sobota, 17 marca 2018

Czerwiec 2013


1 czerwca 2013
Znów mi się chce spać i chyba przedrzemię cały dzień…
dobrze, ze jeszcze półtora dnia weekendu….

2 czerwca 2013
spacer
lenistwo
łzy… z powodu P, która tak bardzo szybko sie starzeje… jestem już prawie pewna, ze nie widzi… ;(
wieczorem przyjdzie A.
jutro do pracy, uffff
urlop by sie przydał…

3 czerwca 2013
P jakby lepiej dziś z kręgosłupem i tak jakby oczami za mna wodziła.
W pracy bardzo dużo satysfakcji. Osobistej, bo czy innym się podobało to już jakby mniej ważne teraz. Dawno nie czułam tekiego zadowolenia z dobrze wykonanej roboty.
Znów burza, ale taka normalna.

4 czerwca 2013
Cyrki świata z ta pogodą, znów burza i leje. Ale dzis też normalna burza.
Niexle mi się dzis dzień poukładał, zakupy, sprzątanie, odpoczynek. Jeszcze mnie troche pracy czeka ale nawet nie myslę o tym ze wstrętem ;p
P całkiem całkiem, dalej wodzi oczami za mną, zjadła wątróbkę z takim apetytem, ze aż jej się uszy trzęsły.  a ja miałam szpinak z czosnkiem 



5 czerwca 2013
Zimno, cholerka.
W pracy straszne tempo dziś.
Chyba jestem zmęczona, bo zazyna mi się nic nie chcieć. Jeszcze z godzinkę i dam sobie spokój, jutro mam wolne – porobie co trzeba.
Przesłuchałam to nowe cudo. Duże rozczarowanie, tylko okładka wzbudza zachwyt. :/
chyba sie jutro wyśpię…. 


6 czerwca 2013
Pracowity dzień.
Wyspałam się.
Jeść mi sie chce.

Teraz lecę do okulisty. Jak mi to nie zajmie reszty dnia, to jeszcze może bym poćwiczyła tai chi…

7 czerwca 2013
Weekend…. nareszcie….
byle do urlopu…
a tu nawet robotę na weekend do domu przytachałam….

uffff….

8 czerwca 2013
uż zaczełam cos działać. Bedzie dobrze.
Mali     

wkrótce na obchody Dnia Matki i Dnia Dziecka 

 9 czerwca 2013
wczoraj obchody bardzo miło.
dzis była K – też w porządku.
od wczoraj nie moge nic opublikowac na blogu. znów się coś p…. na onecie… wrrrrr

10 czerwca 2013
P mi dziś znów zemdlała….
Zmęzona po dzisiejszym dniu, choc całkiem dobrze sie pracowało.
Jutro wolne, ha ha!!  

11 czerwca 2013
wolny dzień bardzo pracowity – przejrzałam tone papierów i zrobiłam porządki w pięciu strategicznych miejscach.
P lepiej.
Zaraz się wykapię z masażem. Ale fajnie będzie. 

13 czerwca 2013
Wczoraj w pracy jakas masakra. Milion papierów ja już, a najlepiej na wczoraj, milion głupich problemów, milion rzeczy do zrobienia. Wróciłam wściekła.
Dziś posżłam na nordik, a potem usiałowałam dojśc do ładu z papierzyskami.
Mam dość. byle do weekendu, a najlepiej do urlopu. 


14 czerwca 2013
Głowa mnie boli od paru dni non stop….
trochę ogarnełam w pracy.

weekend, uffff

15 czerwca 2013
Trochę popracowałam.
Zrobiłam wielki plan odchudzający na urlop. ale jak mnie tak głowa będzie bolała to g*** z tego będzie.
P dziś nieźle, choc w nocy dała czadu.
A ma kłopoty z P. Przynajmniej na moje oko tak to wyglada.

A ja tęsknię

16 czerwca 2013
dziś dla odmiany boli mnie brzuch…
czy to juz jest tez czas, ze jak sie obudze i mnie nic nie zaboli to znaczy, ze umarłam?
a jutro dzień w pracy nie wiem czy się skończy, czy może będzie trwał do wtorku…

w ogóle tydzien zapowiada się mocno pracowicie…


18 czerwca 2013
Ja już po prostu odpadam i nie daję rady,
wczoraj nie byłam w stanie nawet tu nic napisac.
byle do urlopu…
dzis troche odpoczełam, byłam na zakupach ciuchowych, poczytałam, pocwiczyłam według planu. niby jest dobrze, ale czuję, ze jutro po pracy będzie znów trup…
byle do urlopu…


 21 czerwca 2013
Normalnie nie wyrabiam.
A jeszcze ten upał.
Dobrze, ze już weekend…

tylko żeby trochę sie ochłodziło….

22 czerwca 2013
Na razie jest o tyle lepiej, że słonce nie pali, bo niebo jest zachmurzone. gdybyż tak zostao chociaż do konca dnia, jesli lepiej nie może być…

będę dzis czytać.

25 czerwca 2013

Chyba nie jest mi pisane schudnąć, chyba mam zostac takim małym wielorybem. Tak sie cieszyłam,z ę kilogram zrzuciłam, z esie ruszam itd. a teraz siedze w domu z mocno nadwyręzonym ścięgnem Achillesa. Koniec snów o potędze. Hemingway nie miał racji – stary człowiek nie może…

26 czerwca 2013
Noga lepiej. Nic dziwnego – po takiej ilości leków. Zaczełam kustykać. Ciekawe czy albo kiedy żołądek zaprotestuje. :/
Przyszła paczka książek
Niedługo odwiedzi mnie A.

 27 czerwca 2013
Bardzo miły był wieczór z A wczoraj. Choć teraz zastanawiam się, czy dostał ode mnie wystarczająco dużo wsparcia, czy nie za bardzo usiłowałam znaleźć winę w nim. Ech… chciałabym, zeby mu się ten problem rozwiązał…
dziś zaczełam się kręcic po domu i skutek jest taki, ze noga mnie bardziej boli. zaraz sie rozsiadam z nogą w górze i koniec!


28 czerwca 2013
Noga lepiej. Ściągnęłam sobie zestaw ćwiczeń, masaży na to ścięgno. Od wtorku zacznę. A na razie oszczędzam się, bo wczoraj najwyraźniej była to moja wina, że sie pogorszyło, za bardzo sie rozhulałam.
Rozpakowałam ksiązki.  Niezły zestaw.
Postanowiłam też zapisać się do biblioteki. Jak już będe mogła chodzić ;p


29 czerwca 2013
noga dzis dziwnie, bo boli jak nic nie robię….
staram się odpoczywać.

doszłam do wnioslu, że jestem tak zmęczona, ze nawet odpoczywac nie mam siły…

piątek, 16 marca 2018

Ostatnia (6)

13.10.2013


Rozdział szósty „Nocne i dzienne życie”

Filip stał nad kuchennym stołem i zasypiał na stojąco obierając ziemniaki. Nie spał dwie noce, czytając książkę Gośki, kiedy ta spała. Książka była naprawdę dobra, miała świetnie zarysowane charaktery, wartką akcję, plastyczne opisy i porywające dialogi. Był tylko jeden problem – o ile się orientował, opisywała dokładnie życie ich sąsiadów.
Książka sięgała oczywiście też w przeszłość, czytając dowiedział się wszystkiego o ich życiu i o tym, co doprowadziło do takiej sytuacji, w jakiej byli obecnie. W skrócie – wszystkiemu winien był ojciec. Był alkoholikiem, bił żonę, zmuszał ją też do picia – to właśnie w takim stanie doprowadziła do wypadku i została sparaliżowana. Cud, że nikogo nie zabiła. Na nim nie zrobiło to większego wrażenia, chyba że wziąć pod uwagę to, że jeszcze więcej pił. Żyli z oszczędności i spadku oraz z firmy, która właściwie kręciła się sama, a menedżer jak najszybciej pozbywał się szefa z budynku, ile razy ten się pojawiał. Na dodatek ojciec miał pociąg do syna, który sterroryzowana matka akceptowała, albo przynajmniej nic z tym nie robiła. Córka z powodu tej całej sytuacji wpadła w narkotyki. Była w ciągu już dwa lata i właściwie jej organizm już się kończył, ale jakoś nikt tego nie widział.
Filip zastanawiał się na tym wszystkim całymi dniami. Jeśli zmyślała ich przeszłość – skąd w jej głowie takie makabryczne pomysły? Dlaczego w ogóle wzięła się za opisywanie rzeczywistości, zamiast tworzyć coś swojego i własnego? I najważniejsze – dlaczego nadal wydawała się nie widzieć, że ci ludzie istnieją obok nich? To go najbardziej dręczyło, bo nadal obawiał się, że mimo wszystko to on ma jakieś halucynacje, a w miarę jak czytał książkę Gośki przekonywał się, że to prawie jakby wymyślił sobie cały świat. Wiedział już, co ją tak zdenerwowało dwa dni temu: sprzedawczyni z jej książki była identyczna jak ta, która sprzedawała w ich sklepie i o której z nią rozmawiał.
Ale czy to możliwe? Jak może żyć w wymyślonej przez nią rzeczywistości, jeśli dopiero teraz poznał tą wymyślona rzeczywistość? Kochał ją bardzo, ale nie wierzył, żeby jej myśli przepłynęły do jego głowy.
Wczoraj zadzwonił do Włodka. Włodek jest w Kanadzie, powiedziała jego żona. Kiedy powiedział, że to jest bardzo pilne i jeśli może, to żeby w takim razie poleciła mu kogoś innego zaufanego, kto by z nim porozmawiał o problemie przez telefon, podała mu numer do niego do Kanady. Problem stanowiła różnica czasu…

*                 *                 *
 Gośka zadzwoniła rano do Włodka. Jego żona powiedziała jej, że mąż jest w Kanadzie. A potem powiedziała coś jeszcze: że Filip dzwonił w tej sprawie dzień wcześniej. Gośka nie kontynuowała dyskusji. Podziękowała, pożegnała się, ale zastanawiała się nad tym czas dłuższy. Doszła do wniosku, że Filip w końcu jednak zdał sobie sprawę z tego, że coś z nim jest nie tak i zaczął szukać pomocy. Ona sama była coraz bardziej niespokojna, zaczynało jej się wydawać, że wie, co mu dolega, ale to nie pomagało. Od sprawy ze sprzedawczynią, kiedy to Filip próbował jej wmówić, że nie czytał jej książki, mimo że dokładnie wiedział jak wygląda jedna z pomniejszych postaci, zostawiała charakterystycznie rozłożone przedmioty na swoim biurku, kładła swój włos, jakąś nitkę itp. Codziennie wszystko było ruszone – Filip regularnie co noc czytał jej książkę. Ciąg dalszy wyjaśnienia nasuwał się sam – lunatykuje. To by nie było groźne. Groźne było to, że potem zaludniał realny świat postaciami, które poznał w jej powieści…
Ale to, że zadzwonił do Włodka na razie ją uspokoiło. W końcu mówi się, że najlepiej jak ktoś sam sobie zda sprawę, że potrzebuje pomocy. Jeśli będzie trzeba oczywiście się tym zajmie, ale na razie nie dzieje się nic niebezpiecznego, a książka czeka na skończenie. Trzeba się wziąć powoli za kończenie jej. Zaczniemy od syna. Hmmm, jak takie dziecko popełniłoby samobójstwo? Na pewno nic wymyślnego…

*            *                 *

„Wszedł po cichu do garażu. Pamiętał z filmów, jak to się robi. Wziął stołek spod ściany, wszedł na niego i zarzucił sznurek przez ramę od drzwi garażowych. Złapał oba końce i uwiesił się na nich całym ciężarem. Ok, wytrzyma. Najbardziej nie chciał, żeby go odratowali. To dlatego wziął też tutaj ze sobą wszystkie tabletki jakie znalazł w domu, w tym też te, które znalazł u Sary. Nie był głupi, wiedział, że to jakieś narkotyki. Miała ich podejrzanie dużo. Cóż, jeśli miała jakieś plany wobec tych tabletek, to chyba ich nie zrealizuje. Zawiązał niezbyt fachową pętlę, ale sprawdził, że działa w porządku. Usiadł na stołku, otworzył butelkę mineralnej i zaczął systematycznie połykać tabletki. Zapił ostatnie resztką wody i wszedł na stołek. Nie było mu szkoda nikogo i niczego. Może trochę siostry, ona czuła chyba to, co on. A może mu się tylko zdawało. Odepchnął stołek i wszystko odpłynęło w ciemność.
Rano matka nie znalazła Adama w jego pokoju i zaniepokojona wysłała Sarę na poszukiwanie brata, bo ojciec nie mógł się dobudzić, uchlany w trzy dupy. Znalazła go w garażu. Był martwy. Jej krzyk poderwał na nogi najbliższą okolicę.”
Filip po cichu wyłączył laptopa i wrócił do łóżka. Trochę było mu lepiej, mimo że to co dziś stworzyła Gośka nie było optymistyczne. Nie zanosiło się też na to, żeby dalej było lepiej, na dole strony widniała notatka: „ojciec zabije matkę podczas kłótni o syna”. Ale było mu lepiej, bo to była pierwsza scena, która była wymyślona przez Gośkę, która nie opisywała tego, co się dzieje wokół nich. Zasnął kamiennym snem, kiedy tylko przyłożył głowę do poduszki.

                            *                 *                 *

Była 8.00. Gośka poukładała jakieś rzeczy na biurku, przymknęła drzwi i zaczęła pisać. Filip zmywał w kuchni naczynia i myślał. Nie mógł się powstrzymać przed zerkaniem na dom sąsiadów, bo cały czas przypominały mu się sceny, które wczoraj przeczytał w książce Gośki. Chyba musiał się upewnić, że nic się nie dzieje.
- Matka na pewno poszła budzić syna koło siódmej, teraz była już ósma, dzieciak pewnie jest już w szkole, wyszedł , kiedy jedliśmy śniadanie – myślał Filip. Trochę brzmiało to tak, jakby sam siebie o czymś przekonywał.
Nagle uświadomił sobie, że jest sobota. Nikt nie idzie tego dnia do szkoły.
W tym momencie od strony domu sąsiadów dobiegł okropny krzyk.

Błędne koło

16.06.2012

Ally McBeal: „Even if I did get past all my problems, I'm just gonna get out and get new ones.”

Ally McBeal: „Nawet jeśli udałoby mi się dać sobie radę z wszystkimi moimi problemami, to po prostu znajdę sobie nowe.”

Cytat z serialu „Ally McBeal”

Kayah „Jak Liść”

24.04.2012


Płaczę za twoje
wszystkie samotne noce
mokre poduszki
które włosami pieścisz

A mówili o mnie że jestem
silna nie złamie mnie nic
a nie wiedzieli że wiecznie
drżałam na wietrze jak liść

Płaczę za twoje
chwile milczenia gdy
ty słów pełen
gryzłeś usta do krwi

A mówili o mnie że jestem
silna nie złamie mnie nic
a nie wiedzieli że wiecznie
drżałam na wietrze jak liść

Ja płaczę za twoje
lęki, zwątpienia i wstyd
że czasem płaczesz i ty
za swoje wszystkie
osamotnione
kobiety twego życia
a mówią o mnie że jestem
silna nie złamie nic
a nie wiedzą że wiecznie
drżę na wietrze jak liść

Siedem cudów świata


14.11.2011

Mazury niestety nie zostały nowym cudem świata. Z jednej strony – szkoda, z drugiej strony – zadeptaliby nam te Mazury. Ale akcja ta wywołała u mnie chęć zastanowienia się nad moja własną listą „Siedmiu cudów świata”. Nie miałam możliwości zwiedzić całego świata, wiele miejsc  powszechnie uznawanych za najpiękniejsze jeszcze przede mną, więc powiedzmy, ze będzie to raczej „Siedem dotąd zobaczonych cudów świata”.
Uwielbiam Londyn jako całość, ale mam też swoje ulubione w nim miejsce - Świątynia Templariuszy. Miejsce nie jest popularne wśród turystów, na dodatek dość trudno jest tam trafić. Kościół ten został zbudowany w XII wieku przez zakon przybyły z Jeruzalem. Składa się z dwóch części, pierwsza to rotunda (powstała najwcześniej) na planie koła wokół której jest sześć filarów tworzących jakby wieniec, druga część to prostokątne prezbiterium. Kościół jest bardzo skromny, ołtarz główny przedstawia tablice z 10-cioma przykazaniami. Nie ma tu rzeźb ani obrazów ale jest coś co czyni to miejsce wyjątkowym, a mianowicie grobowce templariuszy, czy raczej płyty nagrobne jakie znamy z typowych katedr, kunsztownie ozdobione, niektóre z 1144 roku. Kościół zachował się praktycznie w niezmienionej formie do naszych czasów, ucierpiał w czasie II wojny światowej ale zmieniono tylko stropy na betonowe. Niestety, nie zawsze można wejść do środka, ale jeśli ma się to szczęście – człowiek jakby przenosił się w inny czas, miejsce jest pełne magii. Nawet jeśli wejście jest zamknięte, i tak lubię tam przebywać. Przed kościołem znajduje się mały park i kolumna z posągiem templariusza na koniu, są ławki, na których można przysiąść i posłuchać panującej tu ciszy, albo dźwięków organów dobiegających z wnętrza. Aż trudno uwierzyć, że to miejsce znajduje się w samym centrum Londynu, między tak ruchliwymi ulicami jak arteria Embankment nad Tamizą i słynna Fleet Street. Kiedy przekraczamy bramę (cały teren jest otoczony płotem), wszystkie dźwięki znikają, słychać tylko stuk naszych własnych butów…
Zapraszam na wirtualny spacer :
http://www.templechurch.com/VR%20Tour/default.html
Na wycieczkę do Norwegii wybierałam się bez wielkich nadziei na super przeżycia, tymczasem okazała się ona jedna z lepszych w moim życiu. Jest to kraj z jednej strony monotonny krajobrazowo, z drugiej strony – nie można przestać podziwiać tego, co za oknem. Ukoronowaniem wszystkich widoków był Nordkapp., czyli Przylądek Północny. Jedzie się tam tunelem podmorskim, ponieważ ten punkt (71°10′21″N, 25°47′40″E) lezy na wyspie. Nordkapp jest tylko umownie najdalej na północ wysuniętym punktem Europy, ale jest za to bardzo atrakcyjny ze względu na to jak wysoko nad morzem jest położony. Nazwę nadał Przylądkowi Północnemu w roku 1553 angielski odkrywca Richard Chancellor, który przepłynął obok niego podczas poszukiwań tzw. Przejścia Północno-Wschodniego - morskiej drogi do Azji. Pierwszy "turysta" na Przylądku Północnym pojawił się około 100 lat później, był to włoski ksiądz Francesco Negri, któremu dotarcie do celu zajęło aż dwa lata. Od tamtego czasu Przylądek Północny był odwiedzany przez dzielnych podróżników, którzy wówczas dopływali statkami lub łodziami od strony zatoki Hornvika, skąd musieli się wspinać po stromym zboczu. Teraz oczywiście dostęp jest dużo łatwiejszy i to jest niestety wada – tłumy turystów nie pozwalają medytować w spokoju nad ogromem oceanu, siłami przyrody, ziemią i wszechświatem. Na szczęście można przejść się wzdłuż wybrzeża, gdzie ludzi jest już zdecydowanie mniej i napawać się wspaniałym widokiem.

Ktokolwiek jedzie na wycieczkę do Hiszpanii, ewentualnie wybiera pobyt wakacyjny nad morzem na Costa Brava, na pewno trafi do Barcelony. Obok różnych wspaniałych zabytków, warto zajrzeć do Parque Güell , czasem nazywanego Parkiem Gaudiego. Antonio Gaudi był katalońskim inżynierem secesyjnym i architektem, słynącym ze śmiałych pomysłów, których Barcelona jest pełna. Parc Güell, bo tak nazwa wygląda po katalońsku, to duży ogród z elementami architektonicznymi przy ulicy Olot, bocznej alei Santuari de la Muntanya, w północno-centralnej części miasta. Gaudi zaprojektował go na życzenie jego przyjaciela Eusebio Güella (stąd nazwa), przemysłowca barcelońskiego, który - zauroczony angielskimi "miastami-ogrodami"  przedsięwzięcie sfinansował. Projekt w założeniu był osiedlem dla bogatej burżuazji mającym powstać na powierzchni 20 ha. Prace trwały w latach 1900-1914. Projektu tego Gaudí nigdy nie ukończył. W 1922 roku władze Barcelony wykupiły teren i przekształciły go w park miejski. Wygląda on trochę jak bajkowy ogród i nie wiem czemu kojarzy mi się z filmami Disneya. Zauroczona byłam tarasem opartym na wspaniałych kolumnach, falistymi dachami , bramą i cudowna ławką, a także doborem roślinności. W 1969 roku wpisano park na listę narodowych dóbr kultury, a od 1984 roku park znajduje się na Liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Zapraszam na wycieczkę : http://www.youtube.com/watch?v=7J8Qa9psS38

Ostatnim z moich zagranicznych cudów świata będzie Lazurowe Wybrzeże. Już widzę jak niektórzy się krzywią, ale nie można nie docenić tego wspaniałego miejsca, chyba że ktoś będzie tylko w zatłoczonym Cannes o brudnej plaży, przereklamowanym Saint-Tropez, skąd nawet żandarm już uciekł albo napompowanym Monako ociekającym złotem. A prawdziwe Lazurowe Wybrzeże to lazurowe niebo, czyściutka woda, cisza i spokój, wąskie uliczki, małe porty z przycumowanymi łodziami, zapach lawendy. Nazwy Lazurowe Wybrzeże użył po raz pierwszy francuski pisarz Stéphen Liégeard, który w 1887 wydał książkę zatytułowaną La côte d'azur. Znane jest także jako Riwiera Francuska, która to nazwa pochodzi z kolei z języka angielskiego - French Riviera. Geograficznie jest to odcinek wybrzeża Morza Śródziemnego we francuskiej Prowansji (region Prowansja-Alpy-Wybrzeże Lazurowe), rozciągający się od miejscowości Cassis na zachodzie aż do granicy włoskiej. Początki turystyki w tym obszarze sięgają początków XIX wieku, kiedy to zimą przyjeżdżali tu bogaci Francuzi i Anglicy. Podczas okresu międzywojennego turyści pojawiali się także coraz częściej w lecie. Po II wojnie światowej na całym wybrzeżu powstała intensywna zabudowa dla celów wypoczynkowych: hotele, mariny, kąpieliska i kasyna; w tej chwili jest to najważniejszy region turystyczny Francji, który odwiedza około 10 milionów turystów rocznie. Dlatego lepiej schronić się w mniejszych i mniej znanych miejscowościach, takich jak Mentona, Grimaud, Frejus z Placem Lecha Wałesy, Saint-Raphael, Antibes z muzeum Picasassa, Saint-Aygulf czy Grasse z perfumerią Fragonard i pobliską fabryką owoców kandyzowanych. Z większych miast dobre wrażenie zrobiła na mnie Nicea z pięknym ogrodem botanicznym i całkiem sympatyczna plażą.
Zapraszam do obejrzenia zdjęć :

To teraz cuda polskie. Kraków jest wspaniałym miastem i wiedzą o tym wszyscy, zwłaszcza turyści przeganiani od Bramy Floriańskiej do Wawelu, z trudem łapiący oddech na Plantach, by za chwilę zostać wtłoczonymi do podziemi Skałki. Ja za cud świata w Krakowie uważam mało odwiedzany zabytkowy rzymskokatolicki Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej i św. Małgorzaty, położony w dzielnicy Kazimierz. Dla mnie absolutne cudo gotyku, który ogólnie podziwiam i bardzo lubię, a zgadzają się też ze mną specjaliści zaliczając tenże kościół do najlepszych przykładów architektury gotyckiej w Polsce i znajdując też dla niego miejsce wśród najlepszych egzemplarzy gotyku europejskiego. Doceniają w nim też renesansowe freski, obrazy i barokowy ołtarz, który akurat dla mnie jest zgrzytem w tym pięknym wnętrzu. Rok 1342 jest uznawany za oficjalny początek budowy kościoła, a właściwie na razie przylegającego do niego zespołu klasztornego oo Augustianów Eremitów. Budowa trwała wiele lat, plany zmieniały się w trakcie, a kościół nawiedzały kolejne nieszczęścia, takie jak dwa trzęsienia ziemi, w latach 1443 i 1786, które poważnie uszkodziły budowlę. Kościół nigdy nie został ukończony – według pierwotnego planu nawa główna miała być dłuższa o jedno przęsło, czyli o ok. 12 metrów (w kierunku zachodnim); do fasady miały natomiast przylegać dwie wieże. Mimo to, kościół robi wrażenie. Jest smukły, strzelisty, skromny w wyposażeniu, surowy w liniach architektonicznych, majestatyczny, urzekający bijącym z niego spokojem. Nie bez znaczenia jest też fakt, ze położony jest z dala od zgiełku wielkiego miasta.
Zapraszam na pokaz zdjęć :

W Tatrach byłam wiele razy i nigdy mnie nie zachwyciły, no może poza jednym razem ale to były Tatry Słowackie i niestety zatarły się wśród niekoniecznie pozytywnych wrażeń z innych wypraw po polskiej granicy. Zastanawiałam się, co w nich widzi mój dobry kolega, który jeździ tam wciąż i wciąż i otwarcie mówi, ze to jego największa miłość. Ale wciąż tam wracałam, przyciągana jakąś dziwną siłą.  I wreszcie w tym roku do mnie przemówiły. Trasa, która podbiła moje serce to Dolina Roztoki – Wielka Siklawa – Dolina Pięciu Stawów Polskich – Świstówka – Morskie Oko, przy czym zdecydowanie stawiam na pierwszym miejscu Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Turyści odwiedzali tę dolinę od początku XIX w., był tutaj m.in. Stanisław Staszic. Pod koniec XIX w. wytyczono sieć szlaków turystycznych. Co zalicza się do „atrakcji” doliny?  Granitowe szczyty Tatr Wysokich, rozległe płaśnie, gruzowiska dużych głazów, piarżyska, migotliwe tafle jezior o łącznej powierzchni 61 ha, murawy , połacie kosodrzewiny, świstaki, kozice, rysie i najwyżej położone schronisko. Ja tez wiem, że to powinno zachwycać, ale mnie zachwyciło coś nieco może jednak innego. Rześkie, przejrzyste powietrze, którym można naprawdę oddychać pełna piersią. Ciemna, czysta, lodowata woda. Cisza, aż dzwoniąca w uszach, w której słyszy się wszystkie swoje myśli, także te, które ukryło się gdzieś głęboko przed sobą i przed całym światem. Błyski słońca jak uśmiechy przyjaznych ludzi. Wiatr – esencja wolności. Gdzieś w górze śnieg, przypominający, że tu czas płynie inaczej. Chciałabym spędzić tam kilka tygodni, a nie kilka godzin…
Zapraszam na film :

Lubię też parę innych rzeczy. Bałtyckie dzikie plaże. Grób Jima Morrisona. Lubelska starówka. Park Islington. Czarna Hańcza. Niebieskie lilie wodne. Śnieżka. Greckie tawerny. Warszawski świt.  I wiele innych, bo świat jest naprawdę piękny.

Ale nic nie równa się z naszymi Karkonoszami! To jest moje miejsce na ziemi!