czwartek, 25 stycznia 2018

Firma Prąd


20.07.2010

Chłopcze, głupi chłopcze
Nie siedź przy stole
Dopóki jesteś w stanie
Zabawka, zepsuta zabawka
Krzycz, krzycz

Jesteś jak wywrócony na lewą stronę
Jeśli nie znasz
Firmy Prąd [1]
Jeśli nie znasz
Firmy Prąd

Czerwień, płynąca czerwień
Graj na poważnie
Mów i czuj
Dziura w twojej głowie
Nie będziesz krzyczeć
Karmią cię łyżką

Jeśli nie znasz
Firmy Prąd
Jeśli nie znasz
Firmy Prąd

Dwa, trzy, cztery
Nie mogę przestać
Bezużyteczna jest ściana zamku
Bezużyteczna jest ściana metalowa
I tak wyskoczy

Jeśli nie znasz
Firmy Prąd
Jeśli nie znasz
Firmy Prąd

Dopóki ktoś go nie zostawi w dole
Zdąży przeszukać wszystkie miejsca
Stuknięcie w nadgarstek i będzie wiedział
Niech go ktoś usłyszy
Po prostu go zostawcie
Nie mogę znaleźć drogi do domu
Jestem sam
Zgubiłem drogę do domu
Ty wiesz, i ty wiesz
I ty wiesz

                        
 Tytuł oryginału : "The Electric Company"
Autor : U2






[1]    W oryginale „The Electric Company”, czyli w dosłownym tłumaczeniu „firma elektryczności”. Nazwa miała i ma zastosowanie do wielu firm. Jest to sieć dostawców energii elektrycznej w USA, nowoczesna sieć firm oświetleniowych w Wielkiej Brytanii, brytyjski program edukacyjny z lat siedemdziesiątych wyprodukowany jako kontynuacja Ulicy Sezamkowej, brytyjska firma produkująca urządzenia elektroniczne wykupiona przez Ericsona i obecnie działająca pod nazwą Telent a także klub muzyczny w Nowym Jorku prezentujący muzykę niezależną szczycący się najlepszymi cenami piwa w okolicy. U2 wydali tę piosenkę w październiku 1980 roku, a ponieważ jej tematem jest leczenie chorych psychicznie pacjentów w Irlandii wstrząsami elektrycznymi, najbardziej właściwe wydaje się nazwanie firmy „Prąd”.


Noe i spółka z o.o.


24.07.2010

„Zetrę z powierzchni ziemi ludzi ludzi, których stworzyłem, od człowieka do zwierzęcia domowego, do wszelkiego innego poruszającego się zwierzęcia i do latającego stworzenia niebios, gdyż żałuję, że ich uczyniłem.”
Co powiedział, to zrobił. Przez przysłowiowe 40 dni padał deszcz, zalewając cała ziemię, aż zostały zakryte nawet najwyższe góry i, jak mówi Biblia, wyginęły wszystkie zwierzęta dzikie i domowe i latające i rojące się i ludzie. Coś brakuje? Ktoś widzi? Zwierzęta pływające... nie da się przecież utopić ryby... Przeoczenie? Celowa robota? W sumie to myślę, że potem Bóg zaczął żałować, że wytracił te wszystkie zwierzątka i pojął bezsensowność swojego działania. Przecież do Arki i tak kazał Noemu zabrać przedstawicieli wszystkich gatunków, aby mogli znów napełnić ziemię, więc po co było je w ogóle likwidować. Dlatego też powiedział potem, że już nigdy nie będzie złorzeczył ziemi z powodu człowieka i nie zada ciosu wszystkiemu, co żyje (wyrzucił atomówkę, ale nie róbcie sobie nadziei, w 2012 wyciągnie z kieszeni samosterujące pociski). Jednocześnie  powiedział, że skłonność człowieka jest ku złu, od samego początku. Może wiec lepiej było stworzyć wszystko od nowa, zamiast oszczędzać Noego?
Właśnie, Noe. Podobno był prawym człowiekiem, chodził z prawdziwym Bogiem i był nienaganny wśród współczesnych mu ludzi. Bóg wybrał go więc do swojej spółki, która patrząc bardzo daleko do przodu, na przykład na czasy Królów rządzących Izraelitami, okazała się spółką o mocno ograniczonej odpowiedzialności. Wprawdzie nie wszyscy byli źli, na przykład mądry król Salomon, ale nie ukrywajmy – jemu też, mówiąc kolokwialnie, palma czasami odbijała. Zresztą nawet nie patrząc aż tak daleko można zobaczyć, ze Noe ideałem nie był. Ledwie mu ciuchy po potopie wyschły, a już upił się winem do nieprzytomności i zademonstrował swojemu synowi te fragmenty swojego ciała, które niekoniecznie na pokazywanie się nadawały. Chłopak głupi był, że się wyśmiewał z ojca, aż ten go przeklął, ale fakt pozostaje faktem – mamy do czynienia z człowiekiem nadużywającym alkoholu.  Noe musiał być po prostu mniejszym złem; wśród mu współczesnych, Bóg nie miał pewnie zbyt dużego wyboru.
Ufając, ze Noe jednak sprosta zadaniu, ale nie na tyle żeby powierzyć mu też projektowanie tej ostatniej deski ratunku, Bóg kazał mu zbudować arkę. Arka Noego miała być, zgodnie z przekazem biblijnym, pływającym obiektem wykonanym z drzewa żywicznego nieokreślonego gatunku o długości 300 łokci, szerokości 50 łokci i wysokości 30 łokci. Łączna jej objętość wynosiła 56 250 m³. Od góry arka przykryta była przepuszczającą światło konstrukcją (hebr. sohar lub cohar) zwisającą na jeden łokieć ze wszystkich stron arki – konstrukcja ta mogła być dachem lub otworem wpuszczającym światło. Arka miała wejście w bocznej ścianie i podzielona była na trzy piętra, a od wewnątrz i zewnątrz powleczona była smołą. Tyle na ten temat mówi Biblia, ale Arka była i jest przedmiotem rozważań wielu ludzi, od naukowców badających czy coś takiego mogło pływać przez  rabinów dyskutujących na temat warunków życia w Arce, do twórców filmu „Epoka Lodowcowa”.
Mniej więcej w czasie renesansu  powstała klasa uczonych, która, nie negując możliwości dosłownego odczytywania opowieści o arce, zaczęła rozważać kwestie praktyczne związane ze statkiem w oparciu o obserwacje natury. W XV wieku Alfonso Tostada podawał szczegóły dotyczące logistyki arki, rozważając kwestie usuwania odpadków zwierzęcych oraz wentylacji, a XVI-wieczny geometra Johannes Buteo obliczył wewnętrzne wymiary arki, uważał też, że pokój Noego był zaopatrzony w żarna i bezdymny piec; model ten miał wielu zwolenników. Literaliści, czyli zwolennicy dosłownego interpretowania Biblii skupiali się często na wyjaśnianiu różnych szczegółów technicznych. Dużo kontrowersji budziło zawsze drewno, którego użył do budowy Noe.  Nazwa drzewa גפר (gofer)  nie występuje w innych miejscach Biblii ani w języku hebrajskim. Najpopularniejsze wyjaśnienia to, że jest to tłumaczenie babilońskiego wyrażenia „gushure iş erini” (belki cedrowe), lub asyryjskiego wyrażenia „giparu” (trzcina). Starsze przekłady angielskie Biblii, między innymi King James Version (z XVII wieku), a w języku polskim Biblia Gdańska i Biblia Poznańska, nie wyjaśniają tego wyrażenia. Wiele współczesnych przekładów tłumaczy to jako cyprys (chociaż w biblijnym hebrajskim słowo „cyprys” to erez), a inne tłumaczą to jako sosna lub cedr. Naukowcy zgadzają się, że istnieją techniczne limity maksymalnej wielkości statków drewnianych, więc niektórzy literalistyczni bibliści twierdzą, że Noe musiał używać zaawansowanych technik, jakie zaczęto powszechnie używać po XIX wieku, takich jak rama przestrzenna, aby Arka mogła się unosić. Kwestia, czy Arka mogła zmieścić po parze (lub więcej) przedstawicieli wszystkich gatunków (włączając w to obecnie wymarłe) oraz żywność i słodką wodę, jest kwestią debaty, a nawet ostrych sporów, pomiędzy literalistami i ich oponentami. Chociaż niektórzy literaliści twierdzą, że do arki zabrano przedstawicieli wszystkich gatunków,  bardziej rozpowszechniło się twierdzenie, że na pokład zabrano raczej przedstawicieli „stworzonych rodzajów” niż gatunków – na przykład, samiec i samica rodzaju „kot” reprezentowała tygrysy, lwy, pumy itd.
W interpretacjach rabinicznych można znaleźć wiele innych szczegółów dotyczących arki i potopu. Według jednej z tradycji Noe w istocie przekazywał Boże ostrzeżenie, sadząc cedry 120 lat przed potopem, więc grzesznicy powinni to zobaczyć i zmienić swe postępowanie. W celu ochrony Noego i jego rodziny Bóg ustanowił lwy i inne dzikie zwierzęta strażnikami przed niegodziwcami, którzy wyśmiewali go i próbowali użyć przeciwko niemu przemocy. Według jednego z midraszy(czyli interpretacji Biblii za pomocą przypowieści, sentencji i objaśnień przy użyciu przemyśleń własnych autora) to Bóg lub anioł zgromadził zwierzęta wraz z pokarmem dla nich. Zwierzęta były najdoskonalszymi przedstawicielami swoich gatunków i zachowywały się najlepiej, jak mogły. Wstrzymały rozmnażanie się na czas rejsu, więc ich liczba nie uległa zmianie. Odpadki gromadzone były na najniższym z trzech poziomów Arki, ludzie i czyste zwierzęta na drugim poziomie, a nieczyste zwierzęta oraz ptaki na najwyższym. Inne opinie umiejscawiają odpadki na najwyższym poziomie, skąd miały być usuwane przez drzwi w ścianie bocznej. Szlachetne kamienie dostarczały światła, a Bóg chronił żywność przed zepsuciem.
Tyle Arka. Jeśli chodzi o potop, jego obecność w wielu różnych kulturach zdaje się potwierdzać jego istnienie jako fakt. Potop jest, oprócz tradycji żydowsko – chrześcijańskiej, obecny między innymi w hinduizmie, gdzie Manu, zwany "Ojcem wszystkich Ariów", schronił się wraz z rodziną i siedmioma mędrcami, synami Angirasa, do zbudowanego w pośpiechu okrętu. Przed zagładą ocalił nasiona wszelkich roślin, przedstawicieli wszystkich gatunków żywych stworzeń oraz Wedy, święte księgi hinduizmu. W Afryce o potopie opowiada na przykład plemię Joruba, twierdząc, że Bóg Obatala stworzył ludzi i wszyscy inni bogowie oprócz bogini Olokun byli z tego powodu szczęśliwi. Olokun - władczyni wszystkiego pod niebem, nie podobało się to, że Obatala zawłaszczył dla siebie tak dużą część jej królestwa i zalała ziemię. Wielu ludzi utonęło a przetrwali tylko ci, którzy dotarli do najwyższych punktów ziemi. Aztekowie twierdzą, że piramida w Choluli została wybudowana przez siedmiu gigantów, którzy uciekli przed potopem - miała posłużyć za ratunek przed mogącym się powtórzyć kataklizmem; Majowie natomiast uważają, że potop był karą dla pierwszych ludzi, którzy nie oddawali czci bogom, którzy ich stworzyli, ponieważ byli tak niedoskonali. Potop jest również obecny w wierzeniach Aborygenów, Na Nowej Zelandii, w islamie, w bahaizmmie i wielu innych. Podobieństwa występujące w wierzeniach na wszystkich kontynentach to gniew boga lub bogów, deszcz jako przyczyna potopu, niewielka liczba osób uratowanych z potopu, wraz z ludźmi uratowanie zwierząt i/lub roślin, przybicie do góry, ofiary złożone przez ocalonych i pojawienie się tęczy. Teoria o ogólnoświatowym zasięgu potopu, tak mocno sugerowana przez Biblię i „potwierdzana” dawniej przez osady polodowcowe, dziś wielu uznaje za sprzeczne z biologią (rozmieszczenie i ewolucja gatunków) i geologią. W chwili obecnej kreacjoniści są grupą, która najsilniej wspiera teorię o potopie ogólnoświatowym, inni natomiast  popierają raczej teorie o potopach lokalnych, większych i mniejszych: wylewach rzek, wlaniu się Morza Śródziemnego w dzisiejszą nieckę Morza Czarnego, upadkach meteorów, tsunami itp. Przeciwnicy twierdzą, że gdyby tak było, Bóg kazałby Noemu uciekać, a nie budować arkę, ale po pierwsze, co za różnica jak go uratował, po drugie arka jest bardziej widowiskowa niż paniczna ucieczka, a po trzecie jak tu uciekać z taką hordą zwierzaków?
Ale mu tu gadu gadu, a tam woda opada. Noe wypuścił kruka, potem wypuścił gołębia, a potem Bóg kazał mu wyjść z arki. Nawiasem mówiąc, ja bym się wściekła: powiedziałam głąbowi, że ma zbudować arkę, zamknęłam za nim drzwi, w końcu mi gniew przeszedł i i „zamknęłam upusty niebios”, a ten dalej zamiast mi wierzyć i czekać spokojnie, to się bawi w gusła i puszcza kruki i gołębie. Hodowca się, kurcze, znalazł. A propos, kruk i gołąb zdają się potwierdzać teorię, że potop był lokalny, ponieważ kruk nie wrócił, a gołąb, zanim poszedł sobie z tej menażerii, przyniósł gałązkę oliwna w dziobie, a wszystko to działo się na długo przed tym, zanim Bóg uznał, że Noe może opuścić arkę.
Ziemia obeschła, wszystkie zwierzęta i rodzina Noego wyszli z arki, Noe zbudował ołtarz dla Boga i złożył ofiarę, a Bóg kazał im być płodnymi i zapełnić ziemię. Po raz kolejny.


Dzień 33


24.07.2010



                                                                                  „Nocą słyszę, jak coraz bliżej
                                                                                drżąc i grając krąg się zaciska”
                                                                                                       K.K.Baczyński

Bomba za bombą, aż noc jak płomień,
Karabiny ściskają w spotniałych dłoniach,
Zza barykady huki wystrzałów,
A każdy echem odbija się w skroniach.

Nowy dzień wstaje, dzień odejścia, nie walki,
Stare Miasto zostaje, a oni w kanały.
Kolumna Zygmunta stoi, choć pociskiem trafiona,
Pałace sypia nad nimi ochronne wały.

Jakże ciężko jest odejść, gdy serce zostało,
A sklepienie kanałów dla myśli za niskie.
Każdy z nich myśli o tych, co zostali.
Nigdy jeszcze to miasto nie było im tak bliskie.

Są już w Śródmieściu, połowa ich doszła,
Reszta odcięta na kolejnych zakrętach.
Miłość do miasta, nienawiść do Niemca,
Łuna nad miastem, a pożar w ich sercach.

Zamyśliłam się nad cynamonem i konfiturą


19.06.2011

Dziś chciałam Was zaprosić do Petroneli, na jej cynamonowy wiersz z konfiturą. Zaglądam do niej regularnie i czytam, co napisała. Ostatnio trafiłam na wiersz, który zamieściła na blogu 3.11.2007 roku. Wiersz jest tak piękny, że musiałam się z Wami nim podzielić, z Wami, którzy nie znacie Petroneli, i z Wami, którzy ją znacie, ale może ten wiersz wyleciał Wam już trochę z pamięci. Mnie zachwycił do łez.


Ty, który istniejesz
od początku mojego nieba,
bądź
jabłkiem codziennym
i mlekiem
bądź
kromką porannego chleba

Ty, który zacząłeś
 istnienie
na skraju mojego nieba
przyjdź w płaszczu
z jesiennych liści
przyjdź
tego mi trzeba.

Zanurzyłam usta
w konfiturach z wiśni
a pod powiekami
zamknięty
żar sadu mi się przyśnił.
i w sadzie roztańczone
koniczyny szalone
i siana stogi wiatrem
poszarpane,
… i obłoki
biegnące po niebie
w słońcu rozkochane.




A tak w ogóle… wczoraj była rocznica….

O co chodzi ze świętami


18.12.2009

Czy nadal istnieje coś takiego jak świąteczne, bożonarodzeniowe tradycje? W wielu domach na pewno tak, ale od pewnego czasu można zaobserwować zanikanie tego, co kiedyś tak hołubiły nasze prababcie i babcie. Poza tym te tradycje, mam wrażenie, niektórzy traktują jak dopust boży.
Kiedy jeszcze daleko do świąt...
Przed Bożym Narodzeniem następuje czas przygotowań. Ile domów, tyle zapewne technik podejścia do tego zagadnienia. Można rzucić się na sprzątanie w ostatnim tygodniu i szaleć do północy ze szmatką i ścierką. Ten sposób ma niewątpliwą zaletę ograniczenia sprzątania do kilku dni, ale taką wadę, że wycieńczony wielogodzinnym, a raczej wielodniowym non-stop sprzątaniem osobnik (czy też częściej osobniczka), przy stole wigilijnym przytuli się do karpia i uśnie nie doczekawszy pierwszej kolędy. Inni sprzątają po troszku codziennie, albo po troszku w weekendy, bo jak wiadomo w obecnych czasach niewielu szczęściarzy nie pracuje na dwa czy trzy etaty i ma po południu czas. W ten sposób nie są oni tak zmęczeni, ale za to na ich nastrój wpływa negatywnie fakt, że od miesiąca lub dłużej nie robią nic innego tylko sprzątają, a poza tym te same miejsca musieli sprzątać po kilka razy, bo zdążyły się zabrudzić „w przerwach”. Tak źle, i tak niedobrze, powiedzieliby ci, którzy sprzątają wtedy kiedy mają akurat na to czas i ochotę, a nie dlatego, że są święta.
„Napisz proszę...”
Tygodnie przedświąteczne to też wysyłanie kartek. Na szczęście już za nami te czasy, kiedy trzeba było wysyłać kartki na miesiąc wcześniej bez żadnej gwarancji, że dojdą na czas. Teraz poczta funkcjonuje na tyle dobrze, że jeśli tylko wyślemy kartkę, to dojdzie. No właśnie. Nowoczesna technika wkradła się i do świąt. Już nie tylko z wakacji, ale też na święta, smsy zaczynają zastępować kartki. I co sobie taki ktoś myśli, że postawię telefon na półce, żeby popatrzeć na życzenia?
Co z tą choinką?
Nie jestem jeszcze taka stara, ale pamiętam, że choinkę ubierało się kiedyś w Wigilię, a babcia zawsze mówiła mi, że na Trzech Króli trzeba już ją rozebrać. Jeśli chodzi o rozbieranie, to zapewne z braku chętnych widzimy choinki jeszcze do Wielkiejnocy. Ale za to jeśli chodzi o ubieranie, to tutaj idziemy wciąż do przodu. Ciekawe czy zwykłe gospodarstwa domowe dorównają kiedyś w tej dziedzinie supermarketom, które zaczęły sprzedawać choinki i ozdoby świąteczne zaraz po Wszystkich Świętych. Mam nadzieję, że nie. I mam nadzieję, że w dekoracjach nigdy nie dorównamy Amerykanom, którzy obwieszają całe domy i ogrody lampkami i świecidełkami. Mówi się wprawdzie o niektórych paniach, że „obwiesiła się ozdobami jak choinka”, ale to nie jest pozytywne określenie!
Pierwsza gwiazdka tuż tuż...
A pani domu nadal w kuchni. Tradycyjnie dwanaście potraw, choć czytałam ostatnio, że w dawnych czasach na chłopskich, uboższych stołach, bywało tylko pięć potraw, a na szlacheckich – tyle, ile się tylko dało, żeby zapewnić dostatek na cały rok. Ale tu chyba naprawdę nie chodzi o ilość. Jeśli przygotowane z sercem, chętnie i radośnie, to dobrobyt zapewi i trzy i trzydzieści potraw, ale jeśli gospodyni już przy siódmej potrawie przeklina swój los, który zmusił ją do takiego wysiłku, to niech lepiej usiądzie w fotelu i zostawi tego karpia, bo się wszyscy domownicy udławią jej złością, to jest – ością.
„Jeśli nie chcesz mojej zguby...”
Kupowanie prazentów jest tak samo miłe jak ich dostawanie. A przynajmniej powinno być, oczywiście jeśli kupujemy z miłością. A to oznacza dużo wysiłku z naszej strony. Przede wszystkim prezent ma sprawić radość obdarowanemu. Kilka niewypałów z najbliższego otoczenia? Proszę bardzo. Wieża stereo dla bardzo biednej rodziny, która ze swej strony mogła się zrewanżować tylko pudełkiem słodyczy – niby w dobrej wierze, ale było im głupio otrzymać taki kosztowny prezent. Dwie kule w pudełku – nie wiadomo do czego służące, a co gorsza, widziane wcześniej w domu wręczającego – czyli tzw prezent przechodni. Słodycze dla bardzo otyłej ciotki. Żyrandol. Dezodorant z przeceny, z ceną. Krokodyl....
A może na ryby?
Na ryby oczywiście się nie da, ale na narty już tak. Albo na Malediwy. Niektórzy w ogóle nie uznają świąt i wykorzystują wolny czas na realizację swoich planów wyjazdowych, ruszając w jak najbardziej egzotyczne miejsca i zostawiając za sobą cały zgiełk świąt.. Inni usiłują połączyć dwa w jedno i wybieraja zorganizowane wyjazdy typu tydzień na nartach plus wieczerza wigilijna w rodzinnej atmosferze. Jak obcy sobie ludzie mogą stworzyć rodzinną atmosferę, pozostawię bez odpowiedzi.
Czas zaczynać!
Na stole biały obrus, pod obrusem sianko, na stole nakrycie dla niespodziewanego gościa, dzielimy się opłatkiem i składamy sobie życzenia. Rodzinna atmosfera pełna miłości. Czy to nie są czasem te najważniejsze tradycje? Troska o innych, ciepłe słowa, spokój, miłość. A właściwie: dlaczego tylko w święta? Może będzie chwila, aby zastanowić się nad tym w ten świąteczny czas...



                           Wesołych Świąt!!!