niedziela, 25 lutego 2018

Dzień Nowego Roku

03.09.2011


Wszystko jest ciche w dniu Nowego Roku
Świat w bieli chowa się
Pragnę być z Tobą, być z tobą w noc i w dzień
Nic się nie zmienia w dniu Nowego Roku
W dniu Nowego Roku

Znów będę z tobą
Znów będę z tobą

Pod krwistoczerwonym niebem
Zebrał się tłum w czerni i bieli
Spletli dłonie, wybrańcy
Tytuły w gazetach mówią, mówią
Mówią to prawda, to prawda
Możemy dokonać przełomu
Choć rozdarci
Możemy być  razem.

Zacznę znów
Zacznę znów

Och, może już nadszedł właściwy czas
Och, może dziś w nocy

Znów będę z tobą
Znów będę z tobą

Powiedziano nam, że to złoty wiek
A złoto jest powodem prowadzenia wojen,
Chociaż chcę być z tobą
 Być z tobą noc i dzień
Nic się nie zmienia w dzień Nowego Roku
W dzień Nowego Roku
W dzień Nowego Roku

Tytuł oryginału : "New Year's Day"
Autor : U2

W zaklętym kręgu głupot

14.10.2011

Osoby o słabych nerwach proszone są o nieczytanie tego tekstu. Dziś zaglądamy do Księgi Sędziów, a tam jak nie zdrada, to głupota, jak nie gwałt, to wojna, krótko mówiąc: urok, ból głowy, sraczka i przemarsz wojsk.
Spora część treści tej księgi to wojna. Zajmowanie miast, wyżynanie mieszkańców, grabież mienia itd. chcecie próbkę? Ależ proszę – ale na waszą odpowiedzialność. „Z kolei i pokolenie Józefa udało się ku Betel, a Pan był z nim. Pokolenie Józefa posłało najpierw wywiadowców do Betel - a nazwa tego miasta brzmiała niegdyś Luz. I spotkali wywiadowcy człowieka wychodzącego z miasta. Wskaż nam wejście do miasta - powiedział do niego - a okażemy ci łaskę. Ten wskazał im wejście do miasta, a oni wycięli ostrzem miecza miasto, tego zaś człowieka wraz z całą jego rodziną wypuścili na wolność. Udał się więc ten człowiek do ziemi Chetytów, gdzie zbudował miasto, któremu dał nazwę Luz, i nazwa ta istnieje aż do dnia dzisiejszego.” Albo : „Neftali nie wypędził mieszkańców z Bet-Szemesz ani mieszkańców z Bet-Anat i mieszkał wśród Kananejczyków zajmujących tę ziemię. Jednakże mieszkańcy z Bet-Szemesz i Bet-Anat zostali przeznaczeni do robót przymusowych na jego korzyść. Amoryci zaś wypchnęli synów Dana na góry i nie pozwalali im zejść do doliny. Amoryci trzymali się więc w Har-Cheres, Ajjalonie i w Szaalbin, lecz kiedy zaciążyła ręka pokolenia Józefa, wykonywali roboty przymusowe.” I najlepsze: „Odeszło więc owych pięciu mężów i przybyli do Lajisz, gdzie ujrzeli lud tam osiadły, mieszkający bezpiecznie na sposób Sydończyków, spokojny i ufny, gdyż nie było nikogo, kto by napadał na ich ziemię ani się pokusił o ich królestwo. W dodatku Sydończycy byli daleko i nie utrzymywali żadnych stosunków z Aramem. Wrócili więc do swoich braci, do Sorea i Esztaol, a ci zapytali ich: Cóż nam przynosicie? Wstańcie, a wyruszymy przeciwko nim - rzekli - widzieliśmy bowiem ziemię, która jest bardzo dobra. Czemu siedzicie tu nie dbając o nic? Nie wahajcie się wyruszyć, aby zdobyć tę ziemię. Gdy tam dotrzecie, znajdziecie lud bez obrony i ziemię przestronną.” Nie ma to jak napaść na bezbronnego…
Przez cały czas czytając tą księgę ma się wrażenie, że głupota bohaterów nie ma granic i że jest się w jakimś zaklętym kręgu. Można byłoby to skrótowo powiedzieć tak: bogobojni, nie bogobojni, nie bogobojni , nie bogobojni, bogobojni , nie bogobojni , nie bogobojni, , nie bogobojni , bogobojni , nie bogobojni, nie bogobojni, nie bogobojni itd. Paru władców było do przeżycia, cała reszta – do odstrzału. Ot, na przykład było tak: „Umarł Jair i pochowano go w Kamon.  Potem znów zaczęli Izraelici czynić to, co złe w oczach Pana. Służyli Baalom, Asztartom, jak również bogom Aramu, Sydonu i Moabu oraz bogom ammonickim i filistyńskim, a opuścili Pana i nie służyli Mu. Zapłonął zatem gniew Pana przeciwko Izraelowi, wskutek czego oddał On ich w ręce Filistynów i Ammonitów. Trapili oni i uciskali Izraelitów, począwszy od tego roku przez osiemnaście lat, wszystkich Izraelitów, którzy mieszkali po tamtej stronie Jordanu w ziemi amoryckiej, leżącej w Gileadzie. Ammonici przekraczali także Jordan, aby walczyć z pokoleniem Judy i Beniamina i z rodem Efraima. Wielki ucisk spadł na Izraelitów. Wołali więc Izraelici do Pana w słowach: Zgrzeszyliśmy przeciwko Tobie, opuściliśmy bowiem Boga naszego, aby służyć Baalom. Rzekł wówczas Pan do Izraelitów: Kiedy Egipcjanie i Amoryci, Ammonici i Filistyni, Sydończycy, Amalekici i Madianici uciskali was, a wyście wołali do Mnie, czy nie wybawiłem was z ich ręki? Tymczasem wyście Mnie opuścili i poszliście służyć cudzym bogom! Oto dlaczego nie wybawię was więcej. Idźcie! Krzyczcie do bogów, których sobie wybraliście! Niechżeż oni was wybawiają w czasie waszego ucisku! Zgrzeszyliśmy - odpowiedzieli Izraelici Panu - uczyń z nami, co się wyda słuszne w oczach twoich, jednakże dzisiaj wybaw nas! I wyrzucili spośród siebie obcych bogów, których mieli, a służyli Panu. Wtedy nie mógł Pan dłużej znosić ucisku Izraela.” I tak bez końca. Nawiasem mówiąc, cierpliwość boska niewyczerpana zaiste do nich była… a może to już w ogóle nie miało nic wspólnego z Bogiem? Myślę, że on miał ich tak dosyć na tym etapie, że wcale już się nimi nie zajmował, a oni „z rozpędu” nadal przypisywali klęski gniewowi Boga (zamiast swej głupocie), a sukcesy odwróceniu boskiego gniewu (zamiast przypadkowi).
Potem mamy Samsona. Kto go wcisnął do Biblii wolę nie wiedzieć, ale za to jaką popularność facet zdobył – opowiadania, powieści, filmy, nawet operę na swój temat ma. Wszystko dlatego, że takie „wspaniałe” gusła odczyniał: zabił wrogów oślą szczęką („Znalazłszy więc szczękę oślą jeszcze świeżą, wyciągnął po nią rękę, uchwycił i zabił nią tysiąc mężów.”), dręczył zwierzęta („Samson odszedł, schwytał trzysta lisów, a wziąwszy pochodnie przywiązał ogon do ogona, a pośrodku między dwoma ogonami poprzyczepiał po jednej pochodni. Następnie podpalił pochodnie, a rozpuściwszy lisy między zboża filistyńskie spalił sterty i zboża na pniu oraz winnice wraz z oliwkami.”), korzystał z usług prostytutek („Następnie udał się Samson do Gazy, gdzie ujrzawszy nierządnicę, poszedł do niej.”) i nie znał się na ludziach („Dalila zrozumiawszy, że jej otworzył całe swe serce, posłała po władców filistyńskich z wiadomością: Przyjdźcie jeszcze raz, gdyż otworzył mi całe swoje serce. Przyszli więc do niej władcy filistyńscy, niosąc srebro w swoich rękach. Tymczasem uśpiła go na kolanach i przywołała jednego z mężczyzn, aby mu ogolił siedem splotów na głowie. Wtedy zaczęła go obezwładniać, a jego siła opuściła go.”).
Ostatni fragment, który chcę wam zacytować woła o przysłowiową pomstę do nieba, co w wypadku cytowania „świętej księgi” brzmi dość przewrotnie. „Tymczasem, gdy oni rozweselali swoje serca, przewrotni mężowie tego miasta otoczyli dom, a kołacząc we drzwi rzekli do starca, gospodarza owego domu: Wyprowadź męża, który przekroczył próg twego domu, chcemy z nim obcować. Człowiek ów, gospodarz domu, wyszedłszy do nich rzekł im: Nie, bracia moi, proszę was, nie czyńcie tego zła, albowiem człowiek ten wszedł od mego domu, nie popełniajcie tego bezeceństwa. Oto jest tu córka moja, dziewica, oraz jego żona, wyprowadzę je zaraz, obcujcie z nimi i róbcie, co wam się wyda słuszne, tylko mężowi temu nie czyńcie tego bezeceństwa. Mężowie ci nie chcieli go usłuchać. Człowiek ten zatem zabrawszy swoją żonę wyprowadził ją na zewnątrz. A oni z nią obcowali i dopuszczali się na niej gwałtu przez całą noc aż do świtu. Puścili ją wolno dopiero wtedy, gdy wschodziła zorza. Kobieta owa, wracając o świcie, upadła u drzwi owego męża, gdzie był jej pan, i pozostała tam aż do chwili, gdy poczęło dnieć. Pan jej, wstawszy rano, otworzył drzwi domu i wyszedł chcąc wyruszyć w dalszą drogę, i ujrzał kobietę, swoją żonę, leżącą u drzwi domu z rękami na progu.” Czy ktoś tu próbuje mi wmówić, że w oczach Boga, który stworzył kobietę i mężczyznę („Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”) właściwe było, że zapijaczeni faceci wydali jeden swoją córkę, a drugi swoją żonę na pastwę gwałcicieli i morderców, żeby ochronić swoje tyłki? No to się nie udało! Za to udało się mnie zdenerwować!
Cała ta Księga Sędziów ma tyle wspólnego z Bogiem, co … nawet brak mi porównania. Po prostu nie ma nic wspólnego – opowieści dziwnej treści, których obecność w Biblii dla mnie jest zbędna.

Jadalny

26.02.2012


Świat wygląda na jadalny
Nie widać tego co
Nadpsute
Spleśniałe
Czerstwe
Ukrywa coś pod chrupiącą skórką
Zwały bitej śmietany
Wisienka
I na pewno kwaśne winogrona
Boję się go nadgryźć
Nie można mieć świata i zjeść świata

Zamyśliłam się nad pieniędzmi

14.08.2012


Ludzie sobie życzą pieniędzy, ludzie chcą ich mieć jak najwięcej, ludzie chcą mieć tyle kasy, żeby nie musieć pracować. To chyba znaczy, że wybrali zły zawód i nie lubią swojej pracy…
Oczywiście, dobrze jest nie martwić się o to, za co kupić jedzenie czy zapłacić czynsz. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia, mam wrażenie. Obserwowałam. Ciągle było „więcej i więcej”. Bo jeszcze można mieć dom nad morzem. Jacht. Samolot.
Ludzie, którzy wygrali na loterii, mają przed sobą dużo kłopotów, tak myślę. Zaraz zjadą się jacyś krewni i znajomi, którzy potrzebują natychmiastowej pomocy. Pół biedy, jeśli naprawdę potrzebują. I jeśli to są krewni i znajomi. Trzeba zadbać o bezpieczeństwo swoje i rodziny. I trzeba nie zwariować. ;)
Co ja bym zrobiła, gdybym wygrała na loterii? Połowę od razu przeznaczyłabym na jakieś akcje charytatywne, wspomożenie mojego miasta, szpital, dom dziecka itp. Potem porozdawałabym tym ludziom w moim życiu, którym uważam, że dobrze byłoby pomóc. Jakąś część na pewno przeznaczyłabym na wspomożenie miejsca, gdzie pracuję – oj, przyda mu się. 
A dla siebie? Wycieczka na Wyspy Południowego Pacyfiku. Lot w kosmos. Fundusz emerytalny, żebym na starość się nie martwiła, że nie mam za co żyć – co jest możliwe przy obecnych układach. Odnowienie mieszkania. Założenie stacji radiowej i restauracji.
To ile musiałabym wygrać, żeby to zrealizować? J
Jest tylko jeden problem – ja nie grywam na loterii… ;P

sobota, 24 lutego 2018

Listopad 2012


1 listopada 2012
siedzę pod kocem
herbata
świeczka
Lista Nieobecności
oczywiście nie poszłam na cmentarz, nawet nie próbowałam. jak siedzę, popijam ciepłe i nic nie robię to jest w miare ok. jak tylko drgnę zaczynam kasłać gruźliczym kaszlem.
głosu juz nie mam jak Barry White. już tylko jak chory Kantereit ;p
troche mniej boli jak oddycham, ale do konca jeszcze nie moge nabrac powietrza, zreszta za często nie próbuję, bo kaszel rusza do ataku
ech
dobrze, ze jest Lista Nieobecności. pierwsza godzina cudowna.


1 listopada 2012
udział i wsparcie :)))))))))))))))))))

jestem w niebie. szkoda, że z zapaleniem płuc ;p

2 listopada 2012
trzeba było mi dziś rano iść do lekarza…
A przyniósł mi zakupy.
już się tak źle czułam, że zdecydowałam się wziąć ten antybiotyk, który czekał swojego szczęścia w apteczce. mam nadzieję, ze zadziała, bo jest masakrycznie….
poza tym musiałam wziąc tabletke od bólu głowy, bo też już nie wyrabiałam.
no ogólnie jest źle
a tu za chwilę Muzyka Ciszy, a ja w takim stanie, że nawet nie mam siły sie cieszyć….

ale mam nadzieję, ze przez te 45 minut jeszcze cos się zmieni na lepsze…

3 listopada 2012
gra jak z nut i nie wszystko da sie przewidzieć :)))))))))))))))))))
to wczoraj
dziś umieram
zamówiłam wizytę lekarza do domu
nie wiem jak wytrzymam do tej 15
trochę mnie podnosi na duchu fakt, że może przynajmniej przestanę myśleć o poniedziałku.
byle nie powiedziała „szpital”…
Markomania

5 listopada 2012
Chora.
Zgłoszę sie jak mi sie polepszy.

7 listopada 2012
Wyciągnęłam rękę i delikatnie zdjełam mu okulary.
- Co robisz? – zapytał.
- Twoja twarz jest jedną z tych twarzy, które okulary mają wpisane na stałe w wygląd, jak nos czy brodę. Ale nie ma tej cechy, charakterystycznej dla wiekszości okularników, że bez okularów jest brzydsza, jakby czegos brakowało. Twoja twarz jest tak samo piękna bez okularów. A na dodatek nabiera takiej rozbrajającej łagodności i bezbronności.
Spuścił oczy. Oczywiście. Rzucał mi teraz tylko krótkie spojrzenia i natyczmiast patrzył w dół. A ja nie mogłam sie napatrzeć na tę bezbronność.
Podniosłam rękę i przylożyłam mu ją do policzka. Obawiałam się trochę, że przekraczam granicę, ale z drugiej strony po tym, jak pozwolił rozebrać się z okularów – byłam prawie pewna, że sie nie wyrwie, nie odskoczy, ani fizycznie ani psychicznie. Nie byłam jednak zupełnie przygotowana na to, co nastapiło potem.
- Popatrz na mnie choć chwilę dłużej – poprosiłam szeptem, czując jednoczesnie jak się rozpływa cała moja chwilowa odwaga.
Podniósł oczy, wpatrzył sie we mnie na chwilę, która wystarczyła, żebym utoneła. A potem pochylił się i pocałował mnie.

 8 listopada 2012
dzis w ogóle nie mogłam sie dostac na swojego bloga.
chyba nadeszła ta chwile kiedy trzeba nacisnąć „ulepsz bloga”.
jak mi wszystko zniknie, to chyba kogos zamorduje ;p

15 listopada 2012
Jak widać, tydzień mnie tu nie byo. unowoczesnienie bloga trzeba brac w cudzysłów, mówiąc o nim. PRZEZ TYDZIEŃ NIE MIAŁAM DOSTEPU DO PANELU ADMINISTRACYJNEGO!!!!! niec nie mogłam napisac, nic zmienić. korespondencja z onetem nie przynosiła skutków. wreszcie dziś udało im się zlikwidować … cokolwiek to było i jestem. Ufffff.

Juz tez zdrowsza zdecydowanie, choć kaszlę nadal i jestem osłabiona. zejście do skrzynki pocztowej prawie się skończyło moim zejściem  

16 listopada 2012
Całkiem sprawnie mi juz idzie działanie w domu. Spróbowałam nawet dzis iśc do sklepu w sąsiednim bloku. To może nie był najlepszy pomysł… :/
za półtorej godziny ma byc lekarz. zdaje sie na to, co powie, jak powie do pracy to pójdę, ajk powie leżeć, to będe leżeć. wszyscy dzwoniący mówia mi, ze mam siedziec w domu, do całkowitego wyzdrowienia.

wszyscy dzwoniący, a K nie dzwoni. jakie to dziwne, tyle gadania, że mnie uważa za przyjaciółke i w ogóle, a teraz proszę, jakie szydło wyszło z worka. no ale cóż. nie będziemy sie przeciez przejmowac nieobytymi koszykarzami, jak mawiała Gabrysia Borejko. 

 16 listopada 2012
Już po wizycie. Mam jeszcze tydzień siedziec w domu. Ale jest juz całkiem dobrze, według lekarki przynajmniej 

17 listopada 2012
suszone pomidory w oliwie x 2 :))))))
poza tym nakład, klikanie i obecność :)))))
heaven is a place on earth. :))))
czy ten kaszel to sie nigdy nie skończy? ale jest jakis lepszy niż wczoraj. około 14 przyjdzie K po recepte i pójdzie mi do apteki. wczoraj dzwoniło/pisało chyba z 10 osób. do tej pory nikt oprócz K mi nie odmówił pomocy… po co ja się tak na tym skupiam? najwyraźniej mnie to boli. zdaje się, że uporządkuję tym razem z nią stosunki.

 18 listopada 2012
nadal nie moge sie odnaleźć na swoim blogu. obco tam i pusto… :/
dziś cały dzien prawie czytałam.
K dzielnie znalazła jakąs aptekę w której było moje lekarstwo i mi przyniosła. odwiedziny mamy. takie tam….
od jutra czas wziąć się za siebie.  zaczne od tego, ze spróbuję zacząc dzień o 7.45. 

 19 listopada 2012
Całkiem miły dzień. Wstałam według planu i zrobiłam całkiem soro. ale też odpoczywałam, nabierałam sił i czytałam.
opanowałam komentarze na blogu, wiem, ze musze zatwierdzić, wiem jak zrobic odpowiedź bez konieczności zachowywania sie jak obca na własnym blogu. zobaczymy

20 listopada 2012
Dziś też całkiem fajny dzień. Oczywiście nie ćwiczyłam, a sprzątanie zrobiłam metoda wyjątkowo szybką, ale poza tym – coraz lepiej mi idzie ogarnianie się.
nadal nie pisałam do K. bo nie wiem co. let it be, for now at least.
M dropped by.
kasa się prawie skończyła  

21 listopada 2012
Dziś też fajny dzień, choć może trochę za pracowity, bo teraz jestem zmęczona, a przecież lekarka kazła mi się oszczędzać.
byłam 10 min na dworzu.
posłałam M przepis na tajską zupę z dyni dla odmiany

22 listopada 2012
dziś zdecydowanie zwolniłam tempo. przez to nie zrobiłam połowy rzeczy, ale wale to. lekarka kazał mi sie oszczędzać, a po ostatnich dniach to wieczoram byłam tak zmęczona, jakbym 10h w kopalni przepracowała. z lekkim niepokojem myslę o poniedziałku….
piekna „Tonacja”.
komputer nadal wariuje. chyba zlokalizowałam źródło zakażenia – dysk I. zaczełam czym prędzej przenosic z niego wszystko co sie da. po pewnym czasie już sie tak rozhulał, ze musiałam zrezygnować, bo nic nie robiłam tylko włączałam kompa i czekałam kiedy się uruchomi, a on po chwili pyk myk i ciemno. resztę spróbuję jutro, choc będzie trudno bo jutro double shift. :)))
godzina :)))))
Steve :)))))

23 listopada 2012
pracowity dzień.
bylam tez na spacerku.
zapisy na naprawy    

24 listopada 2012
Jestem szczęsliwa.
Czuję kontakt.
Uwielbiam takie drobne odpowiedzi, małe słówka.
jestem szczęśliwa.
The world is my oyster.
Staram się nie interpretować, nie dopowiadac, nie wpadac w cielęcy zachwyt. Ale pozwoliłam sobie na to w tym „dialogu o godzinie” i to było takie miłe, takie słodkie.
Mam takie piekne imię. Widzę to dopiero teraz  Naprawde
„You only die once”.
H pojechała do domu
Czuję kontakt
Jest mi dobrze
Jestem szczęsliwa  

25 listopada 2012
wizyta u mamy.
praca.
komputer się popsuł. jutro jednak idzie do naprawy. pozyczyłam laptopa.
jutro pierwszy dzien do pracy po chorobie.

oszczędzac się!!

26 listopada 2012
pierwszy dzień pracy po chorobie mnie wykończył pod każdym wzgledem.

dobranoc.

28 listopada 2012
Ciężko jest. ledwo ledwo się wyrabiam. na dodatek nagromadzenie zaległości pzekroczyło moje najdziksze sny…  dobrze, że jutro krótko a potem wolne. wolne, k…. będe zaległości nadrabiać…. możeby się tak spiąć i wszystko zrobić? ale miałam iść z kotem na kontrolę, zakupy zrobić, Wszystkich Świętych wyświęcić… :(((

29 listopada 2012
ilość papierów zabranych do domu do zrobienia osiągnęła 6cm grubości…. :/ no cóż, trza bedzie się spiąć i zrobić. ideałem byłoby się tak spiąć, żeby zrobić wszystko…
ale nie mam zamiaru paść nad tym, więc plan – konieczność.

30 listopada 2012
Podrywa do podrygiwania  
chciałabym wygrać….
pracuję, według listy, robię przerwy, umieram…