznie w kolejce ludzi czekających na autografy. Uśmiechnęła się, kiedy zauważyła go przed rozpoczęciem, więc nabrał odwagi.
- Jak się podobało? – zapytała zanim zdążył otworzyć usta.
W zasadzie chyba jednak zdążył otworzyć usta zanim zapytała, bo tak mu zostały na jakiś czas. Miał przygotowane, co jej powie, ale nie spodziewał się, że ona go pierwsza zagadnie.
- Bardzo – wykrztusił i zdzielił się w myślach po głowie. Przypomniał sobie jak siedział rozmawiając z nią godzinę przy kawiarnianym stoliku i odzyskał mowę.
W zasadzie to teraz był z siebie dumny. Powiedział, co chciał powiedzieć, zapytał, o co chciał zapytać, a przecież kiedy w okolicy byli inni ludzie, zazwyczaj siedział cicho i rzadko coś potrafił z siebie wydusić. Czego to człowiek nie zrobi, jak czuje, że inaczej będzie się musiał pożegnać ze swoim marzeniem.
Wyciągnęła do niego rękę na koniec. Poczuł się napełniony szczęściem po czubek głowy, dziwił się, że nie trysnęło górą jak z fontanny.
Zaczekał gdzieś w oddaleniu aż się pozbierają i odjadą. Już nie chciał, żeby go widziała, ale chciał jeszcze choć chwile wspominać piękne godziny mając ją w zasięgu wzroku.
Autobus skręcił w prawo i odrzucił go od chłodnej szyby. A, co tam. niech mu gorączka w głowie płonie, ma powód. Znów będzie się unosił ponad chodnikami. A potem się pomyśli. Przyszłość nagle wydaje się tak pełna możliwości.

piątek, 20 kwietnia 2018

The Green Monster

24.10.2013

„Zazdrość nie zaczyna się od jakiegoś człowieka i nie kończy na nim. Zaczyna się od powietrza, którym oddycha ukochany człowiek i nie kończy się nigdy. Nawet w momencie śmierci tego drugiego.”

Erich Maria Remarque „Nim nadejdzie lato”

Coldplay „Rush of blood to the head”

16.12.2013

He said, "I'm gonna buy this place and burn it down
I'm gonna put it six feet underground"
He said, "I'm gonna buy this place and watch it fall
Stand here beside me baby in the crumbling walls"
"Oh I'm gonna buy this place and start a fire
Stand here until I fill all your heart's desires
Because I'm gonna buy this place and see it burn
And do back the things it did to you in return"
He said, "I'm gonna buy a gun and start a war
If you can tell me something worth fighting for
Oh and I'm gonna buy this place, that's what I said
Blame it upon a rush of blood to the head"
Honey, all the movements you're starting to make
See me crumble and fall on my face
And I know the mistakes that I made
See it all disappear without trace
And they call as they beckon you on
They said, "Start as you mean to go on
Start as you mean to go on"
He said, "I'm gonna buy this place and see it go
And stand here beside my baby watch the orange glow
Some'll laugh and some just sit and cry
You just sit down there and you wonder why"
"So I'm gonna buy a gun and start a war
If you can tell me something worth fighting for
And I'm gonna buy this place, that's what I said
Blame it upon a rush of blood to the head, oh to the head"
Honey, all the movements you're starting to make
See me crumble and fall on my face
And I know the mistakes that I made
See it all disappear without trace
And they call as they beckon you on
They say, "Start as you mean to go on
As you mean to go on, as you mean to go on"
"So meet me by the bridge, meet me by the lane
When am I gonna see that pretty face again
Meet me on the road, meet me where I said
Blame it all upon a rush of blood to the head"

Dawno temu w odległej galaktyce (1)


29.12.2012

Tę frazę zna każdy miłośnik Gwiezdnych Wojen i wiele wiele osób, które nie darzą tego fenomenu żadnymi uczuciami. Ja jestem zdeklarowanym fanem tej odległej galaktyki w każdej formie: filmu, serialu, książek itd. Właśnie z powodu książek powstaje dzisiejszy wpis. Saga „Republic Commando” zmieniła moje spojrzenie na wiele rzeczy (o czym może jeszcze kiedyś)  i sprawiła, że postanowiłam poznać bliżej Mandalorian. Zapraszam Was w podróż do ich świata.
Część 1 - Historia
Mandalorianie lub Mando'ade (w języku Mando'a) to oparty na zasadach klanowych wielorasowy lud. Od idei walki jako sposobu pozyskiwania honoru do pomysłu zdobywania pieniędzy w ten sposób, Mandalorianie przebyli długą drogę bo istnieli dłużej, niż nawet Stara Republika. Wywodzą się z wymarłej przed powstaniem Republiki szaroskórej rasy Taungów, wojowników z Coruscant, którzy walczyli swego czasu o dominacje na tej planecie. By atakować swoich wrogów wykorzystali katastrofę naturalną, która nawiedziła planetę – wybuch wulkanu. Popiół unosił się w atmosferze planety przez dwa lata, a Taungowie nazywali się wtedy Dha Werda Verda, czyli Wojownikami Cienia. Kiedy Taungowie ostatecznie przegrali wojnę i zostali wygnani poza Coruscant, dotarli na Zewnętrzne Rubieże gdzie osiedli.
Po kilku tysiącleciach, Taungowie podbili odległą planetę, którą na cześć swego przywódcy, Mandalora Pierwszego, nazwali Mandalorą, a samych siebie poczęli nazywać Mandalorianami. Z czasem stworzyli bardzo ścisły kodeks honorowy, system wierzeń i zasad i w ten sposób narodziło się ukierunkowane militarnie społeczeństwo. Już wtedy wielu uważało ich za najlepszych wojowników w galaktyce, zarówno dzięki ich niezwykle skutecznym taktykom, jak i umiejętnościom i nowoczesnej technologii militarnej.
Z czasem oryginalni Taungowie zaczęli wymierać, ale pozostawili po sobie bogatą spuściznę. Mandalorianie zaczęli nosić skuteczne i wytrzymałe zbroje, których hełmy z wizjerami w kształcie litery T, wzorowane w pewnym stopniu na fizjonomii Taungów, stały się cechą charakterystyczną wojowników. Około 4000 BBY ( Before the Battle of Yavin – przed bitwą o Yavin) Mandalorianie rozpoczęli wyprawy wojenne, pod kolejnymi władcami i z róznym skutkiem, jednak nawet jeśli przegrywali w danym momencie, nigdy nie upadli jako organizacja, jako naród.
Pod wodzą Mandalora Ostatecznego zaczęli atakować pogranicza przestworzy należących do Starej Republiki, nigdy jednak nie przekraczając tych granic. Podbijali kolejne cywilizacje, pustoszyli kolejne planety i stale rośli w siłę. Z czasem zebrali ilość zasobów i armię wystarczająco dużą, by dokonać ataku na samą Republikę, która do tej pory ignorowała ich, nieświadoma zagrożenia. Czoła stawiła im flota i armia Republiki, jednak był to w zasadzie jedynie zorganizowany odwrót. Niektórzy Jedi tamtych czasów nie mogli dłużej patrzeć na te ataki i siedzieć bezczynnie. Zebrali armię i po wielu walkach pokonali Mandalorian, w tym Mandalora Ostatecznego, na Malachorze V.

Niektórzy Mandalorianie, którzy przetrwali, zaczęli lekceważyć ważne dotąd kwestie honoru. Napadali na bezbronnych, wdawali się w walki, których nie mogli przegrać, a nawet posuwali się do ataków z ukrycia na wędrowców. Nie wszyscy Mandalorianie stali się jednak barbarzyńcami. Canderous z klanu Ordo zdawał sobie sprawę z tego, że godność Mandalorian zanika.Przybrał tytuł Mandalora i zaczął poszukiwać prawdziwych, jeszcze nie zdeprawowanych, Mandalorian po całej galaktyce. Postanowił zjednoczyć klany i przywrócić ich dawną chwałę. Wybrał księżyc Dxun, od dawna powiązany z Mandalorianami, jako główną siedzibę odrodzonej organizacji wojowników. Canderousowi udało się zebrać kilkunastu dobrych wojowników i pod ich okiem szkolić kolejnych.
W roku 3681 BBY wybuchła wielka wojna galaktyczna pomiędzy Imperium Sithów, a Republiką i Jedi. Przez pierwszą dekadę przewaga znajdowała się po stronie Sithów, jednakże po bitwie o Bothawui, podczas której Republika odniosła miażdżące zwycięstwo, rozpoczął się okres tryumfu drugiej strony. Sfrustrowane Imperium zaczęło szukać nowych sojuszników. W roku 3671 BBY członkowie imperialnego wywiadu udali się na Geonosis, gdzie odbywały się igrzyska gladiatorów. Wybierając potencjalnych zwycięzców, stali się ich menadżerami i sponsorami pozbywając się konkurencji. Gdy w końcu jeden z faworytów został mistrzem, udający widzów imperialni okrzyknęli go nowym Mandalorem. Mężczyzna przyjął tytuł i przy wsparciu Imperium zjednoczył rozproszonych Mandalorian tworząc nową armię i przystępując do wojny jako sojusznik Sithów. W roku 3661 BBY flota Mandalorian stworzyła blokadę na jednej z najważniejszych tras nadprzestrzennych łączących Zewnętrzne Rubieże i Światy Środka - Rimmańskim Szlaku Handlowym. Republika została odcięta od dostaw towarów. Zapanowała zapaść gospodarcza, głód i demonstracje. Republika nie mogła skutecznie bronić się przed Imperium. W tej sytuacji Jedi zaatakowali blokadę, jednak zostali pokonani. Dopiero rok później mirialańska przemytniczka Hylo Visz, razem z innymi szmuglerami i przy pomocy floty Republiki, zniszczyła zaporę. Armia Mandalorian poniosła poważne straty i wycofała się z wojny. Jakiś czas później Mandalor został zabity przez jednego z wojowników, który przejął jego tytuł.
W czasie nowych wojen Sithów Mandalorianie znaleźli się w ogniu walki między Jedi a Sithami. Wsparli Jedi, gdy ci chcieli pokonać przywódcę wyznawców Ciemnej Strony Mocy, zapewniając dywersyjny atak.
Z upływem czasu Mandalorianie zaczęli przekształcać się w organizację najemniczą, poszukując zarobku w galaktyce.W międzyczasie kwestie klanowe odeszły na dalszy plan. Po kilkuset latach doprowadziło to do chaosu w ich szeregach i sprawiło, że Mandalorianie zapomnieli o starych wartościach. Staliby się kolejną zwykłą organizacją pozbawionych honoru najemników, gdyby kolejnym Mandalorem nie został Jaster Mereel.
Mereel stworzył zestaw reguł, nazwany Kodeksem Superkomandosów. Regulował on zasady postępowania Mandalorian, sprawiając, że honor ponownie stał się jedną z najważniejszych dla nich wartości. Stworzenie kodeksu jednak, wraz z faktem, że Mereel nie był rodowitym Mandalorianinem (przyłączył się do organizacji już jako dorosły), nakłoniło pobudliwego wojownika imieniem Vizsla do stworzenia separatystycznego odłamu Mandalorian, Straży Śmierci. Po krótkim czasie organizacja ta odłączyła się od Prawdziwych Mandalorian i za cel obrała sobie dwie kwestie: zniszczenie Mandalorian i powrót do korzeni. Rozpoczęła się mandaloriańska wojna domowa.
Na Concord Dawn Straż zdziesiątkowała siły Mereela, lecz najlepsi z Mandalorian przetrwali, chroniąc się na polach należących do klanu Fett. Vizsla zabił całą rodzinę poza małym Jango, który przyłączył się do Mandalorian. Straż Śmierci usiłowała zgładzić Mandalorian, ale ci uciekli, a w zasadzce, którą później zgotowali, zginęli wszyscy członkowie Straży poza Vizslą. Przez całe lata Vizsla próbował odpłacić im pięknym za nadobne, tworząc kolejne spiski i organizując pułapki. Mandalorianie ostatecznie pokonali go - Jango wpadł bezpośrednio na Vizslę, jego towarzysze zostali otoczeni przez Jedi, doszło do bitwy, w której zginęli niemal wszyscy Mandalorianie (przeżył Jango, Silas i kilku innych wojowników).
Gdy Jango został zatrudniony przez człowieka zwanego Tyranus do projektu stworzenia Armii klonów i wziął wraz z Cuy'val Dar (swoimi wojownikami ocalałymi po bitwie) udział w ich programie szkoleniowym na Kamino, stworzył na dobrą sprawę nowych Mandalorian - armię żołnierzy-klonów. Gdy na Geonosis zginął Jango, a Cuy'val Dar pozostawali na Kamino, na dobrą sprawę właściwi Mandalorianie, jako armia najemników, przestali istnieć.
W tym miejscu właśnie zaczyna się akcja „Republic Commando”, o której wspomniałam na początku. Przedstawia ona klony, jakby to ująć poprawnie politycznie, nieco inne. Obdarzone własną wolą, dużą inteligencją i potrzebami, których na pewno nie spodziewaliby się ich twórcy. Wraz z grupa innych bohaterów, wśród których byli Mandalorianie, Jedi, ludzie z Corusant oraz przedstawiciele innych gatunków, tworzą oni swoje własne małe społeczeństwo, skupione na rodzinie, która wszyscy tworzą.
Po tej minimalistycznej recenzji (dodam jeszcze tylko nawiasem, że naprawdę warto przeczytać!!! ) wracamy do historii.
Yuuzhan Vongowie, planując wojnę z Republiką,  zdawali sobie sprawę ze znaczenia Mandalorian w galaktyce, i faktu że o ile samodzielnie nie będą oni stanowić zagrożenia dla inwazji, to z pewnością nie będą łatwym przeciwnikiem do pokonania. Dlatego też zatrudnili  jeszcze przed początkiem inwazji większą grupkę Mandalorian, aż w końcu zaprosili Mandalora, Bobę Fetta w odpowiednie miejsce przestrzeni, gdzie pokazali mu i jego przybyłym towarzyszom flotę Yuuzhan i wyjawili jakie mają oni plany dla Galaktyki, a także jaką w swoim dziele przewidzieli rolę dla Mandalorian. Boba Fett orientując się, że obietnica nietykalności dla sektora Mandalory jest niewiele warta, ale sami nie są w stanie walczyć z najeźdźcą, zgodził się oficjalnie na współprace z najeźdźcą, od samego początku jednak planując zdobyć o nim tyle informacji wywiadowczych ile się da, i przekazywać je Nowej Republice.
Mandalorianie po stronie Yuuzhan walczyli w 25 ABY (After the Battle of Yavin – po bitwie o Yavin) w kilku bitwach, wiadomo jednak,  że w 29 ABY Yuuzhanie zorientowali się w podwójnej grze Mandalorian, i w ramach zemsty zaatakowali Mandalorę, i choć zostali odparci przez siły obronne to zadali mieszkańcom planety ogromne straty. Już po ataku na Mandalorę, w końcowej fazie konfliktu Mandalorianie mogli otwarcie walczyć z najeźdźcą, co też czynili pod dowództwem Boby Fetta.  
Podczas drugiej galaktycznej wojny domowej Mandalorem pozostawał Boba Fett, który to w wyniku splotu wielu okoliczności, w tym poznaniu swej wnuczki, powrócił na Mandalorę i zaczął jednoczyć mandaloriańskie społeczeństwo. Najbardziej kluczowymi wydarzeniami dla Mandalory było z pewnością Spotkanie Mandalorian w hali MandalMotors, w wyniku którego Boba wezwał do powrotu na Mandalorę dwa miliony ziomków, oraz wynikające bezpośrednio z tego, ale dość przypadkowe odkrycie przez jednego z powracających Mandalorian nowych złóż Beskaru, dzięki którym Mandalora znów stała się ważnym w galaktyce graczem.
Cdn…