środa, 7 lutego 2018

Rzuciłem cegłą w okno

24.10.2010

Rozmawiałem
Rozmawiałem sam ze sobą
Ktoś inny
Mawia mawia mówi
Nie słyszałem ani słowa
Ani słowa z tego, co powiedziałeś

Był moim bratem, bracie
Powiedziałem, że nie ma innej
Drogi wyjścia stąd
Bądź moim bratem, bracie
Musimy się wydostać
Musimy się wydostać

Szedłem
Szedłem prosto w mury
Wróciłem znów
Wciąż idę
Wchodzę w okno
Żeby zobaczyć siebie
I moje odbicie
Kiedy pomyślałem o tym
Mój kierunek
Iść donikąd
Iść donikąd

Nikt.... nikt nie jest bardziej ślepy
Niż ten, kto nie zobaczy
Nikt... Nikt nie jest bardziej ślepy
Niż ja

Mówiłem
Mówiłem we śnie
Nie mogę przestać mawiać mawiać mówić
Mówię do ciebie
To zależy od ciebie

Bądź moim bratem, bracie
Jest inne wyjście stąd
W moim bracie, bracie
Musimy się wydostać
Musimy się wydostać
Musimy się wydostać stąd


Tytuł oryginału : "I threw a brick through a window"
Autor : U2

Niedaleko pada jabłko od... drzewa wiadomości złwgo i dobrego

06.11.2010

Abraham umarł, zostawiając dwu synów : Ismaela i Izaaka. Ismael żył 137 lat, miał wielu synów i obozował ze swym ludem od Chawili po Asyrię. Ale będąc synem służącej Hagar, zajmuje w Biblii tylko ¼ strony. Co innego Izaak...
Dzieje Izaaka przypominają modę: co pokolenie wracają te same motywy, z małymi zmianami. Cóż się dzieje? Izaak ma 40 lat, kiedy bierze sobie za żonę Rebekę, siostrę Labana Syryjczyka. Okazuje się, że jest ona bezpłodna, tak samo jak matka Izaaka, Sara. Izaak jest o tyle mądrzejszy od Abrahama, że się nie śmieje w garść z obietnic Boga, tylko pokornie go prosi o pomoc w tej sprawie. Prośby przynoszą skutek: Rebeka zachodzi w ciążę, ale od początku czuje, że coś jest nie tak. Czyżby jednak trzeba było się poddać woli Boga i nie mieć dzieci, zamiast stosować in vitro? Bliźniaki walczą ze sobą już w życiu płodowym, a później wcale nie jest lepiej.
Pierwszy rodzi się Ezaw, nazwany tak ponieważ jest włochaty, potem zaś Jakub, trzymający się jego pięty. Ezaw jest myśliwym, Jakub rolnikiem. To coś jak Kain i Abel. Ezaw był głupi, Jakub był  głupi, chciwy i podstępny. Najpierw pokłócili się o prawo pierworodnego. Ezaw wrócił głodny z polowania i dał się nabrać na podstęp Jakuba pod tytułem „dam ci pyszne jedzenie, ale sprzedaj mi swoje prawo pierworodnego”. Jakub nie był w porządku robiąc coś takiego: żeby nie chcieć nakarmić brata, tylko żądać od niego za to zapłaty? A Ezaw zamiast odwrócić się na piecie i powiedzieć „to nie, zaraz sobie sam coś przyrządzę”, poszedł na ten układ.
Ziemię, na której mieszkają nawiedza klęska głodu. Ale przecież to już też było. Nawet to, że wtedy przemawia do nich Bóg, tyle że tym razem powtarzając swoje przymierze każe im NIE iść do Egiptu. Biblia mówi, że była to inna klęska głodu, nie mówi jednak, czym się różniła, może brakowało tylko jednego rodzaju pożywienia, a może była krótsza. W każdym razie, Izaak nie wkracza do Egiptu, tylko zamieszkuje w Gerarze.
Niedaleko pada jabłko od jabłoni, z której Ewa zjadła owoc. Izaak, zupełnie jak Abraham, mówi, że jego żona to nie jego żona, tylko jego siostra. Abimelech ma do niego o to pretensje, kiedy się dowiaduje podczas rutynowego podglądania sąsiadów w wolnym czasie, że Rebeka jest żoną Izaaka. Na szczęście nikt z jego rodziny, dworu ani poddanych jeszcze nie zdążył się narazić na niestosowne zachowanie i Abimelech wydaje dekret, ze Izaak i jego żona są nietykalni. Ciekawe, czy nie miał na myśli takiego znaczenia słowa „nietykalni” jakie ma ono w Indiach, gdzie istnieje kasta nietykalnych. Wcale by mnie to nie zdziwiło...
Izaak stał się bardzo bogaty, miał wiele owiec, bydło, ziarno, służbę i Filistyni zaczęli mu zazdrościć. Pokłócili się o studnie, które mu zakopali złośliwie, a w końcu kazali mu się wynosić. Potem o świeżo wykopana studnię pokłócił się Izaak z pasterzami z doliny Geraru, gdzie się przeniósł. Wreszcie znalazł sobie kawałek ziemi niczyjej i kolejna studnia wreszcie nie była kością niezgody między narodami. W końcu, kiedy udał się do Beer-Sheby, ukazał mu się Jehowa i przypomniał po raz kolejny swoja obietnicę. Swoja drogą, to już trochę podejrzane, że tyle razy musiał mu to powtarzać. Może Izaak majaczył po prostu z pragnienia?
Potem historia znów się powtarza. Abimelech i jego dowódca wojskowy Pikol zawarli przymierze z Abrahamem, teraz przymierze zawierają z Izaakiem. Dziwne może wydawać się, że król znów nazywa się Abimelech, ale to po prostu honorowy tytuł królów filistyńskich. Trochę bardziej dziwne jest, że dowódca ponownie nazywa się Pikol, ale cóż, niejednemu psu Burek.
Podczas gdy Izaak zajmuje się kopaniem studni i zawieraniem przymierzy, syn schodzi mu na złą drogę i bierze sobie za żony Judytę i Basemat, córki Heta, mieszkanki Kanaanu. Mowa o Ezawie. Rebeka jest z tego bardzo niezadowolona, mówi nawet, że życie jej z tego powodu obrzydło i wpływa na Jakuba, aby zakazał Jakubowi żenić się z Kanaanejkami. Nieźli rodzice, o jednego dbali, drugiego puścili samopas.
Najgorsza okazuje się Rebeka. Izaak wyprawia Ezawa po mięso na polowanie, bo chce zjeść przed śmiercią pyszna potrawę i pobłogosławić syna. Swoją drogą – nie mógł go bez jedzenia pobłogosławić? Jakieś to niesmaczne (gra słów niezamierzona). Kiedy Ezaw poluje, Rebeka gotuje potrawę z koźlęcia i przebiera Jakuba w skóry, żeby był włochaty jak jego brat. Jakub słucha się matki, widocznie własnego rozumu mu nie starczyło. Podaje się za Ezawa i zgarnia przeznaczone dla niego błogosławieństwo. Izaak nie jest w stanie rozpoznać, że skóra, której dotyka, jest koźla, a nie ludzka, nie poznaje, że nie je dziczyzny, tylko kozła z własnego stada, nie przeszkadza mu, że rzekomy Ezaw przemawia głosem Jakuba, daje się omamić kłamstwami na temat tego dlaczego tak szybko udało się upolować zwierzę. Nie tylko ślepy, ale jeszcze głuchy, bez czucia i bez rozumu. Nawet jak już zdaje sobie sprawę z oszustwa, nic nie robi, żeby to odkręcić – stało się, to się stało.
Ezaw jest zrozpaczony, ojciec nie ma dla niego już nawet błogosławieństwa. Izaak mówi mu: „Oto w tłustości ziemi będzie mieszkanie twoje, i w rosie niebieskiej z góry. A z miecza twego żyć będziesz, i bratu twemu będziesz służył; ale stanie się, że i ty panować będziesz, i zrzucisz jarzmo jego z szyi twojej.” Ezaw jednakże jest wściekły – przecież to już nie pierwszy raz Jakub „robi go w konia”. Zaczyna więc rozmyślać nad tym, jakby tu pozbyć się Jakuba... może tak by go zabić?... trochę jak Kain i Abel, po raz kolejny. Cóż, w końcu po kimś to odziedziczyli.
Ezaw w ramach przypodobania się rodzicom bierze sobie nową żonę, tym razem z rodu Ismaela. Nie najlepszy wybór, ale lepsze to niż mieszkanki Kanaanu. Ale Rebeka wie, że Jakub jest w niebezpieczeństwie, więc wyprawia go do swego brata Labana, aby tam poczekał, aż Ezawowi trochę przejdzie. Ma też przy okazji znaleźć sobie żonę.
Podczas tej wyprawy Jakub dostaje za swoje za te wszystkie oszustwa i podstępy. Ale o tym następnym razem.   

Zamiast

04.11.2011



Oto mam swoja miłość
Zapłakane szyby i listy do nikąd
Ciepły sweter zamiast silnych ramion

I gorąca herbata zamiast pocałunków

Zamyśliłam się nad tym, że niektórym jest zawsze źle.

08.08.2011


Znacie na pewno takie osoby, którym „nie można dogodzić”. Tak się powszechnie mówi, kiedy ktoś ciągle marudzi, jojczy, narzeka i wiecznie jest z czegoś niezadowolony.
Ale są takie osoby, którym autentycznie zawsze jest źle. Świat jest zły, ludzie są nieprzyjaźni, dzieją się tylko okropne rzeczy, same tragedie i nieszczęścia, człowiek człowiekowi wilkiem, każdy tylko czyha na drugiego, a na koniec umieramy. 
Nie zawsze jest to depresja, choć czasem jest. Ale czasem jest to po prostu osoba, która MUSI mieć źle. Bo kiedy jest źle – ona/on kwitnie. Jak jest problem – to jest dobrze. Jest nieszczęście, można ponarzekać – super.
I nawet nie musi to być świadome – najczęściej nie jest. Taka osoba po prostu nie zdaje sobie sprawy, że podświadomie potrafi tylko się martwić. Wysuwa peryskop i szuka, szuka, szuka, tak długo, aż wreszcie dostrzeże tragedię mniejszą lub większą, która skutecznie przesłoni horyzont, za którym już nieśmiało wschodziło słońce.
Taka osoba, jak nie będzie się miała czym martwić, to będzie się martwic tym, że nie ma się czym martwić.
Chcecie pomóc? To martwcie się razem z nią, albo dostarczajcie takiej osobie powodów do zmartwienia.

Tylko czasem nie próbujcie pomóc przestać się martwić. To by tylko przysporzyło wam zmartwień. 

Śmierć z kredą w ręku

Napisane w maju 2008, opublikowane... któż to wie ;)


27 mają tego roku nauczyciele przeprowadzą strajk. Takie wydarzenie miało ostatnio miejsce wiele lat temu. W przeciwieństwie do innych grup zawodowych nauczyciele nie rzucają się w oczy opinii publicznej ze swoimi żądaniami. Tym razem jednak postanowili wystąpić, nie tylko przeciwko istniejącemu stanowi rzeczy, ale przede wszystkim przeciwko temu, jak maluje się ich przyszłość.

Jak się pracuje w szkole? Cóż, na to pytanie próbuje odpowiedzieć każdy, a najchętniej wypowiadają się Ci, którzy o pracy w szkole nie mają zielonego pojęcia. Zazdrość dotycząca dwu (podobno) miesięcy wakacji, przesłania wszystko inne. Piszę podobno, bo to nie są dwa miesiące, jak się powszechnie uważa. Zwłaszcza w liceach, kiedy to na początku wakacji odbywa się proces rekrutacji, natomiast pod koniec wakacji są egzaminy poprawkowe. W ferie zimowe zaś część nauczycieli prowadzi zajęcia dodatkowe, skierowane przede wszystkim do maturzystów, ale również sportowe, czy też komputerowe.

Solą w oku dla wielu jest też osiemnastogodzinne pensum. Nikt przecież nie będzie mówił o dodatkowej pracy wykonywanej przez nauczycieli. A jednak gdyby podliczyć wszystko, co nauczyciel w ciągu tygodnia wykonuje, uzbierałoby się tego grubo ponad 40 godzin. W wielu zawodach praca kończy się z momentem wyjścia z budynku. W nauczycielstwie te 18 godzin w klasie to może 1/3 wszystkich obowiązków. Żeby wymienić tylko kilka: egzaminy, dyżury, konsultacje, projekty międzyszkolne, uzupełnianie dzienników (w wielu szkołach dwu – papierowego i elektronicznego) i wcale nie chodzi mi tutaj o wpisanie kilku ocen z lekcji – to naprawdę obszerny dokument; arkuszy ocen itp.; zebrania z rodzicami, posiedzenia rady pedagogicznej, wycieczki – a tam pracuje się 24h na dobę i proszę nie mówić, że taki wyjazd to tylko darmowe zwiedzanie dla wychowawcy – ciekawe ile osób chciałoby przez pięć dni odpowiadać za 34 sztuki rozbrykanej dziatwy w wieku wczesnoszkolnym; przygotowywanie się do lekcji i sprawdzanie klasówek. Dlatego tez czasem nauczyciele mówią, że lepiej byłoby, gdyby musieli te 40 godzin rzeczywiście odpracować w budynku, a co nie zdążą – spokojnie odłożyć do jutra. Może skończyłoby się układanie sprawdzianów do północy.

Pensje nauczycieli są ogółowi społeczeństwa znane tylko z haseł w gazetach o kolejnej podwyżce. Kwoty te biorą się chyba z wliczenia do podwyżki podwyżek całej „góry” z ministrem włącznie, bo to co pojawia się potem na koncie to zazwyczaj ¼ szumnie ogłoszonej podwyżki. Same pensje też są rażąco niskie, zwłaszcza dla początkujących nauczycieli. Czy naprawdę słuszne jest, żeby osoba, która studiowała pięć lat i wykonuje tak odpowiedzialną pracę zarabiała 800zł?

Przyszłotygodniowy strajk dotyczy jednak przede wszystkim tego, co jest w planach. Na przykład mają zostać zniesione urlopy zdrowotne. Wiadomo już od dłuższego czasu, że choroby gardła i krtani nie są chorobami zawodowymi dla nauczycieli, bo przecież przeciętny nauczyciel nie używa gardła w pracy, tylko objaśnia zagadnienia na migi. Teraz chce się jeszcze zlikwidować urlopy, na których biedy nauczyciel, któremu przyszło zapaść na taką niezawodową chorobę, mógł ją chociaż trochę podleczyć.

Zniknąć mają też świadczenia socjalne i trzynasta pensja. Nie ma co ukrywać, comiesięczne pensje są tak niskie, że gdyby nie te dwie manny z nieba, to większość nie wysłałaby na wakacje własnych dzieci, nie miała im za co wyprawić komunijnego przyjęcia albo kupić podręczników. Proszę bardzo, można to zlikwidować, ale nich pensja starcza nie tylko na opłaty.


Jednym z postulatów strajkowych jest też zachowanie prawa do wcześniejszej emerytury i to właśnie ten punkt jest najbardziej akcentowany przez protestujących. I jeśli mu się dobrze przyjrzeć, to logika bije z niego tak mocno, że chyba oślepiła władzę, że taki plan w ogóle powstał. Praca nauczyciela może być zaliczona do pracy w trudnych warunkach. Wiąże się z niesamowitą odpowiedzialnością, nie tylko za odpowiednie przekazanie wiedzy, czy przygotowanie milusińskich do życia, ale również z odpowiedzialnością za ich zdrowie, bezpieczeństwo, a nie raz i życie. Jest to praca w ciągłym stresie, wciąż na najwyższych obrotach, wymagająca ciągłego rozwijania samego siebie i bycia w pełnej gotowości do reagowania na nieprzewidziane sytuacje, w ciągłym niedostatku pomocy naukowych, w hałasie, siedlisku najróżniejszych dziecięcych i młodzieżowych chorób i kurzu budynku, który codziennie przemierzają tysiące, lub w lepszym przypadku setki, nóg. Po trzydziestu latach pracy taki pracownik powinien mieć prawo do wcześniejszej emerytury na godziwych warunkach. Nauczyciele to akurat nie jest najlepsza grupa zawodowa do zapychania dziury budżetowej poprzez wydłużanie czasu pracy. Czy naprawdę dobrym pomysłem jest aby na przykład pierwszoklasistów uczyła pani w wieku 60lat? A czy pan w wieku 65 lat na pewno będzie w stanie zrozumieć problemy i potrzeby dorastającej młodzieży? Autorzy projektu z tymi zmianami zdają się nie brać pod uwagę żadnych aspektów psychologicznych, tylko czystą ekonomię. Mam nadzieję, że nie zostaną oni przekonani dopiero wtedy, kiedy pierwsi przedstawiciele zawodu, którym odmówiono wcześniejszej emerytury zaczną umierać pisząc dzieciom na tablicy „Ala ma kota”. Może zmienią zdanie już wtedy, gdy na tablicach masowo zaczną się pojawiać napisy „Kot ma Alę”.