środa, 17 stycznia 2018

Półmrok

21.10.2009

Patrzę w jego oczy
Są zamknięte ale widzę coś
Nauczyciel powiedział mi dlaczego
Śmieję się gdy stary płacze


Moje ciało wciąż rośnie
To mnie przeraża wiesz
Stary próbował odprowadzić mnie do domu
Myślę, że powinien wiedzieć


Półmrok...
Półmrok, zgubiłem drogę
Półmrok, nie mogę znaleźć drogi


W cieniu chłopiec spotyka mężczyznę
W cieniu chłopiec spotyka mężczyznę
W cieniu chłopiec spotyka mężczyznę
W cieniu chłopiec spotyka mężczyznę


Biegnę w deszczu
Wciągnęły mnie nocne zabawy
To już całość, to wszystko
Przemięka mi skóra


Półmrok sczerniały dzień
Półmrok zgubiłem drogę
Półmrok dzień i noc
Półmrok nie mogę znaleźć drogi


Nie możesz znaleźć drogi
Nie mogę znaleźć drogi
Nie możesz znaleźć drogi


Półmrok sczerniały dzień
Półmrok zgubiłem drogę
Półmrok dzień i noc
Półmrok nie mogę znaleźć drogi


W cieniu chłopiec spotyka mężczyznę
W cieniu chłopiec spotyka mężczyznę
W cieniu chłopiec spotyka mężczyznę
W cieniu chłopiec spotyka mężczyznę


Tytuł oryginału : „Twilight”
Autor : U2



Wszystko przez Boga

20.10.2009

Od dawien dawna, w zasadzie nie wiemy, czy nie od początku, człowiek ma potrzeby duchowe, przejawiające się w najróżniejszy sposób. Nawet ateiści i agnostycy wyrażają swoje poglądy na ten temat, chociażby zaprzeczając istnieniu boga, lub też twierdząc, że jest on niepoznawalny. Liczba osób wierzących w jakąś formę boga, mocy sprawczej, siły itp. jest jednak większa. Co więcej, jest cała masa religijnych ugrupowań, kościołów, sekt, związków wyznaniowych, które wyróżniają się czasem ekstremalnie różnym podejściem do niektórych kwestii, a na dodatek twierdzą zazwyczaj, że tylko ich droga jest słuszna.
Jak odnaleźć się w tym gąszczu wierzeń, twierdzeń, nakazów, zakazów, przepowiedni...? Historyk Arnold Toynbee twierdzi, że o przynależności religijnej człowieka decyduje tak naprawdę przypadek, czyli miejsce gdzie ktoś się urodził. Zgodziłabym się  z nim w ogólnych zarysach, bo przecież gdybym urodziła się w Iranie, raczej nie byłabym buddystą, a przychodząc na świat w Polsce miałam większe szanse zostać katolikiem niż tańczącym derwiszem. Oczywiście są miejsca, gdzie, mniej lub bardziej pokojowo, egzystują obok siebie różne religie. Wtedy po prostu miejsce urodzenia trochę się zawęża i mamy wtedy raczej na myśli dom, rodzinę. Posuwając się dalej w rozważaniach, dojdziemy do rodzin, w których rodzice są różnego wyznania, ale wtedy tak czy inaczej środowisko, w którym dorastamy, ma największy wpływ na to, jaka religię postrzegamy jako własną.
Nie brak oczywiście przypadków, kiedy ludzie zmieniają swoja religię w trakcie życia. Dlaczego?
Co ich pociąga? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, jednak większość osób zgodziłaby się ze stwierdzeniem, ze pierwszym czynnikiem decydującym o zmianie religii (lub jej odrzuceniu), jest rozczarowanie tą wyznawaną do tej pory. Jak jednak religia może kogoś rozczarować? Religia w większości przypadków nie pojawia się nagle we wtorek lub środę, tylko trwa już od jakiegoś czasu, na przykład 1863 w przypadku Bahaizmu, albo – ponad 2000 lat w przypadku szeroko pojętego chrześcijaństwa. Nawet 100 lat istnienia to jednak już spory kawał czasu. Dlatego też najczęściej to nie religia sama w sobie rozczarowuje wyznawców, ale zachodzące w niej na przestrzeni wieków zmiany. Co ciekawe, najwięcej zmian w stosunku do religii wyjściowej jest w chrześcijaństwie, co zaowocowało powstaniem odłamów religijnych, od ogromnej rzeszy różnych wariacji protestanckich, po tak ogromne grupy jak prawosławni. Jednak także w innych religiach widać ciągłe zmiany i podziały, nawet w tak wydawałoby się niezłomnych jak islam, gdzie udało się jednak zaistnieć sunnitom i szyitom.
Prześledzenie powstania „nowej” religii może dostarczyć wielu wrażeń i ciekawych informacji. Przyjrzyjmy na przykład Amiszom. Na początku było słowo, jak powszechnie wiadomo, czyli judaizm, z którego wyrosło chrześcijaństwo, a później katolicyzm. Reakcją na negatywne zjawiska, które miały miejsce w katolickiej hierarchii kościelnej był ruch religijny i społeczny zapoczątkowany przez Marcina Lutra, mający na celu odnowę chrześcijaństwa, czyli reformacja, w wyniku której powstały takie odłamy jak luteranizm, anglikanizm, kalwinizm, husytyzm i inne. Przebiegliśmy w ten sposób sprintem wiele wieków. Jednym z bardziej radykalnych postreformacyjnych ugrupowań religijnych byli anabaptyści. Byli bardzo zróżnicowanym ruchem, łączyło ich odrzucanie chrztu dzieci (który ich zdaniem chrztem nie był, co ciekawe taki sam pogląd głoszą np. Świadkowie Jehowy) oraz pogląd o konieczności zasadniczej zmiany życia społecznego w celu powrotu do ideałów. Zrezygnowali też z przedmiotów kultu takich jak obrazy, ołtarze czy budynki sakralne. Jak można się domyślać, na tym historia się nie kończy, ich również dopadły wewnętrzne dysputy i podziały, a skrajny objaw okrucieństwa i fanatyzmu religijnego w postaci tzw powstania münsterskiego zahamowały jego rozwój. Odnowił go Menno Simmons, były katolicki proboszcz, który zjednoczył umiarkowanych anabaptystów odrzucających wszelką przemoc – których nazwano mennonitami. Nadal jedną z kluczowych cech jest wśród nich zakaz noszenia broni. Stąd już prosta droga do Amiszów. Założycielem ich Kościoła był Jakub Amman, który w 1693 doprowadził do secesji swoich zwolenników ze wspólnoty szwajcarskich mennonitów. Powodem separacji od pozostałych mennonitów nie były kwestie wiary, a obyczajowości, takie jak niedopuszczenie do siebie praktycznie żadnego postępu technicznego. Gdyby teraz postawić obok siebie katolika i Amisza, czy zobaczyliby siebie jako wyznawców tej samej religii? Wątpię... a przecież tak naprawdę nie byłoby ani jednych ani drugich, gdyby nie było judaizmu...
Ludzie burzą się na widok księdza, który najwyraźniej modli się przy posągu jakiegoś „innego” boga. Idea ekumenizmu nie sięga aż tak daleko, aby można było składać ofiary różnym bogom. Jednakże bahaizm twierdzi, że bóg objawia się ludziom za pośrednictwem różnych boskich manifestacji, do których zaliczają Abrahama, Mojżesza, Krysznę, Buddę, Jezusa itd. aż do swojego Baha Allaha, który ich religię stworzył. Twierdzą, że wszystkie religie pochodzą od boga i ich podstawowe zasady są właściwie takie same. Znaczyłoby to, że obojętnie gdzie się urodzimy i którą religię wyznajemy, mamy szansę na spotkanie z bogiem, co pasuje dobrze do „teorii przypadkowości wyznawanej religii”. To na dodatek znaczyłoby, że bóg jest i tak tylko jeden, niezależnie od tego, czy za jego manifestację/mesjasza/proroka/itd uznamy Jezusa czy Buddę, czy też stwierdzimy, ze żadnej manifestacji nie było jeszcze i trzeba nadal na nią czekać. 
Idąc dalej tym tropem, czy ma sens nazywanie Boga po imieniu? Może i tak, ale tylko po to, żeby nie był bezimienny, żeby nie mówić do niego całe życie „proszę pana”. Bóg to ktoś bardzo bliski, komu powierzamy swoje troski i radości, dzielimy się przemyśleniami, zwracamy się z prośbami, ktoś, kto jest z nami cały czas. Używanie jego imienia zacieśnia te stosunki, zbliża nas do niego, promieniuje ciepłem,  natomiast na pewno nie oznacza braku szacunku. W pewnych momentach życiowych, zwracanie się do kogoś per pan/pani jest oznaką nie szacunku, tylko narzucania dystansu, zamykania się w sobie, niedopuszczania kogoś bliżej z jakiejś przyczyny. Jeśli chcemy być blisko boga, jego imię, wymawiane z szacunkiem, oznacza zbliżenie się, oddanie. Natomiast prowadzenie wojny o to, czy należy nazywać go Allah czy Jahwe to już pomyłka, zwłaszcza w świetle tego, że to jest ten sam bóg.
A więc: „jeden, by wszystkimi rządzić, jeden by wszystkich odnaleźć, jeden by wszystkich zgromadzić i w jedności związać”. Trochę zmieniłam pana stwierdzenie, panie Tolkien. Ale mój Bóg, choć dopiero go poznaję, na pewno nie ma nic wspólnego z ciemnością, natomiast reszta pasuje do niego jak ulał: jest jeden dla wszystkich i „wszystko [...] jest od Niego i przez Niego, i dla Niego.” (Rz.11.36.)



Blogerzy

24.10.2009

Widzę cię jako byt nierzeczywisty
Realnie osadzony w nierealnym świecie
Zaglądamy sobie nieśmiało w okna
Zapraszamy się na komentarze
I wyrzucamy śmieci
Każdy dom uporządkowany
A o gustach się nie dyskutuje
Wytrzyj nogi wchodząc
Pamiętaj, że nie jesteś u siebie
A przede wszystkim –
Czy na pewno masz tyle lat
Na ile się oceniasz?
Łatwo się zagubić w tych
Parkach poglądów
Na blokowiskach identycznych drzwi
Całą noc krążyć między wierszami
Pól dnia czekać na gości, którzy nie przychodzą
Mimo to

Pusto się robi, gdy zamykam ten świat w pudełku

Zamyśliłam się przed uliczna latarnią

18.11.2009




Relacja z drugim człowiekiem przypomina chodzenie w cieniu ulicznej latarni. Każdy krok w prawo to już za dużo, każdy krok w lewo to już za mało. Lekkie zachwianie i oślepia nas słońce krzycząc prosto w oczy „za dużo!”, „za mało!”.  To oświecenie przywołuje nas do klasycznego chłodu rozumowania. Dopóki znów nie zaczniemy eksperymentować w stylu rokoko. Dobrze, że ktoś wymyślił przedrostek „neo-”, możemy być neoprawi, albo neolewi, albo nawet, w chwilach jasnego spojrzenia na świat, neoprości, w neocieniu neosłońca. 

B jak blog

17.10.2009


Zacznę od cytatu: „ Halo, nie każdy postęp jest zły!” * Tu chodziło o wyższość jednorazowych chusteczek higienicznych nad starodawnymi, żeby nie powiedzieć przestarzałymi, chusteczkami materiałowymi, które prało się, prasowało i używało ponownie. Ja natomiast mam zamiar podyskutować o wyższości pióra nad klawiaturą. Lub odwrotnie.
Pisaliście kiedyś pamiętnik? Albo może dziennik? A może nadal to robicie, albo właśnie zaczynacie? Tylko uwaga: pamiętniki i dzienniki to już totalny anachronizm, wykopaliska i wymierający gatunek. Teraz należy pisać bloga. Blog jest, w odróżnieniu od wymienionych wyżej, modny, trendy, jazzy i na topie.
Bloga można założyć właściwie wszędzie. Patrząc na różne strony internetowe podkusiło mnie zajrzeć w parę miejsc pod hasłem blog. Można tam poczytać ogólnodostępne przemyślenia obywateli naszego kraju. To dla jednych może się wydawać ewidentną zaletą i udowadniać wyższość klawiatury nad piórem. Ale może jednak niekoniecznie? Czy naprawdę coś znaczącego wniesie w moje życie czytanie o tym, jak to nastolatka zakochała się po uszy w jakimś aktorze i pisze teraz do niego listy równie mydlane jak film, w którym on gra? Nie sądzę również abym rozwinęła swoją wrażliwość literacką czytając przeplatane gwiazdkami zamiast dźwięku „piiiii” sprawozdania z kolejnej imprezy, na której Baśka znów się urżnęła do nieprzytomności, a Jarek tym razem zamknął się w pokoju z Mileną. Inteligencja moja nie skorzysta też na napompowanych banałami opisach dnia codziennego, które w zamyśle autorki/autora miały być najwyższych lotów prozą, zahaczającą być może nawet o poezję.
Właśnie, mała dygresja. Autor lub autorka bloga rzadko kiedy podpisuje się swoim prawdziwym imieniem, czy też nazwiskiem. Śmiem nawet twierdzić, że nawet jeśli są na dole jakieś dane, to pewnie zmyślone. Ciekawe, czy autorzy tak bardzo wstydzą się tego co piszą, że wolą się nie ujawniać, czy też mają tak wysokie mniemanie o poziomie swojego pisarstwa, że zaczynają się posługiwać pseudonimem literackim.
Są też blogi przypisane do danej kategorii, w których autorzy w w większości, lub w całości, poświęcają bloga jednemu tematowi. Tu przynajmniej od razu wiadomo: jeśli temat mnie nie interesuje – nie czytam. Ale też i te blogi, które przecież z założenia powinny wnosić coś nowego w moje życie, nie zawsze wyróżniają się czymkolwiek innym oprócz powtarzalności, truizmów, argumentacji trzylatka i skłonności do popadania w skrajności, czy to dotyczy polityki, czy religii, czy stosunków damsko - męskich.
Na pewno argumentem, który teraz usłyszałabym na żywo, byłoby „nie musisz czytać”. Owszem, nie muszę. Ale w takim razie można równie dobrze powiedzieć „nie muszą pisać”. A przynajmniej nie publicznie. Nikt nikomu nie zabrania tworzenia nowej epopei narodowej, kroniki dziejów albo zbioru felietonów w zaciszu swojego domu, w swoim własnym pięknym zeszycie, przy pomocy pióra lub długopisu do wyboru. Może nawet do tego zrobić sobie herbatę i popaść w błogostan na temat swoich umiejętności pisarskich. Co więcej, nie będzie trzeba też wysłuchiwać (wyczytywać) niepochlebnych komentarzy na swój temat, ponieważ tekst nie ujrzy nigdy światła dziennego. No chyba że po śmierci utrudzonego autora ktoś odnajdzie ten pamiętnik i uzna je za epokowe dzieło godne wydania. Tak się przecież zdarzało.
Na tej fali krytyki dopłynęłam już prawie do wniosku, że pióro i papier mają zdecydowana przewagę w tej kwestii. Prawie. Prawie, jak powszechnie wiadomo, robi dużą różnicę. Wybaczcie ten banał, ale jest to prawda. Otóż oprócz tragicznych w swej treści i formie blogów są w zasobach internetu także i takie, które wzbudzają zainteresowanie swoją zawartością. Ba, czasem wręcz zachwycają. Lekkością pióra, doborem argumentów, humorem, sarkazmem, dopracowana szatą graficzną, odwagą w wyrażaniu swoich poglądów, otwartością na świat z jego wszystkimi wadami i zaletami, umiejętnością stonowanej dyskusji z osobami zostawiającymi swoje komentarze. Nie jest ich może dużo, ale nie oszukujmy się: Gombrowicz i Plath też urodzili się tylko raz.
Optymizmem napawa fakt, że administratorzy próbują choć trochę zapanować nad tym zjawiskiem, w pozytywnym znaczeniu tego słowa, bo jakkolwiek bardzo jestem zniesmaczona niektórymi blogami, nie posunęłabym się do cenzurowania wpisów i usuwania blogów o niskim poziomie. W końcu mamy XXI wiek i niedługo coś takiego jak długopis będzie można już zobaczyć tyko w muzeum, jako jeden z największych wynalazków XX wieku, nie dziwię się więc, że ludzie wola stukać w klawisze niż wydawać pieniądze na długopis i zeszyt. Może lepiej byłoby, żeby nie wrzucali tego od razu do internetu, ale cóż, nie warto uparcie trzymać się mrzonki i wierzyć, że nastąpi cud: ludzie nie będą pisali pamiętnika przy użyciu klawiatury tylko po to, żeby go zapisać na własnym pulpicie. Czasem szkoda. Niestety, pamiętnik internetowy narodził się jako część internetu i tak pewnie zostanie.
I tu kolejna dygresja. Zdaje sobie sprawę, że anonimowość jest związana z internetem pępowiną nie do przecięcia. Dla większości z nas pseudonim w internecie jest tak nieodzowny jak tlen, nie potrafimy sobie wyobrazić egzystowania w żaden inny sposób. Daje nam to, dodajmy złudne, poczucie bezpieczeństwa.
A wracając do administratorów. Godne pochwały jest promowanie przez nich blogów, które na to zasługują, teksty są polecane na pierwszej stronie, dostają specjalne symbole, polecane są całe blogi i organizowane konkursy, w których, na szczęście, decydującego głosu nie mają tylko czytelnicy. W ten sposób jest szansa czytać to, co rzeczywiście na to zasługuje, a omijać bałwochwalcze ody do butelki wódki i hymny na cześć gwiazd jednego sezonu.
Na zakończenie dla wszystkich, którzy myślą o założeniu bloga, w tym również dla mnie, trochę sparafrazowany cytat:
„nim napiszesz blog
pomyśl i zważ
jak dalece słuszny to krok
.....
może raczej wstań
może lepiej leż
literatura jest piękna i bez” **


* cytat z serialu „Sześć stóp pod ziemią”, sezon 3 , odcinek 6
** cytat z piosenki Grzegorza Turnała „Uno memento mortis” z płyty „To tu to tam”