piątek, 26 stycznia 2018

Cienie i wysokie drzewa


20.08.2010

Z powrotem na zimnych niespokojnych ulicach w nocy
Mówię sam do siebie na temat jutrzejszej nocy
Ściany białego protestu
Nagrobek ku czci
Kto to jest tym razem
Zawsze to samo

Kto to jest tym razem
Kto woła mnie do środka
Wszystkie liście na drzewach
Żyjące przebranie
Spaceruję słodki deszcz tragikomedia
Pójdę pieszo do domu jeszcze raz
W rytm melodii ulicy

Ale wiem, o nie
Ale wiem, o nie
Ale wiem

Cienie i wysokie drzewa
Cienie i wysokie drzewa
Cienie i wysokie drzewa
Cienie i wysokie drzewa

Życie przez okno
Odbarwiony ból
Pranie pani Brown jest zawsze takie samo
Spaceruję słodki deszcz tragikomedia
Pójdę pieszo do domu jeszcze raz
W rytm melodii ulicy

Ale wiem, o nie
Ale wiem, o nie
Ale wiem

(gdzieś tam)

Czy czujesz we mnie
Cokolwiek zbawczego
Jakieś wartościowe uczucie
Czy miłość jest jak chodzenie po linie
Podwieszonej pod sufitem

Ale wiem, o nie
Ale wiem, o nie
Ale wiem

Cienie i wysokie drzewa

                                                                         tytuł oryginału : „ Shadows and Tall Trees”
                                                                                                              autor : U2



Jest to ostatnia piosenka z płyty „Boy”, wydanej  w październiku 1980r. 

Uwierzyć w wieżę


20.08.2010

„I Bóg błogosławił Noego...”, powiedział mu wiele ciekawych, dziwnych i niejasnych rzeczy, a potem zawarł z nim przymierze. Popatrzmy.

Najpierw Bóg kazał im być płodnym , licznym i napełnić ziemię. To już drugi raz, ale cóż, skoro inni nie żyją – obowiązek spada na Noego. Potem Bóg mówi, że trwoga i bojaźń będzie przed  Noem i jego potomkami we wszystkich żyjących istotach. Jak dla mnie, miał na myśli taką samą bojaźń, jaką my, ludzie, żywimy w stosunku do niego, czyli szacunek, miłość, chęć bycia posłusznym. Cóż innego mógłby mieć na myśli? Na pewno nie to, że zwierzęta miałyby się bać ludzi, a ludzie być dla nich tyranami. Bóg nie zna takiego pojęcia bojaźni, bo jest po prostu dobry.

Potem Bóg ustala kwestie pokarmowe. „Wszelkie poruszające się zwierzę, które żyje może wam służyć za pokarm [...] tylko mięsa z jego duszą, z jego krwią, nie wolno wam jeść”. Jest to werset, który budzi skojarzenia przede wszystkim chyba z interpretacją Świadków Jehowy, którzy na jego podstawie odrzucają transfuzję krwi, a niektórzy nawet leczenie preparatami krwiopochodnymi. Zacytowany przeze mnie fragment pochodzi właśnie z Biblii w przekładzie Nowego Świata. Inne tłumaczenia  to na przykład: „Ale nie wolno wam jeść mięsa w którym wciąż jeszcze jest jego ożywcza krew” (New International Version),  „Ale nigdy nie zjesz zwierząt jeżeli ich krew życia nie zostanie wylana” (The Living Bible), „Ale nie będziecie jedli mięsa z jego życiem, to jest z jego krwią” (New King James), „Tylko nie wolno wam jeść mięsa z krwią życia” (Biblia Tysiąclecia), „Nie wolno wam tylko spożywać mięsa z jego życiem, to jest z jego krwią” (Biblia Poznańska),
„Pamiętajcie jednak, że nie wolno wam spożywać mięsa razem z krwią, która je ożywia” (Romaniuk). Pierwsze i drugie tłumaczenie można byłoby chyba najbardziej zinterpretować jako „wylej najpierw krew, a potem jedz”. Przepraszam, jeśli komuś jest niedobrze. Większość jednak nie ma takiego wydźwięku i raczej można ten fragment interpretować jako zakaz spożywania żywego zwierzęcia. Czy większej ilości z was już jest niedobrze? Cóż, na starożytnym Bliskim Wschodzie jedzenie wciąż żyjących zwierząt było powszechną praktyką, a w Afryce wśród niektórych plemion praktykuje się to w dalszym ciągu. Dla mnie znaczy to, że zwierzę, które żyje może służyć nam za pokarm pod warunkiem, że nie będzie się jadło jego mięsa,  czyli nie zostanie ono zabite. Połączenie życia i krwi jest w tym fragmencie niezaprzeczalne, czasem nawet mówi się, że krew to życie, wiemy też, że bez krwi tego życia nie ma. Należy więc jeść tylko to, co nie wymaga zabicia zwierzęcia, na przykład miód, mleko itd.

Następne zdanie dotyczy w mojej opinii właśnie takich przypadków jak transfuzje i leczenie krwią. Bóg mówi, ze będzie żądał od nas z powrotem krwi naszych dusz. Logiczne – jak nas stworzył, tak mamy do niego wrócić, tchnął w nas życie, więc nasze życie/krew/dusza/moc/energia/składniki, jakkolwiek by to nie nazwać, wraca do Boga. Obieg zamknięty. Ale mówi też „Upomnę się też u człowieka o życie człowieka i u każdego - o życie brata”, albo, w innej wersji „i z reki każdego kto jest bratem, będę żądał z powrotem duszy człowieka”. Wszyscy jesteśmy braćmi, prawda? Więc co za różnica, czy moja krew/wątroba/nerka wróci do Boga przeze mnie, czy przez mojego „brata”, któremu jej udzieliłam? Żadna! Inaczej Bóg nie miałby się upominać o duszę człowieka od jego brata.
Natomiast zdecydowanie wypowiada się przeciw zabijaniu ludzi, mówiąc, że kto przeleje krew drugiego człowieka, spotka go to samo. Co trochę dziwne, mówi, że spotka go to samo z reki człowieka. Czyżby kazał wziąć sprawy w swoje ręce? Oko za oko? Ząb za ząb? A może przez człowieka, który będzie bezwolnym narzędziem w ręku Boga? A może po prostu po raz kolejny wierzy, ze nie będzie tego nigdy trzeba spełniać, tylko przypomina ludziom, czego im nie wolno, wierzy w człowieka, który już teraz będzie prawy, łagodny, kochający innych ludzi, sprawiedliwy, grzeczny, ... Jak Noe, można by powiedzieć, w końcu to ten wybrany.

Noe i jego rodzina wzięli sobie do serca słowa Boga „stańcie się liczni i napełnijcie ziemie” i dobrze im się żyło, za wyjątkiem jednego alkoholowo-podglądackiego incydentu, o którym mówiłam poprzednim razem, więc nie będę się powtarzać. Noe miał trzech synów, którzy razem z nim i swoimi żonami byli w arce: Sema Chama i Jafeta i na tym kończy się rozdział 9 Księgi Rodzaju. Natomiast już w rozdziale 10 naliczyłam ponad 80 imion kolejnych członków rodziny, synów, wnuków, prawnuków, praprawnuków, prapraprawnuków... no dobrze, przesadziłam. Ale zważywszy, że wymienieni są (znów!!!) tylko synowie, było ich zapewne dwa razy tyle. Tu wraca oczywiście znów problem z kim ci wszyscy synowie się żenili, skoro inni ludzie wyginęli w potopie. Teraz jest ich przynajmniej ośmioro, a nie dwoje, to już jakieś większe szanse na logiczne (ale nadal niezbyt poprawne medycznie) wytłumaczenie wzrostu liczby ludności.

Rozdział ten podaje też gdzie zamieszkiwały rody trzech synów Noego, jakie ziemie zajmowali i kilka ciekawostek, takich jak postać Nimroda, który na przekór Jehowie został łowcą. Co prawda niektórzy uczeni uważają, że w tym wypadku hebrajski przyimek „przed” ma znaczenie pozytywne, ale z drugiej strony żydowskie targumy i pisma historyka Józefa Flawiusza wskazują, że Nimrod był możnym łowcą, który przeciwstawiał się Bogu. Niektórzy podważają, że kontekst 10 rozdziału Księgi Rodzaju (jest tam bowiem powiedziane, że założył królestwo i pobudował miasta) nie pokazuje niczego sprzecznego z wolą Boga.  Jednakże Nimrodowi przypisuje się też zainicjowanie budowy miasta Babel i tamtejszej wieży, pomimo że Biblia jasno tego nie stwierdza. Wspomniany wcześniej Józef Flawiusz, żydowski historyk z I wieku n.e. napisał o Nimrodzie, że ten sądził, że jedynym sposobem oderwania ludzi od bojaźni Bożej jest całkowite uzależnienie ich życia i pomyślności od potęgi władcy, czyli jego, a co więcej, twierdził, ze gdyby Bóg chciał jeszcze raz zalać ziemię, potrafi on już sobie przeciw niemu poradzić: zbuduje wieżę wyższą, niż zdoła dosięgnąć woda.

Wygląda więc na to, że opowieść biblijna przynajmniej w tym aspekcie, ma poparcie historyczne. Myślę jednak, że śmiało możemy między bajki włożyć kolejne ludzkie oskarżenia, jaki to Bóg jest zły i pomieszał ludziom języki przy okazji wieży Babel. Wracając do rozdziału 10, przy okazji wymieniania synów, a właściwie wnuków Jafeta, czytamy : „Od nich ludność narodów rozprzestrzeniła się w krainach, każda według SWEGO JĘZYKA,  według swoich rodzin, według swoich narodów”. Nimrod, któremu mielibyśmy zawdzięczać gniew Boga i pomieszanie ludziom języków, też był wnukiem syna Noego, Chama. Czas się wiec zgadza, gdyby nie to, że mamy jeszcze wzmiankę lingwistyczną przy okazji synów Sema : „Oto synowie Sema, według ich rodzin, według ich JĘZYKÓW, w ich krainach, według ich narodów”. W jednej gałęzi drzewa genealogicznego Noego pomieszanie języków jakby wystąpiło wcześniej, już u synów, nie u wnuków, czyli przed budową wieży Babel. Poza tym, przy każdym synu Noego jest powiedziane, że rozprzestrzeniali się po krainach, a legenda, bo tak już to pozwolę sobie nazwać, wieży Babel mówi, że dopiero po pomieszaniu języków ludzie rozeszli się po całym świecie – czyli wtedy możemy mówić o coraz większym oddalaniu się języków od siebie, natomiast były one już zróżnicowane wcześniej.

Moim zdaniem, wieża Babel to nieudolna próba wyjaśnienia niezrozumiałego wtedy, a przecież tak prostego w swojej istocie faktu, że ludzie na ziemi mówią innymi językami. My już wiemy, znamy rodziny, grupy i zespoły języków, a biblijne stwierdzenia, że rozeszli się po krainach ze swoimi językami dobrze do tego pasują. Co innego historia wieży Babel, po pierwsze wciśnięta w wymienianie potomków Noego, zupełnie bez kontekstu i związku z poprzednim, czy też następnym fragmentem, jako że dzieje Sema są kontynuowane jeszcze w rozdziale 11, który przynosi kolejne imiona potomków, wraz z liczbą lat, które przeżyli aż do Abrama. Po drugie – w jakim świetle ona przedstawia Boga? Przestraszył się jakiejś wieży sięgającej niebios? Przecież do niego i tak by nie sięgnęli. A co najbardziej mnie uderza, to podobieństwo słownictwa. Najpierw ludzie mówią „nuże, naróbmy cegieł....” a potem Bóg mówi „nuże, zstąpmy i pomieszajmy...” ? Złośliwy Bóg? Z taką miną jak duszek Kacper, czy z głosem jak Gremlins, czy z pomysłami jak  poltergeist Peevis w Harrym Potterze? Give me a break...

Choć z trzeciej strony, jak mawiał Tewje Mleczarz... „Już nigdy nie zostanie wytracone wszelkie ciało przez wody potopu i już nigdy nie nastąpi potop, by ziemię obrócić w ruinę”. Potop może nie... ale ... ;)

Nocna nieatrakcyjność śmierci


21.08.2010

nocą trudniej jest zachować dystans
ciemność otula jak koc
przed oczami znów
kalkomania przyjaźni

na niebie jakby złożonym na pół
snują się już tylko dymy po zgasłych fajerwerkach
a na poparzonej ziemi
dogorywają iskry

mówią, że to punkt widzenia zmienia miejsce na ziemi w miejsce w szeregu
powiedzcie to ślepemu

nabieram wody w palce
a potem dziwię się, że nie potrafię donieść jej
nawet na drugi koniec moich myśli

puste butelki walają się pod stołem
rozwodniona ostrość widzenia
byle do następnego dna

rutyna wkradła się w życie i nawet śmierć nie wydaje się już atrakcyjna


Zamyśliłam się nad czerwonym, zamyśliłam się nad niebieskim


17.07.2011

Niebieski, czerwony, niebieski,  czerwony…
„Weź niebieską pigułkę i koniec historii, obudzisz się we własnym łóżku i będziesz wierzyć, w cokolwiek chcesz wierzyć. Weź czerwoną pigułkę i zostaniesz w Krainie Czarów, a ja pokażę Ci jak głęboko sięga królicza nora.”
W ciągu dnia niebieskie światło słoneczne bardziej się rozprasza niż czerwone i dochodzi do oczu obserwatora ze wszystkich kierunków, więc niebo jest niebieskie . O zachodzie słońca  kąt padania światła jest bardzo mały, dłuższa droga promieni słonecznych przez atmosferę powoduje, że niebieskie światło rozprasza się całkowicie wcześniej, nie docierając do oczu obserwatora, a dociera światło czerwone, jako mniej rozproszone i powoduje, że niebo robi się czerwone.
Cisza… Jeśli znalazłaś niebieski klucz, bądź pewna, że znajdzie się też i niebieskie pudełko. Wystarczy przekręcić, a otworzy się szczelina w czasie i znajdziesz się … w tym samym miejscu. Znów jesteś na Mulholland Drive, ale może to lepiej, że nie pamiętasz, kim byłaś poprzednio.
A może to nie ty przekręcasz klucz, więc nie będziesz w tym samym miejscu… Może znajdziesz się w nocnym klubie i będziesz śpiewać „Niebieski aksamit” oświetlona czerwonym światłem… A może znajdziesz się w Czerwonym Pokoju, wraz z karłem w czerwonej marynarce i starszym facetem w garniturze… zaraz zaraz, czy nie widziałam go już ze sceny w klubie, kiedy śpiewałam „Niebieski aksamit”?
Nawet jeśli jesteś Czerwonym Kapturkiem, wilk okazuje się przyjacielem, a ty ruszasz na poszukiwanie Jasia i Małgosi, to może się okazać, że „ wszystko się zmienia, szukasz jakiegoś lekarstwa i czujesz, że jesteś najbardziej samotną dziewczynką na świecie, mąci ci się w głowie, nie wiesz co robić, wygląda na to, że góra jest u dołu, a czerwony to niebieski”…
Czy masz dość odwagi, żeby przekręcić ten niebieski klucz, albo wejść za czerwoną zasłonę?
Tym, którzy nie maja odwagi nie pokazują się czerwone zasłony ani niebieskie klucze, a ci, którzy mają jej za mało zazwyczaj przechodzą w niewłaściwe miejsca.
Czy masz dość odwagi, żeby przekręcić ten niebieski klucz, albo wejść za czerwoną zasłonę?
 Nie, to nie ja pytałam o to przed chwilą. Ja jestem niebieska, widzisz? Ona była czerwona.
Doppelganger.
Zaszło słońce, zamknęła się szczelina w czasie. Czekaj tu, aż ktoś przekręci klucz. Chyba że chcesz zobaczyć, co jest za tamta zasłoną.

Wrong way.

Pójdź, nowoczesność, do stajenki


09.01.2010

Święta Bożego Narodzenia powoli odchodzą w zapomnienie do następnego roku, ale jeszcze nie do końca. Trwa wciąż czas „kolędy”, czyli odwiedzin księży w domach parafian, a wiele instytucji nadal organizuje świąteczne spotkania, często połączone z przedstawieniami jasełek. Zwłaszcza szkoły, które pieczołowicie przygotowały przedstawienia na ostatni dzień zajęć przed feriami świątecznym, nie chcąc aby ich dzieła poszły szybko w zapomnienie, wystawiają je po najróżniejszych domach dziecka i domach opieki społecznej. Można się naoglądać do woli i niestety również zdegustować.
Według encyklopedii, jasełka to przedstawienie o Bożym Narodzeniu, wzorowane na średniowiecznych misteriach franciszkańskich, jako że za ich twórcę uważa się św.Franciszka z Asyżu. Ich treścią jest historia narodzin Jezusa w Betlejem, a wielką rolę odgrywają w nich kolędy. No i tu właśnie zaczyna się problem. Przedstawienia te zaczynają mieć coraz mniej wspólnego z narodzinami Jezusa, a coraz więcej z współczesnością. Ich twórcy zaczynają na siłę unowocześniać historię i dopasowywać ją do naszego świata. Dzieje się to w takim stopniu, że zaczynam się zastanawiać, czy jasełka te nie powinny nosić podtytułu „Jak wyglądałaby historia narodzin Jezusa, gdyby zdarzyła się w naszych czasach”.
W jasełkach oprócz tradycyjnych postaci Maryi z dzieciątkiem i Józefa czasem trudno znaleźć jakiekolwiek postacie związane z narodzinami Jezusa. Zniknęli gdzieś trzej królowie, nie ma pasterzy, za to pojawiają się tak egzotyczne charaktery jak kibice piłki nożnej, dresiarze, bezdomni alkoholicy, dziewczęta na dyskotece i handlarze narkotyków. Akcja toczy się już nie w Betlejem, w stajence, ale na dworcu, w dyskotece. Kolędy, owszem, są obecne, ale giną zupełnie wśród innej, bardzo głośnej muzyki, która towarzyszy pojawianiu się tych „czarnych charakterów”. Nastrój gdzieś przepadł, bohaterowie grypsuja, przeklinaja, mówią slangiem.
Te nowoczesne jasełka to pewnie odbicie naszych czasów. Można zrozumieć, że autorzy tych tekstów chcą pokazać jaka znieczulica, chamstwo, materializm i pycha szerzy się we współczesnym świecie, ale niestety zatracają przy tym cały urok tego przedstawienia. Z rozrzewnieniem wspominam jasełka oglądane kiedyś w Teatrze Muzycznym w Łodzi, przygotowane przez Józefa Gałeckiego przy udziale zespołów dziecięcych Humoreska i Sezamki. Był Herod, trzej królowie, Archanioł Gabriel, diabły, aniołki, pasterze, dzieci, nie zabrakło nawet osiołka. Kolęd akurat nie śpiewano, ale muzyka pasowała idealnie, tworząc prawdziwie świąteczny nastrój. Widzowie mogli naprawdę nauczyć się czegoś o tym, jak to było kiedy rodził się Chrystus. Gdyby chcieli wiedzę czerpać z dzisiejszych jasełek, marnie by na tym wyszli. Autorzy tych przedstawień zakładają chyba, że wszyscy wiedzą dokładnie wszystko o narodzinach Jezusa i mogą sobie „pływać” swobodnie po temacie, stosując wyjątkowo odległe skojarzenia. Gdyby jednak zadać parę konkretnych pytań, nie tylko dzieciom, okazałoby się, że na wiedzy widzów raczej nie można polegać i że są oni skłonni przyswoić sobie jako fakt sytuację, w której Maria i Józef spotykają się na dworcu z bezdomnymi.

Mam nadzieję, że gdzieś jeszcze odbywają się „normalne” jasełka, bez silenia się na nowoczesność i dotarcie do mas, które raczej trzeba byłoby edukować, a nie zniżać się do ich poziomu, byleby zostać usłyszanym. Oglądając te przedstawienia, od paru lat przestałam sie już dziwić, dlaczego biskupi polscy w XVIIIw zakazali wystawiania jasełek w kościołach.