wtorek, 27 marca 2018

Wrzesień 2013


1 września 2013
Trochę odpoczynku, troche pisania, troche pracy, troche szykowania się do pracy. bedzie cięzki tydzień, więc trzeba jeszcze odpocząc dziś. 


2 września 2013
nie no, w takim tempie jak dzis to się żyć nie da….
jedyna nadzieja w tym, ze nie będzie az takiej roboty za pare dni.
łeb mi zaraz rozerwie.

dobrze chociaż, że miałam miłe sny, takie przytulankowe…  

3 września 2013
drugi dzien takiego zapieprzu….
nogi mnie bola jak cholera i zaczełam się zastanawiac dlaczego – przecież nie odczyniałam żadnych maratonów ani pielgrzymek. i wtedy przypomniałam sobie co mi terapeutka mówiła – nogi bolą jak za szybkie tempo życia jest. zgadza się :/

jutro urodziny mamy  

4 września 2013
Znów mi w pracy wyjechali z czyms „na wczoraj”. olałam. jak zaczeli naciskać – podrzuciłam kolezance. nie jestem w nastroju do robienia na wczoraj. niech sie ograną do cholery!!!!
urodziny mamy – pierogi – mniam….
troche luzu sobie dzis zrobiłam, bo w takim tempie zyc sie nie da.

poczytam, poćwiczę itd

5 września 2013
P ma cukier 126  wpadłam w panikę.  ale w ciągu pół godziny już przynajmniej wiem dlaczego : od tygodnia pochłania bardzo duzo suchego jedzenia…. niby tak wszystko kontroluje i zapisuję a nie zauwazyłam co się swięci!!!! suche już schowałam…. Boże, nie pozwól, zeby przez moja głupotę wróciła jej cukrzyca…. proszę…. 
Year of the cat
i
„Don’t leave me now” 

to tak na pocieszenie chyba, choc wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam 

 6 września 2013
10h w pracy… ale było prawie w porządku, gdyby nie to, ze mnie wcisnęli do kolejnego „komitetu do spraw”. :/
zjadłam i nie mam siły na nic.
K sie chciała spotkac, ale odmówiłam.
A sie umówił z D, zanim mu zdązłam odpisac to chyba juz poszedł, bo nie odpowiedział juz potem.
oj, chyba dzis pójde wczesnie spać…..
acha, no i wiadomość dnia : poranny pomiar 79    dzięki Ci, Boże 

 7 września 2013
wczoraj dość długa rozmowa z A. nie jest tak pieknie jakby się wydawało. na zakonczenie już prawie rzucił zdaniem, które mnie powaliło, bo okazuje się, ze cos co kiedyś mi „tłumaczył”, teraz jego spotyka….
Marny kontakt, więc trochę mi smutnawo.
idę do lasu…

8 września 2013
nawet się ten weekend nieźle powolutku toczy. tylko kontakt marny, choc wieści dobre.
A jakiś za murem jest. coś jest na rzeczy…
Jutro dzień oczyszczania…

9 września 2013
rankiem poćwiczyłam i poleciałam na nordik. całe szczęście, bo teraz tak leje, że jutro nie wiem, czy to się uda. jak nawet przestanie, to podejrzewam, ze zatonełabym w błocie… ale moze nie będzie tak źle.
w pracy krótko. dziwna rozmowa, w której gość straszył mnie moja własna dyrekcją. a nie miała chyba racji, tak nam sie wydaje, czekam jeszcze na odpowiedź. znow sprzęt popsuty, cholery mozna dostać.
po proacy szalałam w domu, : ogarnełam P, podlałam kwiaty, zamiotłam itp, zrobiłam pranie, pograłam, pouczyłam sie espaniola, wyprasowałam, zajrzałam w blogi.
dziś dzień bez jedzenia. piję wode i herbatki. nie jest źle, ale wiem, ze zawsze parzyste dni sa gorsze. dziś to juz na pewno dam radę, bo zawsze moge już iść spać po prostu.  który to juz raz, kiedy próbuje schudnąć… faktem jest, zę jak teraz się ruszam, to ta waga nie przybywa, nawet jak sobie cos pozwole pohulać w lodówce. mam nadzieje, że coś z tego bedzie.
tesknię…

10 września 2013
Ze sprzętem jest jazda, nie bardzo umieją naprawić. ja za to odpowiadac nie będę, nie ja popsułam, mimo że jest na mnie.
poza tym w pracy fajnie i krótko.
pocwiczyłam i byłam na nordiku, poczytałam, posprzątałam 80% mieszkania, jutro dokończę.
zjadłam rano sniadanie: płatki z mlekiem. na razie jest ok, choc w ciągu dnia miałam ze dwa razy troche kryzys, ale nie jakis strasznie mocny. jutro podejrzewam bedzie gorzej. przed sniadaniem tabletka. przez reszte dnia już tylko herbatki i woda. sąsiedzi oczywiście gotują najpyszniejsze rzeczy, jak ja nie jem: kalafior z bułką tartą, barszcz biały, kotlety mielone, nalesniki, na kazdym piętrze czym innym pysznie pachniało. jasna cholera może człowieka trafić 

 11 września 2013
osiem godzin pracy, dokonczenie sprzątania i padłam. poczytałam, zrobiłam sobie kąpiel.
ale jest sukces: trzymam się z dietą.  jutro zjem drugie sniadanie….

12 września 2013
w pracy krótko i miło. sprzęt połowicznie naprawiony, do całkowitej używalności brakuje jednej części, która trzeba bedzie zakupić. mam przeczucie, ze to potrwa….
poćwiczyłam i byłam w lesie na nordiku. ale było pieknie! 
są dwie wiadomości dnia: mail      
a druga: 5,5 kg     
ale dzis juz jest trochę cieżko, mimo że zjadłam drugie sniadanie. juz czuję, że mnie ssie od jakiegoś czasu. jeszcze nie jest tak tragicznie jak potrafiło być, ale nie jest już komfortowo ani lekko. a tu jeszcze dwa dni na drugim sniadaniu….

13 września 2013
w pracy milion godzin… ale to dobrze, bo cięzkawo z dietą. a w ten sposób zanim wróciłam z pracy i się ogarnełam to już jest 18.30, zaraz jeszcze musze powiesić pranie, a potem już Lista i mam nadzieje,z e jakos przetrzymam. ale jest autentycznie coraz gorzej…
moja chrosta na szyi osiągneła juz rozmiar czyraka. poszłam do apteki po ratunek. dostałam dwie masci. jedna juz dwa razy nałozyłam. ale przeczytałam na ulotce, ze leczenie 7-10 dni. a jak nie zadziała – do lekarza. mam jednak szczerą nadzieję, zę zadziała. 
P ładnie zjadła, za to mało pije.
i tak zawsze coś…  

13 września 2013
co się stało z …. ?   
i
było słychać    

14 września 2013
6,5kg    
nie do uwierzenia, ze tyle zrzuciłam już    
kurcze, działa to co robię, działa jak cholera!!!!! ale się cieszę   
dzis już też ćwiczyłam i byłam na noriku. z okazji soboty zjadłam sobie sobotnie sniadanko: pół bułeczki z masełkiem cienko i szczypiorkiem, pomidorek, ogórek kiszony i cebulka, dwa jajka na miękko, kakao. rozpusta po prostu    teraz wypiłam herbatke i niedługo ruszam na zabieg Redukcja cellulitu i tkanki tłuszczowej  potem zjem sobie jeszcze jabłuszko jak wrócę. a potem podejrzewam bedzie bardzo cięzko….. ale trzeba wytrzymać, bo działa. a jutro bedzie mozna zjeść zupkę 
najbliższa platforma widokowa znajduje się we Wrocławiu     

15 września 2013
wizyta u mamy 
trochę popracowałam, ale bez przesady.
obiadek 
spać mi się chce  

16 września 2013
rano ćwiczenia i do lasu. A przysłał smsa z elektryzująca wiadomoscią, nie mogłam sie cały dzien na niczym skupić.  praca, potem zakupy, potem ogarnełam dom, gutara, hiszpański, praca, prasowanie, blogi itd – ale mysli krązą wokół jednego tematu.
środa, hmmm….   
żebym tylko sobie za duzo nie nawyobrazała, bo to przeciez nic pewnego….

17 września 2013
praca, basen, dom i takie tam, ale mysli mi krążą wokół jutra i zapytuję Najwyższego co ma dla mnie w planach jutro  ja staram się nic nie planować, zeby Go nie rozśmieszać  ale to jest niewykonalne w moim przypadku, więc tylko nadaje temu odpowiedni tytuł : „Rojenia i urojenia”, a co będzie – zobaczymy.  

18 września 2013
Było fajnie, choć zabrakło wisienki na torcie. ta wisienka ostatnio mi bardzo umyka… cos mi się widzi, ze rok dwa tysiące trzeszczący trzeba bedzie zamknąć bez wisienki… choć jeszcze kwartał i „wszystko się może zdarzyć”…

19 września 2013
mail     
uch, organizatorzy spartolili robotę… wrrr…..

19 września 2013
Mail       
trzy tygodnie…. uch……

19 września 2013
robię sobie dzis wolne, i tak się na niczym nie moge skupić ;p

20 września 2013
dziś też sobie odpusciłam…
już zaczynam tęsknić. serce mi sie rwie po prostu. co tu zrobic,co tu zrobić… nic nie powinnam, bo przeciez wiem, że z takich nagłych akcji nic nie wynika, ale tak mnie coś kłuje … jakis plan prztrwania trzba byłoby zrobić…

21 września 2013
wycieczka była wspaniała.  15 km  znalazłam cztery prawdziwki, cztery maslaki, jednego podgrzybka i z 10 panienek. mama znalazła grzyba wysokości co najmniej 20cm. 

tesknię… napisałam… myślę….

22 września 2013
cisza taka, że cholery mozna dostać…. tęsknię bardzo, a tu dopiero początek… żeby jakis kontakt, juz jakikolwiek, choc wiadomo jaki najlepszy…

poczytam, pooglądam coś, od poniedziałku rzucę się w wir pracy, może jakos przetrwam…

23 września 2013
wir pracy porwał mnie…
nie zdązyłam dzis wszystkiego zrobić, co było w planie. dokończe jutro. najważniejsze, ze nie miałam zbyt dużo czasu na pogrązanie się w tęsknocie. choc ją odczuwam…
z R nareszcie czuje jak cos popusciło. rozmowa jest normalna. tyle że teraz z kolei sie dzis zapatrzyłam mysląć, ze ma ładne oczy… musze uważac na siebie. choć z drugiej strony – no way – my heart belongs to M    


24 września 2013
Smutna wiadomośc z forum…
w pracy fajnie mi się udała jedna rzecz.
odwiedził mnie B, naopowiadał, przytulił. oj miło
tesknię jak cholera.
nadrbiłam sporo zaległości z wczoraj, ale teraz juz siły nie mam…



25 września 2013
nie mogę nadrobić zaległości…
ale przynajmniej dom mam posprzątany 
tęsknię, marzę…


26 września 2013
Ale zimno, cholera….
Zrobiłam zakupy za pozyczona kasę. byle do pierwszego….

nareszcie jakieś wieści  

27 września 2013
10h pracy…
jakoś duzo jem, chyba zima idzie.
musze powiedzieć, że odeszłam juz całkiem w świat marzeń. owszem, to pomaga na tęsknotę, ale bardzo niebezpieczne jest… :/  ale takie miłe! 
dobry pomysł z ogladaniem kilku seriali 
ojciec K nie zyje…  

28 września 2013

poszłysmy z mamą na wędrówkę. ponownie 15 km  ale chyba troche przemarzłam i teraz czuje sie przeziębiona… :/ niedobrze…


29 września 2013
Walczę z przeziębieniem. chyba jutro na ten pogrzeb nie pójdę… :/ kurcze, no!!! nie chcę byc chora…
tęsknię…



30 września 2013
Walka z przeziębieniem trwa. jest mi zdecydowanie lepiej, ale katar dopiero rusza, czuje to. łykam tablety…
dziś zmieniałam swój plan, bo doprawdy juz nie miałam kiedy oddychac w tym, który sobie ułozyłam na co dzień.
tęsknię…

niedziela, 25 marca 2018

Ostatnia (9)

13.01.2014


Rozdział dziewiąty „Szpital na peryferiach”

Drzwi cicho trzasnęły i Filip otworzył oczy. I tak już nie spał, bo „Jelonek”, jak wszyscy na niego mówili, od pół godziny już wydawał z siebie porykiwania. Pielęgniarka pojawiła się przy jego łóżku i podała mu lekarstwa w kieliszku. Połknął, popijając wodą i zademonstrował pustą jamę ustną. Wszystko z całkowitym spokojem.
Był tu już na tyle długo, że po pierwsze stracił rachubę czasu, a po drugie dobrze już wiedział, że opór nic nie da, najwyżej przywiążą cię do łóżka i przy pomocy olbrzyma Staśka w przykrótkim fartuchu i tak wbiją do gardła wszystko, co ci przysługuje. Popełnił ten błąd tylko raz i szybko się nauczył, że mówienie, że jest się zdrowym przynosi niepożądane skutki: mniej swobody i więcej lekarstw, a na dłuższą metę – tak podejrzewał – również wydłużenie pobytu w tym sanatorium. Nie to, żeby mu to ostatnie specjalnie przeszkadzało. W końcu dobrze wiedział, że nie ma do czego wracać.
Gośka zakończyła jego książkę. Tak mu powiedziała. Ciekaw był, jakie było ostatnie zdanie. Jakoś tak ładnie mu pasowało „Drzwi szpitala zamknęły się za nim na zawsze”. Zastanawiał się, co to właściwie znaczy „na zawsze”. Czy jeśli ona już nie pisze tej książki, to jego „na zawsze” oznacza faktycznie „na zawsze”? Czy tylko do jego śmierci? Czy umiera się w świecie, który już się zakończył? A może jeśli skończyła książkę, to teraz już jego losy nie są od niej zależne?
Ta ostatnia myśl tak mocno go nagle uderzyła, że usiadł gwałtownie na łóżku. Za gwałtownie. Stasiek i siostra Emilia natychmiast się przy nim zmaterializowali. Złapał się za żołądek i upozorował solidne beknięcie.
- Przepraszam – uśmiechnął się. Przyszła mu do głowy szalona myśl. – To od tego ciągłego leżenia. Myśli siostra, że jakbym poprosił lekarza, to pozwoliłby mi wyjść z sali i pochodzić po oddziale?
Przyglądali mu się oboje podejrzliwie, więc wciąż trzymając się za brzuch, opadł na poduszki, patrząc na nich przyjaźnie. Postarał się też nie myśleć o tamtym, żeby jakiś błysk w oku go nie zdradził.
- Zapytam – oznajmiła siostra Emilia i oboje ze Staśkiem odtoczyli się od łóżka Filipa w stronę Kacpra. Tam im trochę zajmie. Kacper regularnie odmawiał przyjmowania czegokolwiek, bo twierdził, że chcą go otruć. „Wariactwa” innych pacjentów nie bawiły Filipa w ogóle, zastanawiał się tylko, ile takich Gosiek jak jego żona musi być na świecie, że dzieje się tyle zła.
Choć tak w ogóle to starał się o niej nie myśleć… Jego żona, która tak kochał, okazała się być…. Jakimś wcieleniem zła, diabłem, obcym, wszystkim na raz. Zdecydowanie wolał o niej nie myśleć. Tu wmawiali mu, że jest chory. Ale on dobrze pamiętał ten moment, kiedy Gośka zobaczyła dom i sąsiadów, cały ten świat stworzony przez siebie. I ten moment chwilę później, kiedy przyznała się do wszystkiego, patrząc na niego zielonymi oczami…

*                 *                 *

Spacery po korytarzu były wspaniałe, a najlepsze w nich było to, że z jednej strony korytarz kończył się szklanymi drzwiami, które prowadziły do dalszej części szpitala. To nic, że drzwi były podwójne, zamknięte i nie można było wyjść dalej. Przynajmniej na razie to Filipowi nie przeszkadzało, bo na razie wystarczało mu, że mógł się przy nich zatrzymać i popatrzeć przez chwilę na normalny świat. Kręcili się tam pacjenci, lekarze, pielęgniarki, sprzątaczki – całkiem jak po tej stronie, ale nie było w nich tego zamknięcia, którego doświadczało się po tej stronie drzwi. No i jeszcze jedno – tam czasem przemknął się jakiś zabłąkany odwiedzający, bo generalnie wejście było chyba od innej strony i ci, którzy się tu pojawiali rozglądali się niepewnie i pytali o drogę pierwszą napotkaną osobę. Czasem nawet zamierzali się w kierunku Filipa, ale napis na drzwiach skutecznie ich odstraszał. Filip próbował ich zachęcić, a to uśmiechał się przyjaźnie, a to znów robił poważna minę, kiedyś nawet pomachał do jakiejś paniusi. W życiu nie powiedziałby, że tak gruba osoba może tak szybko uciekać.
Nie mógł za długo zatrzymywać się przy tych drzwiach. Siostra Emilia, która najwyraźniej zaczynała uważać, że leczenie skutkuje, powiedziała mu raz, żeby się tak nie wpatrywał w te drzwi, bo jego czas jeszcze nie nadszedł. „A nadejdzie?” – zapytał wtedy na fali entuzjazmu. Uśmiechnęła się tylko i odeszła, ale połączył to z długim badaniem następnego dnia i zmniejszeniem dawki leków. Dzięki temu mógł jeszcze lepiej myśleć, a to było mu potrzebne. Siedział tu już tak długo, że coraz częściej przychodziło mu na myśl, że Gośka naprawdę z nim skończyła, a raczej z jego książką. Nikt nie chciałby czytać czegoś tak nudnego jak opis jego pobytu w szpitalu, więc prawdopodobnie napisała to ostatnie zdanie i … No właśnie. I co dalej? Sądząc po tym, że coraz lepiej mu się żyło i były szanse na jego „wyleczenie” – może jego dalszy los zależy od niego samego. To były te myśli, które przychodziły, kiedy stał pod drzwiami i parzył na normalnych ludzi. Kiedy dochodził do drugiego końca korytarza, do drzwi, za którymi był oddział przypadków beznadziejnych, jak ich nazywał, przychodziły całkiem inne myśli. Że będzie tu do końca swojego życia, do końca świata, do końca wieczności. Była jeszcze trzecia opcja, która pojawiła mu się wczoraj po raz pierwszy, kiedy wyglądał przez zakratowane okno. Że cały jego pobyt w szpitalu Gośka skwituje jednym zdaniem „Wyszedł po ….. (tu wstawić liczbę) latach”  i zacznie pisać jego dalszy ciąg, będzie go pisała dalej, nigdy nie będzie sam o sobie decydował, zawsze będzie jak za tymi kratami. Nie podobała mu się ta myśl… bał się jej. I bał się Gośki, tej zielonookiej piszącej Gośki…

*                *             *
Był wtorek. Filip zjadł śniadanie, poczytał trochę, a potem postanowił odbyć swój codzienny poranny spacer. Nie były już te spacery tak atrakcyjne, jak kiedyś, ale bardzo starał się wypełnić sobie dobrze czas, ten ostatni czas przed wyjściem stąd. W zeszłym tygodniu było kolejne badanie, kolejna rozmowa, każda z nich robiła się coraz bardziej normalna, jak to określał w myślach. Odstawili mu wszystkie leki, powiedzieli, że jego załamanie spowodowane stresem już przeszło. Teraz miał jeszcze zostać na obserwacji. Z dużą obawą zapytał jak długo, ale tylko uśmiechnęli się i powiedzieli, że to właściwie zależy od niego. Od tego, jak szybko przyzwyczai się do tej myśli, że wychodzi i jak szybko będzie miał plan, co dalej zrobi ze swoim życiem. Całe szczęście, że to był koniec rozmowy, bo inaczej mogłoby wszystko wrócić do początku. Z jednej strony Filip był szczęśliwy słysząc, że wszystko zależy od niego, z drugiej ogarnął go paniczny strach, co tak naprawdę zrobi ze sobą jak wyjdzie.
Jak wyjdzie… Historia, którą przeżył, była zupełnie inna od tej, którą poskładał z kolejnych terapii, rozmów z psychiatrami itd. W skrócie wyglądało na to, że nie ma niczego – żony (zginęła w wybuchu gazu), domu (patrz wyżej) i pracy (zakład padł po samobójstwie szefa). Nie wiedział, ile z tego wmówili mu lekarze, ile zmyślił on sam, co z tego było już jego własnym losem, a co jeszcze napisała Gośka. Wiedział, że jest mu z tym wygodnie, bo zaczyna od nowa, jakkolwiek bardzo jest to przerażające, no i oczywiście to bardzo dobrze tłumaczyło jego załamanie psychiczne. Każdy by się załamał w takiej sytuacji.
Filip zeskoczył z łóżka i przeciągnął się.
- Spacer? – zapytał Bartek. Siedział tu za próbę samobójczą – rzuciła go dziewczyna. Też był już na wylocie i często przegadali długie godziny ze sobą, siedząc na fotelach w sali odwiedzin.
- Uhm – odpowiedział. – Muszę pomyśleć.
- Niech ci się mózg nie przepracuje, wiesz, że to niezdrowo – zażartował Bartek i wrócił do swojej książki. To było w nim fajne – wykorzystywał każdy moment, żeby pogadać, ale umiał dać człowiekowi przestrzeń. Żeby nie to, że lekarze stanowczo odradzali utrzymywanie znajomości szpitalnych w świecie zewnętrznym, chętnie by się z nim zaprzyjaźnił. Ale oboje wiedzieli, że to nie jest dobry pomysł.
Filip szedł korytarzem rozglądając się jak zwykle przy pierwszej rundzie. Doszedł do drzwi wejściowych. W odróżnieniu od poprzedniego oddziału te nie były zamykane i były tylko pojedyncze. Że był to psychiatryk świadczyła tylko obecność pilnującego w kanciapie obok i napis na drzwiach. Uśmiechnął się do pijącego herbatę młodego, nowego pielęgniarza i przeniósł wzrok na korytarz za drzwiami.
I wtedy ją zobaczył.
Sara.
Poznał od razu, choć zmieniła się bardzo. Nie wyglądała już jak szkielet, miała rumieńce, była ubrana w normalne ciuchy, nawet jej włosy zmieniły kolor. I nie była sama, obok niej szła jakaś kobieta, może koło czterdziestki, zadbana, uśmiechnięta, od czasu do czasu głaskała Sarę po ramieniu.
Filip nie mógł oderwać od niej oczu.
Żyje. Wygląda na szczęśliwą.
Gośka miała zamiar zakończyć tę historię i pisać drugi tom o innej rodzinie.
A dziewczyna żyje i wygląda na szczęśliwą.
Czy to znaczy, że się uwolniła?
Filip patrzył na nią tak intensywnie, że odwróciła głowę w jego stronę. Znieruchomiała na moment i Filip przestraszył się, że jest dla niej jakimś duchem z przeszłości, o której zapomniała. Ale oto twarz dziewczyny rozjaśniła się w uśmiechu, pomachała mu, powiedziała coś do towarzyszącej jej kobiety i zaczęła iść w jego stronę.

Wielka niewiadoma

15.12.2012

Ally McBeal: The real truth is, I probably don't want to be too happy or content. Because, then what? I actually like the quest, the search. That's the fun. The more lost you are, the more you have to look forward to. What do you know? I'm having a great time and I don't even know it.

Ally McBeal : „Prawda jest taka, że prawdopodobnie nie chcę być zbyt szczęśliwa lub zadowolona. Bo wtedy co? Właściwie lubię wyzwanie, poszukiwanie. To jest zabawa. Im bardziej zagubiona jesteś, tym więcej jest przed tobą. Kto wie? Może to najlepszy moment mojego życia a ja nawet o tym nie wiem.”

Cytat z serialu „Ally McBeal”

Alan Parsons Project „Old and wise”

01.08.2012


As far as my eyes can see
There are shadows approaching me
And to those I left behind
I wanted you to know
You've always shared my deepest thoughts
You follow where I go

And oh, when I'm old and wise
Bitter words mean little to me
Autumn winds will blow right through me
And someday in the mist of time
When they asked me if I knew you
I'd smile and say you were a friend of mine
And the sadness would be lifted from my eyes
Oh, when I'm old and wise

As far as my eyes can see
There are shadows surrounding me
And to those I leave behind
I want you all to know
You've always shared my darkest hours
I'll miss you when I go

And oh, when I'm old and wise
Heavy words that tossed and blew me
Like autumn winds that will blow right through me
And someday in the mist of time
When they ask you if you knew me
Remember that you were a friend of mine
As the final curtain falls before my eyes
Oh, when I'm old and wise

As far as my eyes can see

Prezenty, prezenty

30.12.2012


Lubię prezenty. J
Ale nie wszystkie.
Pamiętam takie Wigilie, kiedy żaden prezent nie był trafiony. Pamiętam taki prezent gwiazdkowy, który ktoś wyraźnie kupił tylko po to, żeby skorzystać z niego samemu. Na co zdecydowanie wskazywało to, że był to prezent odpakowany z folii chroniącej. Pamiętam prezent przechodni, który wrócił do mnie po jakimś czasie.
Ale nie skupiajmy się na złych wspomnieniach, bo miałam się Wam przecież pochwalić tym, co dostałam w tym roku.
Pierwszy prezent dostałam chyba z tydzień prze Gwiazdką. Był to zestaw kosmetyczny w śmiesznym koszyczku, aniołek oraz produkt alkoholowy własnej roboty. J Ale nie bimber. I nie alkohol metylowy, spokojnie. ;) Myślę, że będzie nawet całkiem smaczny. J
W drugiej kolejności, tez przed gwiazdką, dostała książkę i płytę. Książka jest prezentem trafionym na 200%, tak przemyślanym i z serca, że aż mi się ciepło robi jak o tym myślę. A płyta jej godnie towarzyszy. Na pewno będzie się miło słuchało i czytało.
W Wigilię Mikołaj przyniósł mi cos dla łasucha jakim jestem, cos praktycznego do domu, cos do kąpieli bo uwielbiam się moczyć, coś elektronicznego w zastępstwie tego, co się zużyło i piękny komplet pościeli dla śpiocha jakim jestem. J
Resztę prezentów dostałam po Wigilii. Najpierw był to zestaw dziwnych świecidełek, choć ogólnie jest uroczy, to nie wiem, co mogłabym z nim zrobić. Chyba jestem mało wisząca w obłokach. ;)
A na zakończenia coś miłego dla ciała (dosłownie) plus szydełkowe cudeńka.
Bogaty Mikołaj, prawda? I taki zorientowany w moich upodobaniach! J