niedziela, 21 stycznia 2018

Historie dla chłopców


28.02.2010

Jest takie miejsce gdzie idę
Kiedy jestem daleko
Jest taki program telewizyjny
I mogę dorastać

Czasem bohater mnie porywa
Czasem nie mogę odpuścić
Hej hej

Jest taki album
Z czymś więcej niż zdjęcia
Jest taka historyjka obrazkowa
Która wywołuje u mnie śmiech

Czasem ta pani mnie porywa
Czasem nie odpuszczam
Hej hej

Historie dla chłopców
Historie dla chłopców
Historie dla chłopców
Historie dla chłopców
Historie dla chłopców

Jest takie miejsce gdzie idę
I ono jest częścią mnie
Jest radio
I będę się czołgał
Czasem bohater porywa mnie
Czasem nie mogę odpuścić
Hej hej

Historie dla chłopców

Tytuł oryginału : „Stories for boys”

Autor : U2

Stos świętych ksiąg


28.02.2010

Z pojęciem religii większości ludzi kojarzy się pojęcie świętej księgi. Cóż to takiego? Jest to księga, zbiór pism, która przez wyznawców danej religii jest uznawana za źródło prawdy religijnej, przepisów dotyczących jej przestrzegania itd. Jest pisana przez proroków danej religii lub ich uczniów, często też jest uznawane, że została im podyktowana bezpośrednio przez istotę boską.

Wielkie religie światowe prawie wszystkie posiadają takie święte księgi. Jedynie buddyzm się od nich odróżnia, ponieważ jego święta księga, aczkolwiek tak nazywana, nie jest otaczana takim kultem , jakim swoje święte księgi darzą inne religie. Przez długi czas buddyjskie prawdy były przekazywane ustnie, nie było spisanej księgi praw, a nastąpiło to dopiero około 486 roku p.n.e. na soborze buddyjskim, kiedy to zebrano te ustne przekazy zapamiętane przez uczniów Buddy. Tipitaka, bo tak brzmi jej nazwa, nie pretenduje więc do bycia księgą napisaną przez, czy pod wpływem istoty boskiej, jest po prostu zbiorem nauk Buddy. Oprócz niej do świętych tekstów zalicza się również wiele innych tekstów, takich jak komentarze czy żywoty Buddy. W buddyzmie tybetańskim zaś wszystkie teksty, które zawierają odniesienia do Buddy są uznawane za święte. Jednym z bardziej znanych tekstów stworzonych przez Tybetańczyków jest bar-do t'os-grol - (tzw. Tybetańska Księga Zmarłych) - święta księga buddyzmu tybetańskiego odkryta w XIV wieku - zbiór rytuałów, które się sprawuje nad umierającym autorstwa Padmasambhawy, który zaszczepił buddyzm w Tybecie.
Islam, judaizm i chrześcijaństwo mają swoje święte księgi. Świętą księgą islamu jest Koran. Wyznawcy tej religii twierdzą, że został on podyktowany prorokowi Mahometowi przez archanioła Gabriela posłanego przez Boga.  Ostateczna redakcja Koranu dokonała się po śmierci Mahometa, kiedy spisano i ostatecznie ustalono brzmienie tekstów ułożonych w 114 sur. Muzułmanie tak bardzo wierzą, że Koran przedstawia dokładnie słowo w słowo przesłanie Boga, że często niechętnie patrzą nawet na tłumaczenia Koranu z języka arabskiego. Judaizm uznaje świętość Tory, czyli Pięcioksięgu Mojżeszowego, którą wedle przekonań religijnych Żydzi dostali od samego Boga pod górą Synaj podczas ucieczki z Egiptu. Tora zawiera wszystkie wskazówki prawa niezbędne do wypełnienia Przymierza Izraela z Bogiem. Pozostałe księgi, takie jak Jozuego, Sędziów, proroków większych i mniejszych mają również wysoką rangę, jako że Żydzi uznają, że dobre zrozumienie Tory wymaga komentarzy, przypowieści i przykładów z historii Izraela, które te księgi zapewniają. Bardzo ważnym odniesieniem jest też Talmud, stanowiący pewnego rodzaju komentarz do Tory. Chrześcijaństwo uznaje świętość Starego Testamentu, ale występują tutaj znaczące różnice między protestantami, katolikami i prawosławiem, dotyczące ilości ksiąg. Ostateczny, obowiązujący dla katolicyzmu kanon ogłosił dopiero Sobór Trydencki w 1546 r,  przyjmując za natchnione niektóre z odrzuconych przez rabinów księgi, natomiast  Marcin Luter opowiedział się za przyjęciem kanonu hebrajskiego, podobnie jak część teologów prawosławnych.  Natomiast Kościoły ormiański, koptyjski, syryjski i etiopski uznają kanon przyjęty przez katolicyzm rozszerzając go ponadto o kilka ksiąg apokryficznych. Poza Starym Testamentem chrześcijaństwo uznaje świętość Nowego Testamentu, czyli zbioru czterech Ewangelii, Dziejów Apostolskich, Listów Pawła, Jakuba, Piotra, Jana i Judy oraz Apokalipsy, zredagowanych ostatecznie w I i II w. Tutaj też nie obeszło się bez wątpliwości, które wyrażał głównie Marcin Luter,  względem Listu do Hebrajczyków, Listów Jakuba i Judy oraz Apokalipsy.
Kiedyś już pisałam, że Bóg jest jeden i niezależnie od tego jak do niego wołamy to i tak jest ta sama „osoba”. W związku z tym twierdzę, że jeśli te święte księgi pochodzą od Boga, to wszystkie pochodzą od jednego Boga. I tu zaczyna się pod górę. Wszystkie te wątpliwości dotyczące tego, co jest świętą księgą , a co nie jest, wywołują wątpliwości we mnie i zmuszają mnie do myślenia.  Po pierwsze: dlaczego ludzie mają decydować o tym, że księga należy do świętych lub też nie? 1546, tysiąc pięćset lat po życiu i śmierci tego, kogo uważają za proroka, a tysiące po tym kiedy powstawały te księgi (Xwiek p.n.e. - najstarsze części Starego Testamentu), nagle grupa ludzi nazywających się chrześcijanami - katolikami siada i stwierdza, że te księgi uznajemy za święte, a te już nie. Każdy inny odłam chrześcijaństwa ma swoje własne wątpliwości i jedne księgi uznaje, a inne nie. Można byłoby powiedzieć, że skoro takie decyzje są podejmowane na szczeblu „ludzkim” to gdzieś tu zatraca się cała wiara w świętość tych pozostałych ksiąg. Po drugie: jakoś wciąż nie mogę zapomnieć, czy też pominąć faktu, że święte księgi były jednak spisywane przez ludzi. Oczywiście jak pisałam wcześniej, twierdzi się, że zostały one w pewnej części, lub całości, podyktowane przez Boga, w innych zaś przypadkach jest to wynik objawienia, którego doznawali prorocy. Najważniejszy tekst objawiony judaizmu, Pięcioksiąg Mojżeszowy,  spisany został przez Mojżesza na polecenie Boga. Nigdy nie dowiemy się, ile Mojżesz zapomniał, co niechcący zmienił, co dodał, bo wydało mu się słuszne, był przecież mimo wszystko tylko człowiekiem. Jeśli chodzi o proroków, to nie wątpię, że to co im się objawiało próbowali zapisać jak najbardziej dokładnie, ale nie oszukujmy się, wizje dlatego zwą się wizjami, że nie są najczęściej wielce uporządkowane, chronologiczne, jasne i proste. Powiedziałabym raczej, że ze słowem „wizja” najbardziej kojarzą mi się filmy Davida Lyncha. Rozwiążcie zagadkę Mulholland Drive, a potem możemy pogadać o interpretacji Apokalipsy, będzie to mniej więcej tej sam poziom jasności treści. Żeby nie było wątpliwości- uwielbiam Davida Lyncha właśnie za jego wizyjność, ale raczej nie będę próbowała żyć według jego „objawień”. Po trzecie: dlaczego uznawać za święte np. księgi Kronik opisujące dzieje narodu? Dobrze, narodu wybranego, ale mimo to? Możemy się czegoś nauczyć z ich historii, niewątpliwie, na przykład tego, że jak się łamie przykazania Boga, to nie wiedzie się nam zbyt dobrze. Ale taki sam wniosek można wyciągnąć z historii ogólnoświatowej: nieprzestrzeganie praw obywateli skutkuje rewolucją, napaść na inne państwo w końcu dotkliwie karze napadającego itd. Zmienia się tylko to, że w pisanej świecko historii nikt nie mówi, że to kara od Boga.
Po czwarte: czytając Biblię napotkałam wiele treści, z którymi nie mogło się zgodzić moje sumienie, serce, rozsądek, a już na pewno nie mój obraz Boga. Jedną z takich historii było wymaganie od Abrahama aby poświęcił swojego syna, podczas gdy kilka ksiąg dalej wyraźnie jest potępione składanie w ofierze dzieci dla Molocha. To co, chciał, żeby dla niego zrobiono to samo co dla jakiegoś innego bożka? Przepraszam, ale nie uwierzę też, że Bóg naprawdę chciał, żeby w jego imię zabijano wszystkie narody na drodze tego wybranego, gdybym miała w to uwierzyć to od jutra powinnam się modlić za świętych terrorystów z Al-Kaidy. Inną kwestią jest stosunek do kobiet, w niektórych miejscach są pokazywane jako szanowane i ważne jak Rachab, Rut czy Sara ale w większości pojawiają się jako nic nieznaczące elementy dekoracji przy jakimś cudzie, a nawet nie są wliczane na przykład do ogólnej liczby osób przebywających w otoczeniu Jezusa, nie wspominając już o tym kiedy „w celu ratowania bożych aniołów”, którzy nota bene sami sobie świetnie poradzili, są  oddawane napastnikom jak niewiele znaczące przedmioty, jak to zrobił Lot ze swoimi córkami. Brawo dla niego, jak taki chętny do obrony to mógł sam iść do napastników i spełnić ich żądania, w końcu chcieli, żeby wyprowadził do nich w celu współżycia MĘŻCZYZN. Opowieść o synu marnotrawnym, a raczej jego skrzywdzonym bracie, który służył dzielnie swemu ojcu, a potem patrzył jak ten wyprawia ucztę swojemu synowi-ladaco, też nie wydaje mi się zamieszczona w świętej księdze przez Boga. Nic dziwnego, ze czytając takie rzeczy niektórzy nabierają przekonania, ze nie warto uczyć się czy pracować uczciwie cały czas, bo to i tak nie zostanie docenione.
Podsumowanie moje będzie dość krótkie. Żeby zostało to, co w tych księgach zamieścił Bóg, trzeba byłoby przesiać to przez sito o bardzo drobnych oczkach. A to co zostanie, czyli prawdziwe Boże słowa, będzie i tak dla nas niezrozumiałe, nie jesteśmy bowiem w stanie myśleć jak on.


Nowy riff na tej samej strunie


07.04.2010

Bez drgnienia powiek
dwa płomyki o niebieskiej barwie
jedność nie do opisania
ciepło zrozumienia
czy niebieski płomień jest zimny czy wręcz odwrotnie?

za mało mam słów by nazwać
słowa bez słów przekazane

nie pamiętałam już tego uczucia
jak to jest wejść do czyjegoś serca
przyszło nagle
niespodziewanie
przypomniało się
jak nowy riff na tej samej strunie

wiem, czego chcę

fascynacja ćmy płomieniem
kiedyś łasiłam się błagając
o niemożliwe
dziś próbuję otworzyć
zardzewiały zamek
krzywym kluczem

trudniej

lepiej

Zamyśliłam się nad empatią.


27.01.2011

Według definicji to umiejętność , zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób, przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość.
Ostatnio śniło mi się, że mój kolega płacze. Napisałam do niego smsa. Okazało się, że tak rzeczywiście było, płakał z powodu problemów w domu. Kiedy już wyrzucił z siebie co go gryzie i trochę się odprężył, uśmiechnął się, że jestem paranormalna, skoro mam takie sny.
Cokolwiek by nie mówił – gdybym nie miała takich snów, nie mogłabym go pocieszyć, bo nie wiedziałabym, że coś się dzieje.
Wczoraj usłyszałam, że bratanica kogoś mi bliskiego nie żyje. Łamał mu się głos, czułam łzy. Nie wiem tylko – swoje czy jego. Uczucie straty i smutku było tak potężne jakby to była moja własna bratanica. A poza tym miałam nieodpartą potrzebę znalezienia się natychmiast przy nim, przytulenia, pogłaskania, nie mogłam znieść tego, że jest smutny a ja nie mogę nic zrobić, będąc o setki kilometrów od niego. Przeszło mi dopiero, gdy pomyślałam, ze przecież nie jest sam.
Cokolwiek bym nie myślała – odebrałam cały jego smutek jak najlepiej dostrojona radiostacja.

I teraz zastanawiam się – czy jestem w stanie odbierać też radość, czy też mój odbiornik ma tylko zakres „smutek”? 

Sezon na słoiki


14.07.2010


Ludzkość jest już podzielona na wiele sposobów, ale latem zawsze przychodzi mi na myśl, że powinni być podzieleni na robiących przetwory i nie robiących przetworów. Te dwie grupy nie toczą ze sobą może tak regularnych bitew jak kibice niektórych drużyn piłkarskich (nie będziemy pokazywać palcami których), ale za to jedni drugich regularnie wyśmiewają.
Przetworowcy ruszają do ataku wraz z truskawkami. Konfitury, dżemy, powidła, syropy, soki, w zalewie, w cukrze, w całosci, w kawałkach.... Przeciętny śmiertelnik nie ma pojęcia jaka jest różnica między  konfiturą a powidłami, kojarzy najwyżej, że konfitura to do herbaty, jak mawiała babcia.Według przetworowców różnica jest oczywista: konfitura to owoce w syropie, a dziem to owoce gotowane w cukrze, wyjaśnią, robiąc wielkie oczy. A propos, czy wiecie, że marchewka to owoc? Przynajmniej dla Portugalczyków, którzy robią z niej dżem. Dżem w ogóle jest dość kłopotliwy dla Unii, bo przez niego musiała uznać, że ogórki i słodkie ziemniaki to owoce. Ale czego sie nie robi dla jedności.
Bezprzetworowcy nie rozumieją zupełnie tego pędu do zapełnionej własnoręcznie spiżarni. Owszem, pojeść można, ale babrać się w soku, obierać, pestkować? Brrrr....Są i tacy, którzy chętnie zapełniają spiżarnię cudzymi przetworami. Moja koleżanka Anka chodzi latem chętnie w gości, z zaskoczenia oczywiście, i jeśli napotka panią domu nad garnkiem z powidłami rozpoczyna marudzenie, a robi to tak zręcznie, że zostaje obdarowana kolejnymi słoiczkami. Czasem zastanawiam się, dlaczego pracowite gospodynie nie wyrzucają jej po prostu z hukiem za drzwi za przejadanie owoców ich pracy. Ale ostatnio przyszło mi do głowy pewne przypuszczenie, po tym jak na forum przetworowców przeczytałam, że mają problem kto pozjada przetwory, które zostały im z zeszłego roku. Może Anka służy im po prostu za rynek zbytu? Towar z lekka już przeterminowany, a nowa partia w produkcji, więc pozbywają się go ze śpiewem na ustach.

Najbardziej zatwardziali bezprzetworowcy mają w przetworowcach doskonały temat do żartów. Padają pytania typu „ile ton marchewki już przetworzyłaś?”, albo „czy jeszcze pamietasz, że twoja córka nie ma na imię gruszka?”. Stwierdzenia „pojechałabyś zamiast tego na urlop” to najłagodniejsze z całego repertuaru. Nie da się ukryć, że wśród przetworowców są i tacy, którzy wstają bladym świtem i do późnej nocy szorują słoiki, marynuja, zalewają, kiszą, miksują itd,  a nawet wstają wielokrotnie w nocy, żeby zamieszać gotujące się powidła. Przypomina się starodawny przepis „wbić do dzieży kope jaj i postawić dziewkę, niech uciera z cukrem”. Tylko gdzie te wielopokoleniowe rodziny, które to potem konsumowały? Przesada w ilości czasu spędzonego nad słoikiem nie jest zdrowa, jak każda inna zresztą.
Są jeszcze tacy przerworowcy, którzy nie dość, że WSZYSTKO na zimę robią sami, to jeszcze z własnych zbiorów. Tacy żyją tak w zgodzie z natura, że dyktuje im ona, co mają jeść. Urodzaj na ogórki? Cały rok jemy ogórki: pikle, korniszony, kiszone, kwaszone, sałatka, przecier na ogórkową, konserwowe. Obrodziła dynia? Jemy marynowaną, duszoną w pomidorach, przecieraną, z goździkami, z miodem, w zalewie. Taka Bożena na przykład. Wraca z pracy, a potem taczka i do pola! Zwozi te wszystkie dary natury, aż się za nią kurzy, a potem do nocy: halo, tu przetwórnia owocowo-warzywna „Twój słoik”, po marchewkę wciśnij jedynkę, po śliwki wciśnij dwójkę, po cukinię... Jak w tym odcinku kreskówki „Sąsiedzi”, kiedy zajęli się uprawą i przeróbką dyni. 

Czy może pomysleliscie już, że macie przed sobą bezprzetworowca? Otóż jesteście w błędzie. Ja też co roku dostaję mrowienia w dłoniach, kiedy zbliża się pora na działanie. Kompoty, dżemy, kiszone ogórki, musy do ciasta, soki, duszone warzywa, marynaty, sałatki. Nie szaleję może aż tak bardzo jak inni, ale każda wizyta na targu potrafi natchnąć mnie pomysłem na kolejne warzywo, którego smak można byłoby przechować na zime. A przepisów nie brakuje, jak nie spodoba Wam się nic na rozlicznych stronach internetowych, to zawsze można poprosic o sprawdzony przepis kogoś na forum. A jakie tam są pomysły! Buraczki z kapusta, wiśnie w syropie, pomidory całe w oliwie...Wizyta na forum ma dla mnie jeszcze jedną zaletę: widzę, że inni mają wiekszego fioła ode mnie. Jak czytam, że ktoś sam robi na zimę musztardę...
Obecnie jesteśmy na etapie grzybów. Tylko że jest ich niestety niewiele, przynajmniej na razie. A może na szczęscie. Mam wuja. który twierdzi, że wszystkie grzyby są jadalne i zbiera olszówki, surojadki, kozie brody i inne paskudztwa, a potem utrwala to w marynacie. Powinien je nazywać „grzypki w marynacie”, jak w opowiadaniu Olgi Tokarczuk „Przetwory na życie”. Dlatego należy być ostrożnym przy spożywaniu ze słoika czegokolwiek, czego nie włozylismy tam uprzednio sami. I nie chodzi mi tylko o podarunki od innych ludzi, nadgryzione zębem czasu, z datą przygotowania starannie „przypadkowo” rozmazaną. Wśród znajomych krążą opowieści o dżemie zbieranym z podłogi w przetwórni łopatą przez pana w brudnych gumiakach i nieważne, że są  to opowieści z czasów głębokiej komuny, uraz zostaje. A mój były znalazł kiedyś w internecie ogłoszenie o sprzedaży używanej kaszy....

Zarówno ci, którzy przetwory robią, jak i ci, którzy się tym nigdy nie pokalali, mają swoje argumenty. Jedna strona mówi, że strata czasu, a wszystkie prawie warzywa można teraz kupić przez cały rok. Druga strona podkreśla, że własne przetwory są tańsze i zdrowsze. Argumenty argumentami, a z przetworami jak z każdą inną rzeczą: mogą być po prostu hobby.